http://www.fliggypig.com http://www.4006000871.com http://www.ddabw.com http://www.ktiyl.com http://www.abbwl.com http://www.rht365.com
http://www.4695288.com/ http://www.5613117.com/ http://www.4309272.com/ http://www.3619276.com/ http://www.1539774.com/ http://www.2234809.com/ http://www.0551180.com/ http://www.0027022.com/ http://www.1408600.com/ http://www.5004279.com/ http://www.4314451.com/ http://www.9402647.com/ http://www.6420212.com/ http://www.0921315.com/ http://www.4849062.com/ http://www.8027847.com/ http://www.5101309.com/ http://www.8033162.com/ http://www.7808733.com/ http://www.7021821.com/ http://www.8560978.com/ http://www.3301718.com/ http://www.2444890.com/ http://www.2501886.com/ http://www.8773150.com/ http://www.gkamlb.com/ http://www.nxkmky.com/ http://www.pkdszd.com/ http://www.scqyba.com/ http://www.vwyhzp.com/ http://www.vwwoms.com/ http://www.svfdun.com/ http://www.wivjvd.com/ http://www.sstldp.com/ http://www.sqmtvh.com/ http://www.fmxnav.com/ http://www.etqglz.com/ http://www.rjwmkb.com/ http://www.yrljss.com/ http://www.ymdwnv.com/ http://www.lhxcjs.com/ http://www.fekcko.com/ http://www.furpdg.com/ http://www.voqgwh.com/ http://www.fknqkj.com/ http://www.hhabtr.com/ http://www.ogmykg.com/ http://www.vseogg.com/ http://www.ctkllf.com/ http://www.xzxefw.com/ http://www.0172679.com/ http://www.6088532.com/ http://www.5214437.com/ http://www.4601598.com/ http://www.3848474.com/ http://www.7621914.com/ http://www.9064024.com/ http://www.0979289.com/ http://www.8732369.com/ http://www.7578050.com/ http://www.1206219.com/ http://www.0320448.com/ http://www.6038608.com/ http://www.6804640.com/ http://www.2393657.com/ http://www.laibazonghewang.com/ http://www.jiujiurezuixindizhi.com/ http://www.jiqingtupian8.com/ http://www.qmzufv.com/ http://www.kwwxgj.com/ http://www.tvubqi.com/ http://www.sjvxww.com/ http://www.xpdmzk.com/ http://www.frveya.com/ http://www.nonmnu.com/ http://www.svytac.com/ http://www.fdtggb.com/ http://www.rnrnjm.com/ http://www.ymrxun.com/ http://www.lkrecc.com/ http://www.kgahjl.com/ http://www.kqdmep.com/ http://www.vwlwcu.com/ http://www.zuixinlunlidianying.com/ http://www.daxiangjiaowangzhi.com/ http://www.snnfi.com/ http://www.vfdyd.com/ http://www.lwezk.com/ http://www.fpibm.com/ http://www.xjvdr.com/ http://www.kvwqf.com/ http://www.utakf.com/ http://www.gmjeu.com/ http://www.pugfa.com/ http://www.bldek.com/ http://www.vdidu.com/ http://www.tufnc.com/ http://www.wqxri.com/ http://www.uaozz.com/ http://www.nhpbd.com/ http://www.dinbz.com/ http://www.bopjc.com/ http://www.rvkip.com/ http://www.jsmqe.com/ http://www.vwygx.com/ http://www.zgjm-org.com/ http://www.shenyangsiyue.com/ http://www.hongsang.net/ http://www.gpmrg.cc/ http://www.knfut.cc/ http://www.kjqdh.cc/ http://www.huang62.win/ http://www.qiong19.win/ http://www.chang34.win/ http://www.huang71.win/ http://www.xiong10.win/ http://www.chong14.win/ http://www.chong94.win/ http://www.zheng23.win/ http://www.cheng14.win/ http://www.shang72.win/ http://www.sudanj.win/ http://www.russias.win/ http://www.malim.win/ http://www.nigery.win/ http://www.malix.win/ http://www.peruf.win/ http://www.iraqq.win/ http://www.nepali.win/ http://www.syriax.win/ http://www.junnp.pw/ http://www.junnp.win/ http://www.zanpianba.com/ http://www.shoujimaopian.com/ http://www.gaoqingkanpian.com/ http://www.kuaibokanpian.com/ http://www.baidukanpian.com/ http://www.wwwren99com.top/ http://www.wwwdgshunyuancom.top/ http://www.xianfengziyuancom.top/ http://www.www96yyxfcom.top/ http://www.www361dywnet.top/ http://www.wwwbambootechcc.top/ http://www.wwwluoqiqicom.top/ http://www.wwwyyxfnrzcom.top/ http://www.wwwzhengdadycom.top/ http://www.wwwyewaishengcuncom.top/ http://www.wwwcong3win.top/ http://www.wwwmh-oemcn.top/ http://www.henhen168com.top/ http://www.wwwhztuokuncom.top/ http://www.wwwyasyzxcn.top/ http://www.www9hkucom.top/ http://www.wwwguokrcom.top/ http://www.avhhhhcom.top/ http://www.shouyouaipaicom.top/ http://www.wwwdouyutvcom.top/ http://www.bbsptbuscom.top/ http://www.miphonetgbuscom.top/ http://www.wwwtjkunchengcom.top/ http://www.lolboxduowancom.top/ http://www.wwwtaoyuancncom.top/ http://www.wwwngffwcomcn.top/ http://www.wwwqingzhouwanhecom.top/ http://www.wwwckyygcn.top/ http://www.wwwcdcjzcn.top/ http://www.m6downnet.top/ http://www.msmzycom.top/ http://www.wwwcaobolcom.top/ http://www.m3533com.top/ http://www.gmgamedogcn.top/ http://www.m289com.top/ http://www.jcbnscom.top/ http://www.www99daocom.top/ http://www.3gali213net.top/ http://www.wwwmeidaiguojicom.top/ http://www.msz1001net.top/ http://www.luyiluueappcom.top/ http://www.wwwvcnnnet.top/ http://www.wwwchaoaicaicom.top/ http://www.mcnmocom.top/ http://www.wwwqiuxia88com.top/ http://www.www5253com.top/ http://www.wwwhaichuanwaiyucom.top/ http://www.wwwulunarcn.top/ http://www.wwwvideo6868com.top/ http://www.wwwythmbxgcom.top/ http://www.gakaycom.top/ http://www.wwwhf1zcom.top/ http://www.wwwkrd17net.top/ http://www.qqav4444net.top/ http://www.www5a78com.top/ http://www.hztuokuncom.top/ http://www.wwwqqqav7979net.top/ http://www.sscaoacom.top/ http://www.51yeyelu.info/ http://www.52luyilu.info/ http://www.52yeyelu.info/ http://www.91yeyelu.info/ http://www.yeyelupic.info/ P O D S U M O W A N I E     R O K U   2013


P O D S U M O W A N I E   R O K U   2013



Nocne, sylwestrowe zabawy trzeba było odespać i wziąć głęboki wdech, bo przed nami nowych 12 miesięcy. Pogoda oszalała, gdyż zimy ani śladu. Ta odwilż nie wpłynęła dobrze na nasze zdrowie i samopoczucie. Mama mi się rozchorowała, a ja utyskiwałam na brak osób do wychodzenia z domu. Moje kontakty z Marcinem i Agnieszką (spędzili u Niego noc sylwestrową) uległy rozluźnieniu. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko się z tym pogodzić.

Dnia 02 stycznia Piotrek Buczyłko podłączył mi już po raz któryś nowy komputer od Tadeusza z Anglii i ku naszej radości zadziałał. Ze względu na to, że Jola - super pielęgniarka polecona przez Monikę - przychodziła dwa razy w tygodniu, musiałam odmówić Renię od Ani Haglauer. I w ten oto sposób nasze życie z Mamą troszeczkę się ustabilizowało. Kłopoty stanowiły tylko zakupy . Nie mogłam nikogo znaleźć, aby je robił regularnie.

W dniu 03 stycznia całkiem niespodziewanie przyjęłyśmy księdza z wczesną kolęda, a potem znowu się zaczęły zawroty głowy Mamy. Oprócz tego szalejąca grypa zatrzymała Ją znowu w domu.

Dnia 06 styczniaprzez całą Polskę przeszły tradycyjne orszaki Trzech Króli. Niestety nikt mnie nie zabrał, ale poszłam na Mszę do akademickiej "MACIEJÓWKI". Tego też dnia odezwał się do mnie Marcin.

Zima z lekkim mrozem przypomniała sobie o nas 08 stycznia i wtedy to poznałam Basię - koleżankę Moniki. Parę razy zrobiła nam zakupy. Nie mogłam się doczekać, kiedy to zacznę swoją akcję PAJACYK u chorych dzieci z oddziału neurologii. Pierwszy raz w tym roku wybrałam się do Nich z Moniką i Martą Kubiak dnia 09 stycznia, kiedy to znowu zawitała do nas odwilż. Nie trwała ona długo, bo za dwa dni pojawił się śnieg, a 12 stycznia Agnieszka z Marcinem bawili się na Jej studniówce. Następnego dnia w całej Polsce i na świecie odbył się XXI Finał WOŚP. Tym razem zebrano około 40 milionów złotych na sprzęt medyczny dla dzieci i osób starszych.

Niestety tak to bywa, że w domu stale coś się psuje i dwa dni - 17 i 19 stycznia Piotrek naprawiał rury w łazience, bo nie ściekała woda z umywalki, a Mama, mając dosyć tego zamieszania, 18 stycznia wyszła na powietrze z Panią Radziuk przy dwucyfrowym mrozie. Żeby tego było mało odwiedziła nas pielęgniarka z przychodni zobaczyć jak sobie radzimy? Namawiała Mamę na opiekunkę z "MOPSU" , gdyż ciągłe proszenie kogoś o zrobienie zakupów stało się męczące. I tak oto 21 stycznia z pracownikiem "MOPSU" spisałyśmy nową umowę, a na drugi dzień Piotrek skończył remont.

W kalendarzu pojawiły się ferie zimowe. 26 stycznia skorzystałam z tej okazji (nastała znowu odwilż) i poszłam z Agnieszką i Marcinem do fryzjera oraz kupić sobie sukienkę na bal karnawałowy w Auli PWT. Za parę dni - 30 stycznia Mama się zbuntowała i sama wyszła z domu. Wcale się Jej nie dziwię, bo ile można prosić ludzi o pomoc? Na południu Polski rozszalała się powódź.

I tak jakoś dobrnęłam do dnia 02 lutego, kiedy to na Balu karnawałowym świętowałam 12 lat PAJACYKA. Zabrał mnie na niego sympatyczny Tomek - kolega z "Maciejówki". Nie zapomnę go do końca życia z dwóch powodów: poprosiłam Jolę, aby mnie jakoś wystroiła. Pomogła Jej w tym sympatyczna Tereska - siostrzenica. Razem upięły mi włosy i umalowały oko, a potem posadziły na wózku akumulatorowym i pożyczyły dobrej zabawy. Niestety nie był on naładowany i musiałam co chwilę szukać jakiejś wtyczki. Zatańczyłam jednak "POLONEZA" i zdobyłam ksywkę "Kaśka pod prądem". Reasumując, bal się udał i jest co wspominać.

Dwa dni później 04 lutego przyznali nam opiekunkę z "MOPSU", która we wtorki i piątki robiła z Mamą zakupy. Ja już byłam spokojna, że nic się Jej nie stanie na ulicy. Nie przypuszczałam jednak, że z tego powodu młodzi ludzie zaczną się odsuwać. Niestety tak się stało. Nawet do wspólnoty" ARKA" nie miałam z kim pojechać. Jedyną moją odskocznię i radość stanowiły czwartkowe wizyty u dzieci na oddziale. Tak sobie chodziłam, chodziłam, aż dopadło mnie przeziębienie w Światowym Dniu Chorego - dnia 11 lutego. Na pocieszenie dostałam wtedy paczkę od WOŚP i odwiedził mnie Arno z Belgii. W tym dniu wypadła druga rocznica znajomości z Marcinem, a z telewizji dowiedziałyśmy się z Mamą o abdykacji 86 - letniego Papieża Benedykta XVI z powodu wieku. Jest ona przewidziana na 28 lutego.

Następnego dnia przypomniała sobie o nas zima i nasypało śniegu. Od jakiegoś czasu zaczęło mi się nie układać w duszpasterstwie "MACIEJÓWKA" i 17 lutego przestałam tam chodzić. Nie była to dla mnie łatwa decyzja, bo co tu dużo mówić - polubiłam studentów, ale jeśli zabrakło porozumienia, to już nic na to nie poradzę. Oprócz tego miałam też rzadszy kontakt z Marcinem i z Agnieszką. 22 lutego wybraliśmy się na pizzę. Próbowałam sobie coś załatwić na wakacje. Ku pocieszeniu następnego dnia miałam gości. Odwiedził mnie Piotrek Krajewski ze swoją Rodzinką i ksiądz Grzegorz z Michalic. Dostałam świeże jajka od kury. Miałam też okazję pobawić się z małą Agnieszką, która w lipcu skończy rok. Przed abdykacją Papieża 28 lutego nadeszła odwilż, a "PAJACYK" wybrał się sam na oddział, gdyż nie było osoby towarzyszącej. Nie powiem, aby było mi przyjemnie, bo znalazłam się w nowej sytuacji, ale przecież z tego powodu nie zostawię chorych dzieciaków.

Cały czas udoskonalałam swój nowy komputer. Z początkiem marca Piotrek Buczyłko kupił mi nową klawiaturę za 30 zł, gdyż od czasu do czasu komputer odmawiał posłuszeństwa i zastanawialiśmy się z Tadeuszem z Anglii, gdzie tkwi przyczyna.

Za oknem robiło się coraz cieplej, a ja zaczęłam szukać dla siebie nowego kościoła. Nie było to takie łatwe, bo wszędzie miałam daleko. Pukałam do różnych drzwi, ale nigdzie mnie nie chcieli. Trudno, to tylko źle świadczy o innych, a nie o mnie.

Aby o tym nie myśleć, trzeba się było zająć innymi rzeczami. Na dzień 07 marca, tuż przed Dniem Kobiet, wyznaczyli w szpitalu termin zrobienia USG serca PAJACYKA. Drżąc ze strachu i z zimna, bo nagle się ochłodziło, poszłam tam z Teresą i z Moniką. Na szczęście badanie wyszło pozytywnie, z czego się bardzo ucieszyłam. W domu natomiast zostałyśmy chwilowo bez opiekunki z "Mopsu", gdyż wyjechała do sanatorium w Dusznikach - Zdroju. Organizowałam więc Mamie koleżanki, z którymi wychodziła po zakupy.

Dnia 12 marca odbyło się w Watykanie uroczyste Konklawe i wybór nowego Papieża. Natomiast ksiądz Grzegorz świętował swoje imieniny, a Pani Bogusia z Lądka miała operację oka w szpitalu przy ulicy Borowskiej. Prosiłam Marcina, aby dodał Jej otuchy. Nazajutrz 13 marca świat wybrał Papieża. Został nim 76 - letni Argentyńczyk, który przyjął imię Franciszek, a ja się znowu wzbogaciłam o nową myszkę do komputera, którą mi przysłał Tadek z Anglii.

I tak sobie mijały kolejne dni, aż tu nagle w niedzielę rano 17 marca spadła na mnie, jak grom z jasnego nieba, smutna wiadomość. U małego Kuby - sześcioletniego bratanka Piotrka Krajewskiego - wykryto 2,5-centymetrowego guza mózgu. Zelektryzowało to wszystkich, a ja zaczęłam szukać pomocy w kręgach lekarskich i kłóciłam się z Panem Bogiem. Nie rozumiałam bowiem, czemu do tego dopuścił i obawiam się, że na to pytanie nigdy nie otrzymam odpowiedzi.

Dnia 20 marca zawitała do nas astronomiczna wiosna, a wraz z nią zaczęłam chodzić na sześciotygodniowy, chrześcijański kurs "ALFA". Odbywał się w katolickich kościołach, a że ja miałam najbliżej na ulicę Łukasińskiego, to zaczęłam tam bywać raz w tygodniu. Była to dla mnie idealna okazja do modlitwy w intencji małego Kuby, którego wzięli na operację dnia 21 marca w szpitalu przy ulicy Borowskiej. Pamiętam, że był to zimny czwartek, sypnęło śniegiem, a ja nie mogłam się na niczym skupić, będąc jako PAJACYK u dzieci.

Dzień później, 22 marca, ulicami Wrocławia przeszła Akademicka Droga Krzyżowa. Mimo zimna i śniegu wybrałam się do Galerii z Asią, a potem spod pomnika Fredry odebrali mnie koledzy z duszpasterstwa. Szczękając zębami, przeszłam 12 stacji trwając w modlitwie w intencji uzdrowienia Kuby. O dziwo jakoś się nie rozchorowałam. Natomiast 25 marca odwiedziła nas miła pracownica "MOPSU" i przedłużyła opiekunkę, która dalej dwa razy w tygodniu będzie robiła z Mamą zakupy.

Chyba za długo było spokojnie, bo tuż przed Wielkanocą zepsuła się nam lodówka. W Wielki Piątek, 29 marca, kiedy pojechałam do kościoła na Liturgię Męki Pańskiej na Pracze z Piotrkiem i Magdą Krajewskimi, przywieźli nam nową lodówkę z zamrażarką za 1350 zł. Można więc było szykować różne smakołyki świąteczne.

Pierwszego dnia Świąt, 31 marca, przeszliśmy na czas letni, a za oknem nasypało śniegu. Wracając ze śniadania wielkanocnego u Rodziny, widziałam w parku ulepione przez dzieci zające z długimi uszami. Fajnie to wyglądało. Po południu odwiedził mnie Marcin, a po paru dniach, 05 kwietnia, wróciła z sanatorium opiekunka z "MOPSU".

Przez cały czas monitorowałam losy Kuby, którego 09 kwietnia przenieśli do Kliniki przy ul. Bujwida; miał przez trzy dni chemioterapię w odstępach trzech tygodni od dnia 02 kwietnia. Z kolei 11 kwietnia, będąc z Tereską u dzieci, odwiedziłam Go na oddziale chirurgii w szpitalu przy Traugutta, gdzie miał zakładanego pod narkozą Broviaka (wkłucie do chemii). Nie zapomnę tego dnia, bo dałam Mu maskotkę delfina i powiedziałam nieopatrznie, że to rybka. Kuba poważnie na mnie popatrzył i rezolutnie orzekł: "Ciociu, to nie ryba, tylko ssak". Głupio mi się zrobiło - przyznam szczerze.

Następnego dnia,12 kwietnia, niespodziewanie odwiedził mnie ksiądz Grzegorz z Michalic koło Namysłowa. Dostałam świeże jajka od kury i ciasto, przy którym serdecznie sobie porozmawialiśmy. Oby takich rozmów było w moim życiu jak najwięcej, gdyż wlewają one pokój do mojego serca.

Wiedziałam i wierzyłam w to, że z Kubą będzie wszystko dobrze i 16 kwietnia, po nieudanym rezonansie przy ulicy Borowskiej, wypisali Go do domu.

I tak chodziłam, modląc się o wszystkich, że zapomniałam o sobie. Niestety długi brak gimnastyki dawał mi się we znaki i 20 kwietnia dopadł mnie ból kręgosłupa i nogi. Nie mogłam ani stać, ani siedzieć i niezbyt mi się to podobało. Za dużo czasu spędzałam przy komputerze i nowej telewizji, bo dnia 22 kwietnia przeszliśmy na cyfrową, a Kuba po ponownym rezonansie trafił do kliniki przy ul. Bujwida z wysoką gorączką. Tę niezbyt wesołą wiadomość przekazał mi Piotrek.

Długi weekend majowy nie popisał się pod względem pogody. Było zimno i deszczowo, a ja 01 maja odwiedziłam Jolę u Niej w domu. Mimo chłodu drzewa i krzewy powypuszczały już pąki i młode listki, a na rynku gitarzyści pobili rekord Guinnessa. Wyczekiwane słońce wyszło dopiero 04 maja, a temperatura powietrza rosła z dnia na dzień. Zamieniłam grube ubrania na lżejsze, 07 maja kupiłam sobie nowe oprawki do okularów w "Optyku" za 60 zł, a maturzyści, do których dołączyła Agnieszka Marcina, pisali egzamin z języka polskiego.

I tak oto mijały dni i tygodnie, aż dobrnęłam do pierwszego weekendu spędzonego poza Wrocławiem. Uczestnicy kursu "ALFA" zabrali mnie od 10 do 12 maja na piękny czas do Polanicy - Zdroju. Trzy dni spędziliśmy w pięknie położonym domu wczasowym "Rzemieślnik", gdzie odwiedziła mnie Kasia Pacan z pobliskich Wojciechowic. Niestety pogoda nam nie dopisała, ponieważ deszcz i zimno nie dały za wygraną. Było to o tyle dobre dla mnie, że uczyłam się obcowania z ludźmi i trochę samodzielności, na co pozwoliła mi Jola.

Dnia 15 maja dowiedziałam się od Piotrka Krajewskiego, że Kuba po chemioterapii jest już w domu. Rak pokonany !!!!! Bardzo mnie to ucieszyło, że Bóg wysłuchał moich modlitw. Dzień później Teresa, z którą chodziłam do dzieci, zdobyła mi skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu do neurologa dla dorosłych. Termin wizyty wyznaczyli mi na 01 sierpnia, a żeby jeszcze było weselej - bolał mnie kręgosłup.

I tak, stękając, dotrwałam do Zielonych Świątek, 19 maja, kiedy to pogoda się poprawiła - Rodzice Magdy Krajewskiej zorganizowali grilla w swoim dużym, pięknym ogrodzie na Kiełczowie. Dałam wtedy Kubie książkę o delfinach.

W Dniu Matki, 26 maja, znowu się ochłodziło. Po Mszy w kościele wręczyłam Mamie nowe wiaderko z kwiatami, które kupiła mi znajoma z Nowego Dworu. Przy nieciekawej pogodzie następnego dnia odwiedziła nas Ciocia Irena z Katowic. Ucieszyłam się, bo ostatnio rzadko się widujemy. Nikt nie ma czasu w tym zwariowanym świecie. Niestety. Miesiąc maj zakończyłam smaczną pizzą z Marcinem i Agnieszką, która pozytywnie zdała maturę i dostała się na studia medyczne.

Na dzień 01 czerwca złożyło się wiele wydarzeń. Z pomocą dawnej sąsiadki Emilki załatwiłam sobie darmowe rozmowy na komórki z telefonu stacjonarnego. Tego też dnia odbył się ślub cywilny koleżanki Marty, a ja mimo lejącego deszczu pojechałam na grilla do Fundacji "Krok po Kroku" w Oławie. Odwiedziłam tam wtedy swoich znajomych, którzy mnie przygarnęli pod swój dach. Padające bez przerwy deszcze zakończyły się powodziami w Pradze, w Austrii i w Niemczech (u nas wylała rzeka Bóbr), a dnia 03 czerwca Kuba Krajewski po zdjęciu wkłucia Broviaka poszedł do przedszkola.

Za oknem robiło się coraz cieplej, a ja zaczęłam przeglądać swoją garderobę. Po zimie przybyło mi tu i ówdzie i trzeba było dopasować spodnie do nowej sylwetki. Zrobiła mi to Pani Marta z Nowego Dworu. Dnia05 czerwca odbyło się ostatnie spotkanie chrześcijańskiego kursu "ALFA". Powiem szczerze, że zaczęło mi ich brakować i nie miałam czym wypełnić chłodnych i burzowych, środowych wieczorów. Mamie natomiast znowu zaczęło się kręcić w głowie, co mnie martwiło. Jola dalej przychodziła dwa razy w tygodniu i nam pomagała.

06 czerwca Irek pożyczył mi samochód i razem z Teresą i z Jej Siostrą Małgosią zawiozłam na oddział jako PAJACYK 4 torby zabawek z okazji Dnia Dziecka. Radość dzieci przyćmił mi ból kiwającego się zęba, którego postanowiłam usunąć dnia 07 czerwca w gabinecie przy ulicy Miłostockiej, gdzie pracuje Ojciec Jędrka. Bałam się bardzo, ale podobnie jak przy pierwszym wyrwanym zębie nic nie poczułam, tylko ulgę. Z tej też okazji 12 czerwca - w upalny dzień - wybrałam się na spacer z koleżanką Asią, która po studiach opuszcza Wrocław. Szkoda, bo często mnie odwiedzała.

Przyszedł też czas, aby zadbać o swoje sztywniejące w szybkim tempie Mięśnie, domagające się gimnastyki. Dlatego też 13 czerwca, będąc u dzieci z Tereską, załatwiłam sobie w szpitalu sympatycznego rehabilitanta - Pana Artura. Zanim jednak zaczęliśmy ćwiczyć, wybrałam się w upalny weekend, 15-16 czerwca, do Rodziców Karolinki ze St. Bogaczowic. Była to namiastka moich tegorocznych wakacji. O szczegółach wyjazdu można poczytać na stronie www.eleos.religia.net (kliknij Felietony Katarzyny).

W dniach 20 i 27 czerwca uruchomiłam z Asią mój stojący bezczynnie wózek akumulatorowy i, czując wiatr we włosach, pomknęłam na oddział do dzieci. Doskonale mi się jechało po odnowionych chodnikach i po pierwszej gimnastyce 18 czerwca z Panem Arturem. Szybkośmy się zsynchronizowali i dobrze się nam współpracuje. Od dnia 22 czerwca zrobiło się zimno i lało równo. Została podtopiona południowa część kraju.

Lipiec zaczęłyśmy z Mamą od zmiany opiekunki z "Mopsu" , bo coś Jej tam nie pasowało. Skończyło się to awanturą i dnia 05 lipca przyszła trzecia z Nich, 53-letnia Pani Jola, i już została. Okazała się sympatyczną osobą, ale ja się trochę buntowałam, bo z tej pomocy wynikło to, że Mama wychodziła dwa razy z domu, a ja nie. Niesprawiedliwe.

Aby poprawić mój humor, dnia 06 lipca, w upalną sobotę, Marcin z Agnieszką wzięli mnie na jednodniową wycieczkę do Kudowy - Zdroju, Zieleńca i czeskiego Nachodu. Piękny to był czas i będę go długo pamiętała i wspominała. I tak oto wlokły się te moje upalne wakacje w dusznym pokoju, bo nikt mnie nie chciał nigdzie na dłużej zabrać. Marzyło mi się polskie morze, plaża i zbieranie muszelek. Dostawałam zewsząd kolorowe widokówki z wakacyjnymi pozdrowieniami. Miło, że o mnie ludzie pamiętali, ale mi chodziło o... wyjazd, którego domagał się mój organizm.

Chyba to zostało gdzieś wysłuchane, bo od 13 do 16 lipca zostałam zaproszona przez Kasię i Irka z Wojciechowic. Był to wspaniały czas wspólnej modlitwy, rozmów, spacerów i podziwiania pięknych widoków. Szkoda tylko, że tak krótko. Słoneczko przygrzewało i wróciłam do domu lekko przyrumieniona. Ostatni dzień upalnego lipca obfitował w różne wydarzenia: Tereska dostała ode mnie wyszukaną w internecie książkę z okazji swoich 23 urodzin, mój kuzyn z Żoną wybrali się na urlop do Denver, a Marta ze świeżo upieczonym Mężem poleciała na rok do Pekinu. Likwidowała swoje wynajmowane, malutkie wrocławskie mieszkanie i dała mi dużo ładnych rzeczy dla dzieci z oddziału. Będzie co rozdawać.

Przez cały czas, mimo że w kalendarzu zawitał już sierpień z krótszymi dniami, męczyły nas upały. 01 sierpnia poszłam z Tereską ostatni raz na oddział jako PAJACYK. Oprócz wizyty u dzieci - po długim czekaniu na korytarzu w Poradni - zostałam przyjęta przez neurologa od dorosłych. Chciałam bowiem zdobyć skierowanie na jakieś leczenie poszpitalne, by wyrwać się z domu. Ku mojemu zdziwieniu mam sobie sama wybrać miejsce w Polsce i czekać na wolne łóżko. Nóż się otwiera w kieszeni, jak to wszystko słyszę. Wybór padł na Poświętne, bo blisko domu, a jedna lekarka z oddziału ma tam znajomości. Ciekawe, ile będę czekała?

Następnego dnia, 02 sierpnia, odebrałam z Marcinem Tadeusza z Rodzinką na lotnisku. Przylecieli na urlop do Lądka - Zdroju, a 11 sierpnia ochrzcili małego Felka.

Niestety, życie szykuje nam różne niespodzianki: jedni się cieszą, a drudzy przeżywają tragedie. Dnia 08 sierpnia Jola pojechała na pogrzeb swojej Siostry. Musiałam więc szukać dla siebie opieki pielęgniarskiej. Nie było to łatwe, oj nie. Aby trochę się oderwać od problemów dnia codziennego, 15 sierpnia wybrałam się ze znajomymi do lokalu "GAFA" w Rynku na poprawiny Marka i Ani z DA "Maciejówka". Przyznam się szczerze, że nie pasuję do takich imprez. W tym samym dniu znajomi przygarnęli ze schroniska psiaka, którego nazwaliśmy wspólnie Lacky, co znaczy Szczęściarz. Ku mojej radości poznałam go następnego dnia, a 16 sierpniaTadeusz z Lądka kupił działkę pod budowę domu w Chrząstawie Wielkiej - 20 km od Wrocławia, a 19 sierpnia wrócili do Anglii.

Dwa dni później, 21 sierpnia, wróciła Jola i moje życie nabrało normalnego biegu, a 31 sierpnia przyleciał mój kuzyn po pięknym urlopie w Denver. Tylko pozazdrościć. I w ten sposób wakacje dobiegły końca, a ja nawet nie poczułam ich smaku. Dlatego też chodziłam cała podminowana. Szkoda. Chłodny wrzesień zaczęłam bez Joli, która ze względu na swój lot do Izraela w połowie miesiąca, miała dużo spraw do załatwiania. Kolega Marcin polecił mi miłą pielęgniarkę Emilkę, która mi pomagała. Nawet nie wiem jak to się stało, ale szybko myśmy się zaprzyjaźniły i okazało się, że zna ona Anię, z którą chodziłam do DA "MACIEJÓWKA". Jaki świat mały. Dnia 05 września zadzwoniła do mnie Agnieszka od Marcina. Pojechała ze studentami na obóz adaptacyjny w Bialym Dunajcu. Przyznam się szczerze, że przykro mi się zrobiło i niepotrzebnie na Nią naskoczyłam. Przepraszam.

Do swoich dzieci z neurologii jako "PAJACYK" zaczęłam chodzić dnia 12 września, a Bóg mi w tym błogosławił, gdyż prawie zawsze udawało mi się znaleźć osobę towarzyszącą. Najczęściej był to niezawodny kolega Janek. Powoli nabierałam energii, a na stronie pojawiały się nowe felietony. W ten sposób zagłuszyłam pustkę po wylocie Joli do Jerozolimy. Komputer zaczął mi szaleć, więc aby nie stracić zapisanych tekstów, przerzuciłam je na pen-drive?a, którego dostałam 20 września od swojego rehabilitanta. Przegrałam sobie wszystkie "PSYCHOTERAPIE" i mogłam spać spokojnie. Za oknem robiło się coraz chłodniej, a ja cały czas coś zbierałam. Zabawki i słodycze oraz balony. Dnia 24 września odwiedziła mnie Agnieszka i dała kolorowe cukierki. Byłam już spokojna, że mi ich nie zabraknie.

I tak, zanim się obejrzałam, 27 września wróciła Jola pełna wrażeń, a moje życie się unormowało . Nie traciłam jednak kontaktu z Emilką, która w razie potrzeby chętnie mi pomagała. Widocznie z tego szczęścia pisałam za dużo artykułów, bo 03 października wysiadła mi drukarka. Na dodatek Internet zaczął mi się wyłączać. Nie było mi to wszystko na rękę, bo kto mi te rzeczy ponaprawia? W dobie komputeryzacji to nie takie proste, gdyż nikt nie ma czasu. Zaczęłam chodzić, szukać i narzekać. W sklepach niby jest wszystko, ale prostej drukarki już się nie dostanie. Przecież nie moja wina, że mam sprawną tylko jedną rękę. Nie potrzebuję urządzenia wielofunkcyjnego, bo to szkoda pieniędzy. W międzyczasie Piotrek umocował umywalkę, a dnia 07 października odwiedził mnie Marcin z Agnieszką. Umówiliśmy się, aby 19 października pójść razem z pieszą pielgrzymką do grobu św. Jadwigi w Trzebnicy. I tu musiałam wybrać, bo w tym samym dniu odbyło się otwarcie nowego Domu Wspólnoty "ARKA" przy ulicy Jutrosińskiej. Zadecydowałam jednak, że idę z pielgrzymką, i nie żałuję tej decyzji. Pogoda nam dopisała, a wszystkie intencje modlitw poleciały do bezchmurnego Nieba. Wrażenia opisałam na swojej stronie www.eleos.religia.net (kliknij Felietony Katarzyny), na którą serdecznie zapraszam. Przez cały czas rozglądałam się, czy nie ma gdzieś wymarzonej, prostej drukarki, bo mi się już tekstów nazbierało.

Za oknem dalej ciepło i przyjemnie. Drzewa już jednak tracą liście, co oznacza, że wkraczamy w okres najkrótszych dni. Nie lubię tej szarówki. Dla poprawienia humoru dnia 22 października dostałam ogromną przesyłkę z maskotkami i ze słodyczami od Tadeusza z Anglii. Wszystkie śliczne, kolorowe i nowiutkie. Będzie co rozdawać chorym dzieciakom. Tego też dnia pojechałam z Marcinem do supermarketu "AUCHAN" po znicze na groby.

I tak 26 października zrobiłyśmy z Mamą 25 paczek na Mikołaja. Na razie tylko same maskotki w czapkach. Jeszcze dołożymy zabawki oraz słodycze świąteczne i gotowe. W tym też dniu przeszłyśmy na czas zimowy. Nie lubię tego robić, bo dwa razy w roku trzeba przestawiać zegarki. Dobrze, że jest komputer, gdyż nigdy nie wiem, czy w przód czy w tył?

Internet już w ogóle mi wysiadł i mechanik orzekł, że trzeba kupić nowy modem. W zamontowaniu go pomogła mi dnia 30 października nasza dawna sąsiadka Emila.

Następnego dnia Żona kuzyna porobiła mi u siebie w pracy wszystkie badania - usg piersi, mammografię i zdjęcie płuc. Na szczęście wszystko wyszło prawidłowo, z czego bardzo się ucieszyłam.

Listopad zaczęłyśmy z Mamą od wizyty na cmentarzu i od rodzinnego obiadu. Pogoda w tym roku dopisała. Było ciepło i słonecznie. Obejrzałam też u Nich drukarkę wielofunkcyjną, ale nie odpowiadała mi ona, bo jest za trudna w obsłudze jedną ręką. Nie poradziłabym sobie. Dzień później, 02 listopada, wzięłam Marcina, Piotrka i Mamę do Galerii. Obejrzeliśmy szereg drukarek. Niestety, nic dla mnie. Szkoda.

Następnego dnia, 03 listopada, powkładałyśmy zabawki do paczek mikołajkowych. Sama byłam zdziwiona, że tyle się ich znalazło. Po dwóch dniach zadzwoniły do mnie lekarki z oddziału, że 21 listopada mam się pojawić w szpitalu przy ulicy Poświęckiej we Wrocławiu na turnusie rehabilitacyjnym. Niestety, musiałam odmówić i byłam zła na samą siebie. Tak w duchu łudziłam się, że dostanę się tam na wiosnę. Szkoda.

Za oknem robiło się coraz chłodniej, a 06 listopada przyjechała Asia z Rudy Śląskiej. Wybrałyśmy się po drukarkowe zakupy. Niestety, bez skutku, natomiast PAJACYK dostał słodycze dla dzieci. Ucieszyłam się, bo moje słodkości były już na wykończeniu. Mogłam za to podziękować Bogu na Mszy św. w "ARCE" dnia 08 listopada. Zwiedziłam wtedy drugi raz nowo otwarty blok Wspólnoty. Elegancki, a pokoje są z aneksami kuchennymi. Ciekawe, czy ja bym umiała w takim czymś egzystować?

Dnia 09 listopada stał się cud. Piotrek Buczyłko - dawny sąsiad - dał mi swoją drukarkę, identyczna jak moja. Jola mi ją podłączyła, wydrukowałyśmy zaległe artykuły i pozbyłam się zaległości.

I tak oto 11 listopada moja kochana Mama skończyła 85 lat. Zamówiłam Jej tort u koleżanki. Były świeczki, szampan i goście. Przez cały czas ktoś coś mi dawał a to dla mnie, a to dla dzieci. Nawet Hania z dalekiej Gdyni przysłała mi kredki i kolorowe balony. Natomiast 14 listopada otrzymałam dres od Mamy Karolinki ze St. Bogaczowic.

Za oknem robi się coraz chłodniej, a mnie 15 listopada odwiedziła Pani Bogusia z Lądka - Zdroju. Dawno żeśmy się nie widziały, więc było co opowiadać. Pochwaliła moje paczki, które następnego dnia, 16 listopada, "osłodziła" świątecznie Estera z Nowego Dworu.

W całym tym przedświątecznym zamieszaniu trzeba też zadbać o swoje szlachetne zdrówko. W tym celu 19 listopada pojechałam z Jankiem pobrać krew w laboratorium w szpitalu przy ulicy Kamieńskiego. Wyniki były idealne. Z tej radości mogłam świętować z przyjaciółmi w Rynku moje imieniny, gdzie 22 listopada otworzyli Jarmark Bożonarodzeniowy. Kolorowe stragany kuszą dzieci. Można tam kupić dosłownie wszystko, a myśmy poszli na dobrą pizzę. Moje imieniny, 25 listopada, przeszły bez echa, bo nikt tego dnia nie miał czasu i dlatego ciągnęły się one dwa tygodnie.

Następnego dnia, 26 listopada, spadł pierwszy śnieg, a mnie odwiedziła Karolinka z Wałbrzycha, bo miała jakieś szkolenie we Wrocławiu. Trochę sobie porozmawiałyśmy, a ja dałam Jej paczkę od Mikołaja dla Marysi. Tego samego dnia wpadły z życzeniami Joasia i Ania - młoda psycholog z oddziału, którą poznałam po pielgrzymce do Trzebnicy. Bardzo miła osoba. Podobały Im się moje paczki mikołajkowe, które rozdałam dzieciakom 05 grudnia. Radość była nie do opisania. Myślę, że spełniłam niejedno najskrytsze marzenie.

W tym czasie aura nas nie oszczędzała i do Polski dotarł huragan o nazwie "Ksawery". Zebrał on śmiertelny plon u nas i w całej Europie. Pozrywał dachy, linie energetyczne, a wiele osób zostało bez mieszkań. Było co naprawiać. Na szczęście nie wymiotło moich dużych maskotek z szaf i dnia 09 grudniaspakowałyśmy z Mamą maskotki i czekolady dla dzieci ze szpitala pod choinkę.

I tak oto zbliżamy się do końca roku, a tu jeszcze dnia 10 grudnia wypadła mi kontrola onkologiczna w szpitalu przy ulicy Kamieńskiego. Szybko to załatwiłam, bo wyniki miałam w porządku, a potem odwiedziłam Wspólnotę "ARKA", do której przyjechał dawny asystent z Belgii, Arno. Razem wzięliśmy udział we Mszy świętej. Słowo Boże o zgubionej owieczce miał znajomy ksiądz.

Trzy dni później, 13 grudnia, padł mi Windows i zostałam bez komputera. Zaczęłam szukać kogoś do naprawy, co nie było takie łatwe, bo w XXI wieku nikt nie ma czasu. Ubłagałam kolegę Marcina, aby ratował moje artykuły. W międzyczasie, 14 grudnia, karmiłam się znowu Słowem Bożym na rekolekcjach w "ARCE", które traktowało o uzdrowieniu.

Na dzień 17 grudnia złożyło się kilka rzeczy: rok temu poznałam Jolę, która pomaga mi dalej dwa razy w tygodniu. Przyjechał też ksiądz Grzegorz z Michalic z życzeniami świątecznymi i doradził mi, co zrobić z zepsutym komputerem. Aby trochę to wszystko odreagować, po gimnastyce z Panem Arturem wybrałam się z Marcinem na kończący się już niestety Jarmark Bożonarodzeniowy, gdzie wypiłam grzane wino, a w Galerii Dominikańskiej kupiłam prezent pod choinkę dla Mamy.

19 grudnia, jako PAJACYK, zaniosłam dzieciakom z oddziału 25 dużych maskotek pod choinkę plus czekolady i złożyłam życzenia świąteczne personelowi. Nie wiem, czy dobrze, czy źle zakończyłam swoją tegoroczną służbę na oddziale, ale po zadowolonych minach małych pacjentów i Ich Rodziców mogę sądzić, że to, co robię, nie jest wcale takie złe. Zawsze to trochę radości i urozmaicenia w wolnym czasie od kroplówek i badań.

Z takim też przekonaniem 24 grudnia usiadłam wraz z Mamą do wigilijnego stołu, a Piotrek (wujek Kuby) zabrał komputer do przeinstalowania. Przywiózł mi go dzień po Świętach, które spędziłyśmy same w domu. Za oknem nadal ciepło i bez śniegu. Dodatnie temperatury spowodowały kwitnienie drzew i kwiatów. Dnia 29 grudnia, korzystając z wiosennej aury, wybrałam się na dobrą pizzę do rynku z Bogusią i z Krzysiem. Spędzając wspólnie czas przy rozmowie i kieliszku wina, podsumowaliśmy ten mijający roczek.

Natomiast 30 grudnia odwiedził mnie kolega Jędrek, który przyleciał do domu na Święta ze Szkocji, gdzie studiuje i pracuje.

Wrocławski Rynek szykuje się do sylwestrowej zabawy. Już od kilku dni stoi ogromna scena, na której mają występować piosenkarze i zespoły. Ja na pewno tam nie pójdę ze względu na potężne nagłośnienie. Może mi się uda spędzić ten czas w bardziej kameralnej scenerii i pomyśleć o życzeniach i pragnieniach, które nieraz się spełniają, czego życzę z całego serca czytelnikom mojej stronki www.eleos.religia.net (kliknij Felietony Katarzyny).






- Kasia -


Wrocław, dn. 31 grudnia 2013 roku.