http://www.fliggypig.com http://www.4006000871.com http://www.ddabw.com http://www.ktiyl.com http://www.abbwl.com http://www.rht365.com
http://www.4695288.com/ http://www.5613117.com/ http://www.4309272.com/ http://www.3619276.com/ http://www.1539774.com/ http://www.2234809.com/ http://www.0551180.com/ http://www.0027022.com/ http://www.1408600.com/ http://www.5004279.com/ http://www.4314451.com/ http://www.9402647.com/ http://www.6420212.com/ http://www.0921315.com/ http://www.4849062.com/ http://www.8027847.com/ http://www.5101309.com/ http://www.8033162.com/ http://www.7808733.com/ http://www.7021821.com/ http://www.8560978.com/ http://www.3301718.com/ http://www.2444890.com/ http://www.2501886.com/ http://www.8773150.com/ http://www.gkamlb.com/ http://www.nxkmky.com/ http://www.pkdszd.com/ http://www.scqyba.com/ http://www.vwyhzp.com/ http://www.vwwoms.com/ http://www.svfdun.com/ http://www.wivjvd.com/ http://www.sstldp.com/ http://www.sqmtvh.com/ http://www.fmxnav.com/ http://www.etqglz.com/ http://www.rjwmkb.com/ http://www.yrljss.com/ http://www.ymdwnv.com/ http://www.lhxcjs.com/ http://www.fekcko.com/ http://www.furpdg.com/ http://www.voqgwh.com/ http://www.fknqkj.com/ http://www.hhabtr.com/ http://www.ogmykg.com/ http://www.vseogg.com/ http://www.ctkllf.com/ http://www.xzxefw.com/ http://www.0172679.com/ http://www.6088532.com/ http://www.5214437.com/ http://www.4601598.com/ http://www.3848474.com/ http://www.7621914.com/ http://www.9064024.com/ http://www.0979289.com/ http://www.8732369.com/ http://www.7578050.com/ http://www.1206219.com/ http://www.0320448.com/ http://www.6038608.com/ http://www.6804640.com/ http://www.2393657.com/ http://www.laibazonghewang.com/ http://www.jiujiurezuixindizhi.com/ http://www.jiqingtupian8.com/ http://www.qmzufv.com/ http://www.kwwxgj.com/ http://www.tvubqi.com/ http://www.sjvxww.com/ http://www.xpdmzk.com/ http://www.frveya.com/ http://www.nonmnu.com/ http://www.svytac.com/ http://www.fdtggb.com/ http://www.rnrnjm.com/ http://www.ymrxun.com/ http://www.lkrecc.com/ http://www.kgahjl.com/ http://www.kqdmep.com/ http://www.vwlwcu.com/ http://www.zuixinlunlidianying.com/ http://www.daxiangjiaowangzhi.com/ http://www.snnfi.com/ http://www.vfdyd.com/ http://www.lwezk.com/ http://www.fpibm.com/ http://www.xjvdr.com/ http://www.kvwqf.com/ http://www.utakf.com/ http://www.gmjeu.com/ http://www.pugfa.com/ http://www.bldek.com/ http://www.vdidu.com/ http://www.tufnc.com/ http://www.wqxri.com/ http://www.uaozz.com/ http://www.nhpbd.com/ http://www.dinbz.com/ http://www.bopjc.com/ http://www.rvkip.com/ http://www.jsmqe.com/ http://www.vwygx.com/ http://www.zgjm-org.com/ http://www.shenyangsiyue.com/ http://www.hongsang.net/ http://www.gpmrg.cc/ http://www.knfut.cc/ http://www.kjqdh.cc/ http://www.huang62.win/ http://www.qiong19.win/ http://www.chang34.win/ http://www.huang71.win/ http://www.xiong10.win/ http://www.chong14.win/ http://www.chong94.win/ http://www.zheng23.win/ http://www.cheng14.win/ http://www.shang72.win/ http://www.sudanj.win/ http://www.russias.win/ http://www.malim.win/ http://www.nigery.win/ http://www.malix.win/ http://www.peruf.win/ http://www.iraqq.win/ http://www.nepali.win/ http://www.syriax.win/ http://www.junnp.pw/ http://www.junnp.win/ http://www.zanpianba.com/ http://www.shoujimaopian.com/ http://www.gaoqingkanpian.com/ http://www.kuaibokanpian.com/ http://www.baidukanpian.com/ http://www.wwwren99com.top/ http://www.wwwdgshunyuancom.top/ http://www.xianfengziyuancom.top/ http://www.www96yyxfcom.top/ http://www.www361dywnet.top/ http://www.wwwbambootechcc.top/ http://www.wwwluoqiqicom.top/ http://www.wwwyyxfnrzcom.top/ http://www.wwwzhengdadycom.top/ http://www.wwwyewaishengcuncom.top/ http://www.wwwcong3win.top/ http://www.wwwmh-oemcn.top/ http://www.henhen168com.top/ http://www.wwwhztuokuncom.top/ http://www.wwwyasyzxcn.top/ http://www.www9hkucom.top/ http://www.wwwguokrcom.top/ http://www.avhhhhcom.top/ http://www.shouyouaipaicom.top/ http://www.wwwdouyutvcom.top/ http://www.bbsptbuscom.top/ http://www.miphonetgbuscom.top/ http://www.wwwtjkunchengcom.top/ http://www.lolboxduowancom.top/ http://www.wwwtaoyuancncom.top/ http://www.wwwngffwcomcn.top/ http://www.wwwqingzhouwanhecom.top/ http://www.wwwckyygcn.top/ http://www.wwwcdcjzcn.top/ http://www.m6downnet.top/ http://www.msmzycom.top/ http://www.wwwcaobolcom.top/ http://www.m3533com.top/ http://www.gmgamedogcn.top/ http://www.m289com.top/ http://www.jcbnscom.top/ http://www.www99daocom.top/ http://www.3gali213net.top/ http://www.wwwmeidaiguojicom.top/ http://www.msz1001net.top/ http://www.luyiluueappcom.top/ http://www.wwwvcnnnet.top/ http://www.wwwchaoaicaicom.top/ http://www.mcnmocom.top/ http://www.wwwqiuxia88com.top/ http://www.www5253com.top/ http://www.wwwhaichuanwaiyucom.top/ http://www.wwwulunarcn.top/ http://www.wwwvideo6868com.top/ http://www.wwwythmbxgcom.top/ http://www.gakaycom.top/ http://www.wwwhf1zcom.top/ http://www.wwwkrd17net.top/ http://www.qqav4444net.top/ http://www.www5a78com.top/ http://www.hztuokuncom.top/ http://www.wwwqqqav7979net.top/ http://www.sscaoacom.top/ http://www.51yeyelu.info/ http://www.52luyilu.info/ http://www.52yeyelu.info/ http://www.91yeyelu.info/ http://www.yeyelupic.info/ P O D S U M O W A N I E     R O K U   2014


P O D S U M O W A N I E   R O K U   2014



Nie jestem zwolenniczką zabaw sylwestrowych na wrocławskim Rynku, bo to po prostu za głośno dla mnie. Dlatego też skorzystałam z zaproszenia Wspólnoty "ARKA" przy ulicy Jutrosińskiej. Ostatniego dnia roku, 31 grudnia, pogoda zwariowała: było ciepło i przyjemnie, a drzewa zaczynały wypuszczać pąki. Poprosiłam Jolę, aby mnie uczesała w kok i już wieczorem znalazłam się w samochodzie znajomych, którzy odwieźli mnie do Arkowiczów. Wybawiłam się z Nimi prawie do samego rana, a do domu wróciłam z Jackiem i Beatą w południe w Nowy Rok. Wraz z jego nadejściem postanowiłam coś zmienić w swoim życiu i jakoś je urozmaicić, ale nie bardzo mi to wychodziło.

Zaczęła się więc normalna szarówka dnia codziennego. Dnia 02 stycznia miałam pierwszą w tym roku gimnastykę z Panem Arturem, a WOŚP przysłała mi kalendarze dla dzieci z oddziału. Będzie co rozdawać. Zanim to jednak nastąpiło spotkał nas z Mamą nowy wydatek. 03 stycznia chodzili i sprawdzali piecyki gazowe i okazało się, że nasz jest nieszczelny. Akurat tego samego dnia odwiedziła mnie moja polonistka z podstawówki i podtrzymała Mamę na duchu przy kupnie nowego. Aby to wszystko odreagować, wieczorem wybrałam się z Asią i z Jej przyjaciółmi do Teatru "CAPITOL" na Musical pt. "Ścigając zło". Mama zaczęła wychodzić po zakupy dwa razy w tygodniu z opiekunką z "Mopsu", a mi od 04 stycznia pomagała Jola.

Nazajutrz 05 stycznia dostałam od znajomych dużego laptopa. Niestety bez kamerki. Początkowo się ucieszyłam i dałam go koledze, aby wgrał jakieś programy. Za to z Orszakiem Trzech Króli 06 stycznia przy pięknej pogodzie, rozluźniona gimnastyką, poszłam do Rynku z Ewą i Wojtkiem. Chciałam zebrać trochę papierowych koron dla chorych dzieci, ale nikt mi nie dał. Zjedliśmy dobry obiad w Rynku i 08 stycznia zaczęło się przeziębienie, które potem oddałam Mamie. Wysnułam z tego jeden wniosek: nie wolno się za wcześnie rozbierać.

Mimo choroby 09 stycznia poszłam z Jankiem Krasą pierwszy raz do swoich dzieci na oddział neurologiczny w szpitalu im. Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu jako Nie wiem, ile jeszcze potrwa moja akcja, bo mają przenieść szpital na Stabłowice. Tam już nie dojadę. Mimo choroby i zimna dnia 12 stycznia wybrałam się z Darkiem z Kłodnickiej do rynku na 22 Finał WOŚP. Tym razem zbierano pieniążki na specjalistyczny sprzęt ratunkowy i godną opiekę dla seniorów. Wrzuciłam do puszki swoje "trzy grosze", dostałam parę serduszek i zmarznięta wróciłam do domu. Dnia 19 stycznia kolega oddał mi tego laptopa, ale pomimo wgranych kilku programów nie podobał mi się, bo nie miał Internetu ani kamery. Wymarzyłam sobie coś zupełnie innego. Na drugi dzień odwiedziła nas siostra Emilii ze Szwecji - Agnieszka z trzyletnią córeczką Alice. Przywiozły mi sporo ładnych zabawek.

W dniu Babci - 21 stycznia - spadł pierwszy śnieg, a ja wyzdrowiałam i zaczęłam ćwiczyć po przewie z Panem Arturem. Zima pokazała, że jeszcze istnieje i na termometrze pojawiły się dwucyfrowe mrozy. Doskwierały one bezdomnym i parę osób zamarzło. Na szczęście nie było śniegu. Myśmy natomiast wymieniły deskę sedesową, bo stale się coś psuje.

Aby coś odmienić w tej monotonii, 26 stycznia wybrałam się z Marcinem po zakupy na Bielany do "AUCHANU". Było to pierwsze nasze spotkanie w tym roku. Zaczęłam też kombinować, gdzie się wybrać na jakiś bal karnawałowy. Pierwszego lutego miał być w Auli PWT Bal Skautów. Koleżanka Hania z DA "MACiEJÓWKA" przyprowadziła mi 27 stycznia miłego Przemka - studenta rehabilitacji. Cała szczęśliwa zaczęłam się przygotowywać. W międzyczasie kółko mi nawaliło w wózku pchanym, ale Piotrek Stanisławski jest zawsze w pogotowiu i 01 lutego wymienił dętkę. Tego też dnia odwiedziła nas Pani Radziuk z Nowego Dworu. W międzyczasie ociepliło się do 5 stopni powyżej zera, a na bal nie poszłam, bo Przemek zwichnął nogę i założyli Mu gips. Nie byłam szczęśliwa z tego powodu. Żeby odreagować złość, dnia 02 lutego pojechałam na wieczór kolęd do Wspólnoty "ARKA". W transporcie pomogli mi dawni absolwenci duszpasterstwa "MACIEJÓWKA". I tak oto uczciłam 13 lat "PAJACYKA". na oddziale. Z personelem spotkałam się 06 lutego przy kawie i ciastku. Dzień później kibiców sportowych ogarnęła gorączka, bo w Soczi rozpoczęły się XXII Igrzyska Olimpijskie. Przyćmiły one inne audycje w telewizji. Dwa dni później - 08 lutego - Pani Radziuk z Mężem poleciała na miesiąc do Anglii. Zostałyśmy z Mamą same, gdyż tylko Ona nas jeszcze odwiedzała. Z przykrością muszę stwierdzić, że z chwilą pojawienia się opiekunki z "MOPSU" wszyscy pouciekali. Najłatwiej zrzucić obowiązek na kogoś innego. A kto na tym stracił? Oczywiście ja, bo siedziałam tylko na twardym stołku przy komputerze i bolały mnie pośladki. Przy niedzieli 09 lutego Irek wziął mnie na krótki spacer, a potem na obiad w Galerii Dominikańskiej. Wieczorem pierwszy raz w tym roku wpadła Agnieszka Marcina.

Następnego dnia - 10 lutego - odwiedziła nas komisja z "Mopsu". Aby pomóc mi w dyskusji, przyszła też Joasia psycholog z oddziału. Przedstawiłam swoje racje i poprosiłam o zwiększenie godzin opiekunce, aby coś mieć też dla siebie. Niestety nic z tego nie wyszło, bo koszty za wysokie. Dalej pozostało mi więc gadanie do komputera.

W dzień później - 11 lutego - w Światowy Dzień Chorego minęły trzy lata jak znam Marcina. Powiem szczerze, że nie był to dla mnie łatwy czas. Im ta znajomość (boję się tu użyć słowa "przyjaźń", gdyż już jej nie ma) dłużej trwała, tym częściej zadawałam sobie pytanie: "czy to aby było dla mnie?" Wciskanie się na siłę pomiędzy dwie kochające się osoby. Bzdura. Według mnie wszystko można pogodzić, ale do tego trzeba dojrzeć.

Przez cały czas chodziłam z Jankiem do dzieci na oddział neurologii i zanosiłam słodycze i zabawki jako "PAJACYK". 13 lutego kolega z Warszawy przysłał całe pudło batonów i czekoladek i tym samym wzbogacił moje zapasy. Tego też dnia zaniosłam swoim podopiecznym serduszka z okazji Walentynek, a Piotrkowi Krajewskiemu podziękowałam za naprawę komputera butelką wina.

I tak oto 15 lutego zaczęły się ferie zimowe w naszym województwie, a dzień później odwiedziła mnie Karolinka z Wałbrzycha razem ze swoją Rodzinką. Miałam okazję pobawić się z małą Marysią, która rośnie jak na drożdżach. Natomiast Karolinie wręczyłam audiobook Nicka Vujicica z okazji Jej styczniowych urodzin. Tego samego dnia kolega wziął mnie na Mszę św. Jechałam wózkiem akumulatorowym.

W tym wszystkim brakowało mi jednak jakiegoś wyjścia karnawałowego. Poprosiłam więc Marcina i Agnieszkę, aby zabrali mnie do jakiegoś lokalu na drinka. Był to głupi i nierozsądny pomysł, ale raz można sobie pozwolić. Dnia 21 lutego wybraliśmy się gdzieś w okolice Rynku. Pogoda dopisała, bo było bardzo ciepło jak na kalendarzową zimę. Zachęcona błękitnym płynem zatańczyłam trzy kółeczka na wózku akumulatorowym w takt melodii "Czarne oczy" i poszliśmy na pizzę. Jak ja tam dojechałam to nie wiem, bo chodnik był stanowczo za wąski. Dobrze, że tego moja Mama nie widziała. Na szczęście nic się nie stało.

Na arenie sportowej 23 lutego zakończyły się Igrzyska Olimpijskie w Soczi z sześcioma medalami zdobytymi przez Polaków. Brawo. Życie toczy się jednak dalej, a w kalendarzu Tłusty Czwartek. Z tej też okazji dnia 27 lutego zaniosłam dzieciakom z oddziału jako "PAJACYK". tradycyjne pączki. Dowiedziałam się tam o przenosinach szpitala pod koniec roku na Stabłowice. Tam już niestety nie dojadę. A szkoda.

Z końcem ferii 03 marca odwiedziłam z Jankiem Wspólnotę "ARKA" przy Jutrosińskiej. Jak zawsze spędziłam tam dobry czas, bo pogoda dopisała, a zima ustępuje wiośnie. Niestety przy takiej aurze grasują przeziębienia i jedno z nich dopadło Pana Artura od gimnastyki. Miałam więc trochę wolnego. Następnego dnia wrócili z Anglii Państwo Radziukowie. Było więc już z kim porozmawiać. Cały czas miałam też kontakt z Tadeuszem z Anglii, który doniósł mi, że Hania - Jego Siostra - 06 marca urodziła synka. Niestety Jeremy jest chory i ma jedną komorę serca. Będzie miał szereg operacji. Wzbogaciłam się też o nowe kółka do wózka, które założył mi 07 marca Piotrek Stanisławski. Ciągle coś się psuje - nawet mój żołądek, gdyż dzień później dostałam biegunki, a na oddziale zaaplikowali mi leki. Nieciekawy był więc mój Dzień Kobiet.

Ku pocieszeniu 14 marca odwiedziła mnie Wiesia ze Świdnicy i przywiozła zabawki oraz słodycze dla moich dzieci, a kolega zawiózł mnie busem do Wspólnoty "ARKA" , gdzie spędziłam parę miłych godzin. Tam się zawsze coś dzieje i jest wesoło. Pogadałam, pożartowałam z dziewczynami, a odebrał mnie drugi kolega. Niestety ktoś tam mnie zaraził i na drugi dzień rozchorowałam się i zaczęłam kaszleć, a za oknem spadła temperatura. Na szczęście nie trwało to długo, bo 21 marca wraz z nadejściem kalendarzowej wiosny ociepliło się, drzewa wypuściły pąki, a ja wyzdrowiałam i zaczęłam ćwiczyć. Aura jednak nas nie rozpieszczała, bo już dwa dni później - 23 marca zrobiło się zimno i deszczowo. Mimo to wybrałam się z kolegą Tomkiem na dobry obiad i do kościoła. Wieczorem odwiedziła mnie Agnieszka z Marcinem. I wtedy poprosiłam Go, aby 24 marca podwiózł mnie na dwa dni do "ARKI" na kilkudniowe rekolekcje. Byłam tam świadkiem przywiezienia do Wspólnoty potężnej figury św. Michała Archanioła, który walczył ze złem. Powiem szczerze, że niechętnie wracałam do domu, gdyż w gromadzie jest zupełnie inne życie i muszę się go uczyć…
I tak oto miesiąc dobiegał końca, a ja 28 marca dowiedziałam się, że Karolinka z Wałbrzycha jest w ciąży. Ucieszyłam się z tej nowiny, ale dotarło do mnie, że już nie pojadę w tej sytuacji do St. Bogaczowic. W tej sytuacji coś trzeba będzie zorganizować sobie na wakacje. Na razie dzień później przeszliśmy na czas letni, za oknem zrobiło się cieplej, a zegarki do przodu przestawił mi Piotrek Stanislawski, który mnie odwiedził z Alą. Przy pięknej aurze nie chciało mi się siedzieć w domu i dlatego też 30 marca wybrałam się z Irkiem do kościoła i na obiad. Ostatniego dnia miesiąca dostałam płytę od kolegi z Australii, a Pani Ewa Fiebig z "MOPSU" spisała nową umowę. Nowy miesiąc zaczął się dla nas nieprzyjemną sytuacją z Panią Radziuk, która się na mnie obraziła, a było to 02 kwietnia. Powód błahy, ale jak już wchodzą w grę przekonania religijne, to już nie jest za wesołe. Następnego dnia miałam usg serca. Trzeba było rano wstać, co mi się nie podobało. Do szpitala podwiózł nas z Jankiem Marcin - syn mojego kuzyna Jacka. Bałam się strasznie, ale wynik okazał się pozytywny i jak na skrzydłach poszłam do swoich dzieci, bo był to czwartek.

I tak oto dobrnęłam do 10 kwietnia, kiedy to w paskudną, zimną pogodę wręczyłam na oddziale duże zające - maskotki, mniejsze z czekolady i złożyłam życzenia personelowi. Mając trochę wolnego czasu dla siebie po piątkowej gimnastyce z Panem Arturem, 11 kwietnia wybrałam się z kolegą do supermarketu po świąteczne zakupy. Niedziela Palmowa - 13 kwietnia - też nas nie rozpieściła pogodowo, ale dobrnęłam z Bogusią do kościoła z palmą, a potem na dobry obiad.

Na drugi dzień - 14 kwietnia - miałam miłą niespodziankę. Odwiedziła nas Monika Kubiak ze swoją Mamą. Przyleciała z Hiszpanii na zbliżające się Święta Wielkanocne. Dwa dni później zrobiłyśmy wspólnie piękne, kolorowe pisanki, a 18 kwietnia pojechałam z Piotrkiem Krajewskim na Liturgię na Pracze Odrzańskie, a Agnieszka z Marcinem przynieśli mi jajka od kury. Wtedy też dowiedziałam się, że jadą do Rzymu na Kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII. Przyznam się szczerze, że trochę Im tego zazdrościłam, gdyż w dalszym ciągu nie miałam żadnych planów wakacyjnych. Pojawiały się jakieś propozycje - mniej czy bardziej rozsądne, a mi się marzyło polskie morze lub góry.

Wielkanocne śniadanie u Beaty i Jacka - 20 kwietnia - przeleciało bardzo szybko, a chłodna pogoda nie pozwoliła nam na posiedzenie w ogródku, ale po południu wybrałam się z Moniką i Martą Kubiak na Mszę świętą do Ojców Dominikanów, a potem na lody do Rynku. Towarzyszyła nam Ich Mama. Zimno było strasznie, ale w domu czuwała moja kochana Mama z ciepłą herbatą.

Dwa dni po Świętach trochę się ociepliło, a nas odwiedziła Ciotka Irena z Katowic. Wstąpiła na cmentarz i zapaliła znicz na grobie Taty. Wstyd mi, bo dawno tam nie byłam. Ubolewam nad tym, bo nie mam kompletnie z kim wychodzić z domu, przez co zaniedbałam niektóre rzeczy. Każdy ma swoje sprawy. I tak to Monika Kubiak 23 kwietnia odleciała do Hiszpanii, a 25 kwietnia Beata z Jackiem polecieli na dwa tygodnie do Australii, gdzie pracuje Ich najstarszy syn.

I tak oto dobrnęliśmy do dnia 27 kwietnia, kiedy to w Rzymie odbyła się Kanonizacja Jana Pawła II i Jana XXIII. Przebieg uroczystości oglądałam w telewizji, a po południu wybrałam się z Ewą i Wojtkiem na Mszę do studentów z "MACIEJÓWKI". Aby podzielić się wrażeniami, następnego dnia wybrałam się do "ARKI" z Asią Bator i Martą Kubiak. Był to jak zwykle wspaniały czas spędzony we Wspólnocie. Miesiąc ten zakończył się u mnie odwiedzinami 29 kwietnia Pani Bogusi z Lądka - Zdroju, która przywiozła mi jajka od kury.

Lubię maj, bo wszystko kwitnie i jest zielono, a dusza człowieka gdzieś się wyrywa. I tak oto 01 maja w 10 rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej wyciągnęłam Janka na wycieczkę pociągiem do Smolca, gdzie mieszka nasz wspólny kolega Irek. Myślałam, że coś się zmieniło na polskiej kolei, jeśli chodzi o przewóz osób niepełnosprawnych, ale się pomyliłam. Nic nie jest przystosowane, a strome schody do wagonów mogą zniechęcić nawet najbardziej twardego, nietypowego podróżnika. Swoimi wrażeniami mogłam się podzielić z innymi 09 maja, kiedy to wybrałam się do rynku z Marcinem i Agnieszką, którzy wrócili pełni wrażeń z Rzymu. Dzień potem przylecieli z Australii Jacek z Beatą. Dostałam maskotkę kangura. Oprócz tego przywieźli nam deszcz i ochłodzenie, a na południu kraju zaczęły się podtopienia………

Mimo to 18 maja przyjechał do mnie "stopem" Mateusz z Kłodzka (był asystentem w "ARCE") i zabrał mnie na wystawę ceramiki w Akademii Sztuk Pięknych. Pogoda nam dopisała - ociepliło się i przestało padać. Tego dnia odwiedziliśmy też Jego koleżankę, która w ogrodzie rozpaliła ognisko. Niestety wieczorem dotarła do mnie smutna wiadomość o śmierci Ojca Moniki i Marty Kubiak. Biedne dziewczyny.
Przez cały czas jako "PAJACYK". zanosiłam zabawki chorym dzieciom ze szpitala. Dnia 22 maja tam nie dotarłam, bo nawaliła winda. Spędziłam ten czas z Jankiem i pojechaliśmy do Ogrodu Zoologicznego. Dawno tam nie byłam, a wybiegi dla zwierząt zostały powiększone i wyremontowane. Fundusze na to pochodzą między innymi z biletów. Oczywiście osoby niepełnosprawne też płacą. Już nie wspomnę o drogiej gastronomii. Tego też dnia dowiedziałam się, że pod koniec lipca Tadeusz z Anglii z całym dobytkiem po dziesięciu latach nieobecności wraca na stałe do Polski, z czego się bardzo cieszę...

25 maja spełniłam swój obywatelski obowiązek i i zagłosowałam w Wyborach do Europarlamentu. Połączyłam to ze spacerem z Marcinem i Agnieszką. Zjedliśmy dobry obiad w STP, a w drodze powrotnej kupiłam Mamie kwiaty z okazji Dnia Matki. Na górę pomógł nam się dostać Irek.

I tak oto chłodny maj dobiegł końca, a u mnie bez przerwy coś się działo. 30 maja spotkała mnie miła niespodzianka. Asia - koleżanka z Wałbrzycha - przysłała mi paczkę z zabawkami dla dzieci. Włożyła bardzo ładne rzeczy, które na pewno mi się przydadzą. Ostatniego dnia maja Janek zabrał mnie na spacer do Ogrodu Botanicznego, gdzie nie płaciłam za bilet. Spotkałam się tam z koleżanką z dzieciństwa - Dorotką. Pogoda nam dopisała i można sobie było poszaleć na wózku akumulatorowym, którego bardzo rzadko używałam.

Miesiąc czerwiec zaczął się upałami, a kolega z Australii przysłał mi następną płytę z pieśniami chrześcijańskimi. 05 czerwca w czasie kolejnej wizyty dzieci dowiedziałam się, że szpital przenoszą na Stabłowice już w sierpniu. Trochę mi się smutno zrobiło, ale nic na to nie poradzę. Będę musiała gdzieś te zabawki oddać, bo w tej sytuacji na regularne wizyty u dzieci już nie mogę liczyć. Szkoda. Nie wiem czym wypełnię te dni?

Od czasu do czasu odwiedzała nas Pani Radziuk, przynosząc coś na ząb. Była więc okazja do porozmawiania. W dniu Zielonych Świątek, które przypadły 08 czerwca zrobiła mi niespodziankę Asia z Rudy Śl. i przyjechała do Wrocławia. Wybrałyśmy się do Mc Donalda, bo skwar był niemiłosierny. Tam przy zimnej Coli przedyskutowałyśmy nasze wspólne wakacje. Wyłoniła się bowiem możliwość krótkiego pobytu w Domu Pomocy w Katowicach. W ten sposób uniknęłabym szukania kogoś do opieki. Nie wiem, czy wakacje na Górnym Śląsku to dobry pomysł, ale zobaczymy. Na razie poszłam na Mszę do "MACIEJÓWKI", skąd odebrali mnie Ewa z Wojtkiem. Niedługo powiększy Im się rodzina, z czego bardzo się cieszę. Na drugi dzień - 09 czerwca - wybrałam się z Jankiem do Wspólnoty "ARKA" odwiedzić znajomych. Zejść po schodach pomógł nam Piotrek Stanisławski, który zagościł u nas na dobre, gdyż 11 czerwca pękła nam rura pod wanną i zalałyśmy sąsiadów. Zaczęło się kucie i kafelkowanie, które trwało ponad tydzień. Nie mogłam nigdzie uciec z domu, bo Janek miał złe wyniki badań i niestety po kolejnej wizycie ze mną u dzieci, dnia 13 czerwca wylądował w szpitalu przy ulicy Koszarowej. Myślałam, że to chwilowe, ale okazało się coś innego i ten czwartek 12 czerwca okazał się ostatnim dniem spędzonym przez "PAJACYKA". u dzieci z oddziału. Przez cały czas zbierałam jednak zabawki, dziękując wszystkim, którzy je przynosili. Od połowy miesiąca zaczęłam obchodzić swoje 52 urodziny. I tak to 15 czerwca Piotrek Krajewski i Jego Rodzice zorganizowali grilla na swojej działce. Pobawiłam się z małą Agnieszką, która niebawem będzie miała siostrzyczkę Asię, i z Kubą. On natomiast zostanie obdarowany rodzeństwem we wrześniu. Jednym słowem powiększy się Ich i tak już liczna rodzina.

18 czerwca Piotrek Stanisławski dalej kładł kafelki w łazience, a Pani Marta Radziuk przyniosła nam dobry obiad. Na drugi dzień - 19 czerwca - stuknęło mi 52 lata. Nie chciałam siedzieć z Mamą w domu i dlatego poprosiłam Beatę i Jacka, aby zamiast prezentu zrobili mi grilla u siebie w ogrodzie. No i udało się, bo to był dzień Bożego Ciała, a więc wolne od pracy. Pogoda tylko troszeczkę nawaliła, gdyż zrobiło się chłodno. Mimo to na tarasie było przyjemnie.

W piątek - 20 czerwca - wybrałam się z Jolą i Marcinem do Lądka-Zdroju w poszukiwaniu kwatery na sierpniowy urlop. Odwiedziłam Rodziców Tadeusza oraz grób Babci, a Pani Bogusia kupiła mi jajka od kury. Objechaliśmy parę domów wczasowych, ale każdy miał schody. Niepocieszona wróciłam do domu, gdzie Piotrek skończył remont łazienki.

I tak oto 21 czerwca przywitaliśmy kalendarzowe lato chłodną pogodą. Mimo nieszczególnej aury 23 czerwca, w Dzień Ojca, przyszła na świat długo wyczekiwana córeczka Ewy i Wojtka - Emilka. W tym też samym dniu Janek Krasa zawiesił spacery ze mną i wizyty "PAJACYKA". na oddziale. Był to dla mnie cios, gdyż nie wyobrażałam sobie siebie bez chorych dzieci. Będę musiała szukać kogoś do pomocy. Dzień potem - 24 czerwca - mała Marysia Karolinki z Wałbrzycha skończyła trzy latka. Zadzwoniłam do Niej z życzeniami, ale mała się zawstydziła.

I tak oto czerwiec dobiegał końca, a ja nie miałam jeszcze lokum na wakacje. Niedobrze, gdyż gdzieś trzeba się wyrwać z tego Wrocławia. Widocznie Bóg wysłuchał mojej modlitwy, bo Jola tuż przed początkiem Wakacji, 25 czerwca, znalazła w Polanicy-Zdroju pensjonat "BEATA" i zarezerwowała pokój dla niepełnosprawnych od 2 VIII do 9 VIII . Nieopodal mieszka Arek - brat Irka z Wojciechowic. Poprosiłam więc Ulę - żonę Arka - aby sprawdziła szczegóły. Porobiła nawet zdjęcia , jednak wynikły jakieś komplikacje i nie doszły.

Wakacje, ku radości dzieci, zaczęły się 27 czerwca, a temperatura podniosła się do 20 stopni. Na drugi dzień - 28 - poszłam na ślub znajomych do duszpasterstwa "MACIEJÓWKA". Para Młoda zamiast tradycyjnych, szybko więdnących kwiatków, poprosiła gości o zabawki. W ten oto sposób wzbogaciły się moje zapasy dla chorych dzieci z oddziału neurologii przy ulicy Traugutta im. Marciniaka we Wrocławiu.

Z dnia na dzień robiło się coraz cieplej i letnia pogoda zachęcała do wycieczek. 29 czerwca Marcin z Agnieszką, która szczęśliwie pozdawała wszystkie egzaminy, zabrali mnie do Palmiarni koło zamku Książ. Wykorzystałam okazję, że przejeżdżaliśmy przez Wałbrzych, i odwiedziłam Karolinkę, która spodziewa się drugiego dziecka. Chwilę porozmawialiśmy w Ich pięknym ogrodzie, pobawiłam się z psami, a potem cieszyłam oko roślinami i kaktusami. A było co oglądać, oj było! Wśród tych wszystkich pnączy spotkałam dziewczynkę z oddziału. Rodzice martwili się, że przenoszą szpital.

I tak to nadszedł upalny, siódmy miesiąc roku, a ja niestety muszę jeszcze długo czekać na wakacyjny wyjazd. Najtrudniejsze było to, że nie mogłam sobie poradzić z pustymi czwartkami, bo nie chodziłam do dzieci. Aby jakoś zapełnić ten czas, odwiedziłam 03 lipca Renię i Mariusza . Zabrali mnie do siebie na cały dzień, dzięki czemu byłam na powietrzu i pobawiłam się z Ulą. Następnego dnia - 04 lipca - Tadek z Anglii wybrał mi laptopa za 1. 514 zł. Mały, zgrabny i lekki. Na pewno w przyszłości znajdzie u mnie zastosowanie.

05 lipca, ledwo dysząc z powodu trzydziestostopniowego upału poszłam z Beatą i Jackiem zrobić sobie zdjęcie do nowego dowodu osobistego, bo w październiku kończy mi się ważność dokumentu. Moja twarz nie nadaje się do takich fotek na komendę i wyszłam brzydko, ale nic już na to nie poradzę.
Potwierdziła to Bożenka z Kalisza, koleżanka ze szkolnej ławki, która tego samego dnia odwiedziła nas z Mamą. Spędziłyśmy na wspominkach parę godzin. W niedzielę - 06 lipca - wybrałam się na lody z koleżanką Bogusią. Już wszyscy byliśmy zmęczeni tymi potwornymi upałami, a w głowie szumiało mi polskie morze. Niestety nic dla mnie z tych rzeczy. Odbierałam tylko widokówki i pozdrowienia znad pięknych plaż.

Ku pocieszeniu 08 lipca przyjechał Mateusz z Kłodzka i wziął nietypowo we wtorek "PAJACYKA" na oddział neurologii dziecięcej. Zanieśliśmy wtedy letnie zabawki, które się wszystkim podobały. Mama natomiast złożyła tego dnia wniosek o wyrobienie mi nowego dowodu osobistego. Ciekawe jak długo będę na niego czekała? Na dodatek miałam jeszcze tego dnia gimnastykę z Panem Arturem, a na świat przyszła druga córeczka Piotrka Krajewskiego, Asia.

10 lipca Tadek z Anglii wysłał pocztą do Lądka mojego wymarzonego laptopa. Wpłaciłam Mu pierwszą ratę na e - konto. Dotarł on na miejsce po dwóch dniach, a ja wybrałam się z Piotrkiem Stanisławskim po zakupy do "TESCO" przy ulicy Długiej. Zejść po schodach pomogła nam Marta Kubiak. Wpadła do mnie pierwszy raz po śmierci swojego Ojca i opowiedziała o tej tragedii.

W czwartek 17 lipca kolega Irek zawiózł "PAJACYKA" na oddział neurologii dziecięcej dużym Fordem Transit. Jeszcze nigdy nie jechałam takim pojazdem. Bez problemu zmieściliśmy wózek i torby z zabawkami. Upały nie dawały za wygraną i 20 lipca Pani Marta Radziuk kupiła nam wentylator, bo w pokoju nie było można wysiedzieć. W dodatku moje wiekowe już krzesło na kółkach zrobiło się twarde i bolały mnie pośladki. Trzy dni później - 23 lipca - odwiedziła mnie Asia Pachla z Wałbrzycha ze swoją trzyletnią córeczką Magdą. Mimo burzowej pogody przyjechały do wrocławskiego ZOO. Mała ma taki temperament, że po kilku godzinach chciała mi przewrócić całe mieszkanie do góry nogami. Po prostu jest nadpobudliwa... Następnego dnia - 24 lipca - mimo deszczu wybrałam się po takie kobiece zakupy z Malwinką Furtan z D. A. "MACIEJÓWKA". Przez trzy godziny najbliższe galerie i sklepy z ciuchami były nasze. Na koniec zjadłyśmy dobry obiad w pobliskim barze i cała mokra wróciłam do domu, aby 26 lipca wraz z Rodziną świętować imieniny Mamy. W prezencie podarowałam Jej kwiaty i komplet pościeli. To zawsze w domu ma zastosowanie.

I tak oto upalny miesiąc dobiegł końca, a wraz z nim 27 lipca wrócił na stałe z Rodzinką po dziesięciu latach pobytu w Anglii Tadeusz z Lądka. Tego też dnia wpłaciłam Mu na e- konto drugą ratę za laptopa. Muszę się pochwalić, że całą sumę uzbierałam sama przez cały rok i dopiero teraz tą wiadomością pochwaliłam się przed Mamą. Na odbiór nowego sprzętu umówiłam się z Tadkiem dnia 03 sierpnia, gdzie odwiedzili mnie wraz z Panią Bogusią w Polanicy-Zdroju. Spędziłam tam razem z Jolą swój wakacyjny tydzień w pięknym pensjonacie "BEATA". Pogoda nam dopisała, trochę się opaliłam i nie chciało mi się wracać do Wrocławia. Wyjazd był stanowczo za krótki.

W domu zaczęła się szarówka i monotonia. Na szczęście już się ochłodziło i można było od 12 sierpnia zacząć ćwiczyć z Panem Arturem, który wrócił z urlopu nad polskim morzem. I tak oto mijały kolejne dni, Tadeusz przeprowadził się do nieurządzonego jeszcze nowego domu w Chrząstawie Wielkiej koło Wrocławia i tam zapisali Amelkę do szkoły. Dzień później - 13 sierpnia - nasza Rodzina poleciała do Chin. Nie powiem, że nie zazdrościłam Im tych światowych wycieczek. A mnie się nadal marzyło polskie, szumiące morze.

Prawie każdego dnia ktoś mnie odwiedzał. A to 14 sierpnia Marcin z Agnieszką wzięli mnie na spacer, a to 15 sierpnia w dniu święta kościelnego Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przy ładnej, ale burzowej pogodzie wpadli Irek i Mateusz z Kłodzka, a pielgrzymi dotarli na Jasną Górę w Częstochowie. Dzień potem odwiedziła mnie Joasia psycholog z oddziału. Porozmawiałyśmy sobie przy herbatce i ciasteczku. Dowiedziałam się od Niej, że dopiero w grudniu przenoszą szpital do nowej siedziby na Stabłowicach. O, to jeszcze zrobię dzieciakom Mikołaja! Złożyłam Jej życzenia urodzinowe, bo za parę dni ma swoje święto.

I tak oto mijały dni z przyjemną, ale już nie upalną pogodą. 17 sierpnia Chantal z Wojtkiem zabrali mnie na Mszę do D.A. "MACIEJÓWKA", a potem przy lodach opowiedzieli mi o swojej podróży poślubnej. Przy wózku zepsuły mi się rączki gumowe i Piotrek Stanisławski kupił nowe. Wypróbowaliśmy je dnia 21 sierpnia, kiedy to Mama rozmroziła po roku swoją nową lodówkę, a ja odebrałam nowy dowód osobisty. Przy okazji zrobiłam z Piotrkiem zakupy w "TESCO" przy ulicy Długiej. 24 sierpnia trafiła mi się okazja wyjechania na polską wieś Pisarzowice, gdzie odbywały się miejscowe Dożynki. Poznałam tam przyjaciół Irka, a w drodze powrotnej w supermarkecie "MAGNOLIA" kupiłam sobie krzesło na kółkach za 100 zł, które okazało się niewypałem, bo było niestabilne. Natomiast 27 sierpnia wrócili z Chin Jacek z Beatą. Następnego dnia - 28 sierpnia - pogoda dalej dopisywała i aby wykorzystać promienie słoneczne wybrałam się do ZOO z Marcinem i Agnieszką. Po dłuższym czasie uruchomiłam swój wózek akumulatorowy, dzięki czemu byłam bardziej samodzielna. "Napstrykaliśmy" wiele fajnych zdjęć rozmaitym zwierzakom.

Wrzesień zaczęłam dosyć intensywnie, bo z dwoma komputerami. W nowym laptopie zawsze jest coś do zrobienia. Tadek, wykorzystując piękną pogodę, urządzał dom w Chrząstawie Wielkiej i na nic nie miał czasu. Prosiłam więc o pomoc koleżanki. Jedna z Nich - Ania - 03 września podłączyła mi laptop do Internetu. I wtedy zaczęło się istne szaleństwo na dwa komputery. Siedząc przy biurku, rozmawiałam z ludźmi przez laptopa, a jak mi się znudziło, to pisałam teksty na stacjonarnym. Efekt tego był opłakany, gdyż dorobiłam się zaćmy w prawym oku, która coraz bardziej mi dokuczała. Od 04 września zaczęłam już regularne wizyty "PAJACYKA"u dzieci z oddziału neurologii. Zawiózł mnie tam Irek, a w drodze powrotnej oddaliśmy w sklepie feralne krzesło. Tego też dnia wpadła Marta Mironiuk, która w lipcu wróciła z dalekich Chin. Nie widziałyśmy się cały rok. Miała więc co opowiadać. Szkoda, że już parę dni później poleciała do Anglii, aby zacząć tam kolejny etap swojego życia.

07 września przyjechał Mateusz z Kłodzka i zabrał mnie na piękny spacer. Piękna, ciepła pogoda nam dopisała; w Ogrodzie Botanicznym spotkałam dawno niewidzianą koleżankę Monikę z Jej córeczką Milenką, a potem pojechaliśmy do Wspólnoty "ARKA". 09 września moja Jola, która cały czas mi pomagała dwa razy tygodniu, skończyła 45 lat. Następnego dnia - 10 września - pogoda się popsuła, a ja zaczęłam chodzić do dzieci z oddziału jako "PAJACYKA" z Jankiem, który już wyzdrowiał. W ten sposób mogłam znowu robić to, co lubię, a moja stronka internetowa www.eleos.religia.net (kliknij Felietony Katarzyny) ożyła.

Mama dalej chodziła sobie dwa razy w tygodniu po zakupy z Opiekunką z "MOPSU", Panią Jola, która okazała się sympatyczną i wrażliwą osobą, a ja 15 września wykłóciłam się u Pani Ewy Fiebig o dodatkową godzinę dla siebie od października. Pogoda się poprawiła i zrobiło się wręcz gorąco, a ja nie miałam z kim częściej wychodzić z domu ze względu na brak kogoś drugiego do zejścia po schodach. I po to była mi właśnie potrzebna ta dodatkowa godzina. Następnego dnia - 16 września - odwiedził mnie ksiądz Grzegorz z Michalic i przywiózł mi cały worek zabawek. Po zakupach Mamy pojechałam z Jankiem do Domu Pomocy Społecznej przy Karmelkowej, a sprowadziła nas właśnie Pani Jola. Wracając wstąpiłam na grób Taty, gdzie dawno nie byłam.

21 września przy niedzieli odwiedził mnie Wojtek z Ewą i trzymiesięczną Emilką. Zakochałam się w Niej od pierwszego wejrzenia. Zjedliśmy razem dobrą pizzę i tak miałam miłe popołudnie. Dwa dni później - 23 września - nastała kalendarzowa jesień, a ja mimo paskudnej pogody (zimno i pochmurno) wybrałam się z Jankiem po zakupy na wrocławskie Bielany do marketu "AUCHAN". Kupiłam sobie między innymi etui na laptopa za 30 zł.

01 października zaczął się u mnie słodko, gdyż Hania z Anglii (siostra Tadeusza) przysłała mi słodycze dla dzieci z oddziału. Przez cały czas musiałam zbierać słodkości i zabawki, "PAJACYK" "PAJACYK" miał co rozdawać. 03 października Marcin z Agnieszką wzięli mnie na spacer, dobre lody i winko, a wracając odebrałam kolejne słodycze z D.A. "MACIEJÓWKA".
W czasie urlopu Joli od 04 do 19 października włączyli już kaloryfery, a mi pomagała pielęgniarka Emilka, na zmianę z Izą. Był to dla mnie trudny czas, bo już się przyzwyczaiłam do regularności. Aby o tym nie myśleć, dalej zbierałam zabawki i słodycze. I tak 07 października mimo krótko trwającego chłodu odwiedziłam z Jankiem Anię w pracy. Ania dała mi ciastka dla dzieci. Następnego dnia, już przy pięknej pogodzie, przywiozła mi zabawki Paula z Janowic Wielkich, a Emilka mnie wyszorowała pod ciepłym prysznicem...

Pogoda nas dalej rozpieszczała i 12 października odwiedził mnie razem z Rodzinką Tadeusz z Chrząstawy Wielkiej. Zabrali mój stary komputer i pudło po maskotkach, dzięki czemu nasz ostatni pokój trochę przejrzał. Myślałam, że Tadeusz pomoże mi przy laptopie, ale biegające po pokoju dzieci na to nie pozwoliły. Dzień potem - 13 października - pojechałam z Jankiem do Wspólnoty "ARKA". Przygotowywali się do sobotniej pieszej pielgrzymki do Grobu św. Jadwigi w Trzebnicy. Ze względu na to, że Marcin z Agnieszką chcieli iść od samego rana spod wrocławskiej Katedry, zaczęłam szukać noclegu, aby o piątej rano nie budzić Mamy. Najpierw jednak 16 października musiałam zaliczyć kontrolne EKG serca. Tym razem towarzyszył mi Janek i Pani Jola z "MOPSU". Nigdy nie mam czasu na choroby, więc i teraz okazało się wszystko w porządku i można mi zastosować narkozę przy usunięciu zaćmy.

I tak oto jakoś dotrwałam do dnia 17 października, kiedy to zostawiłam Mamę samą w domu z zepsutym telewizorem, który nagle "wysiadł". Pomyślałyśmy, że jest już stary i miał prawo się zepsuć. Wieczorem tego dnia pojechałam z Marcinem i Agnieszką do "ARKI", bo zgodzili się mnie tam przenocować. Rano 18 października o godzinie szóstej (makabra!) obudziły mnie miłe asystentki, ubrały, nakarmiły i już za jakiś czas czekałam przy drzwiach na Agnieszkę i Marcina. Droga do Trzebnicy była dobra, bo pogoda nam dopisała. Wymodliłam słońce i dość wysoką temperaturę jak na tę porę roku. Motto tegorocznej Pielgrzymki brzmiało "Tajemnice Ewangelii". Mimo potwornego błota w lesie i zmęczenia (Mama myła wózek całą niedzielę) do domu wróciłam szczęśliwa szynobusem, a wrażenia opisałam w tekście.

Dwa dni potem - 20 października - kupiłyśmy z Piotrkiem Stanisławskim nowy telewizor SAMSUNG za jedyne 580 zł. Po podłączeniu go do sieci okazało się, że też nie gra - z prostego powodu. W spółdzielni nie zauważyli zapłaconego rachunku i odcięli nam dostęp do TV. W ten sposób miałyśmy dwa działające odbiorniki.

Za oknem robi się coraz chłodniej, 26 października zmieniliśmy czas na zimowy, a ja mimo to przy niedzieli wybrałam się z kolegami na Mszę do D.A. "MACIEJÓWKA", a potem na dobry obiad do baru "CHOPPER" przy ulicy Kotlarskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że odkryłam tam toaletę dla niepełnosprawnych po... schodach. 30 października nie poszłam z Jankiem do dzieci na oddział, bo pojechaliśmy z Mamą na cmentarz sprzątnąć grób przed Wszystkimi Świętymi. Pomogła nam w tym Pani Jola - opiekunka z "MOPSU". Wracając, wstąpiliśmy na dobrą pizzę, a ja przy tej okazji wymieniłam sobie szkła w okularach na silniejsze u "OPTYKA". Od razu lepiej mi się pisało teksty na stronę www.eleos.religia.net (kliknij Felietony Katarzyny), na którą serdecznie zapraszam.
31 października po długiej nieobecności Pana Artura spowodowanej chorobą, zaczęłam ćwiczyć. Tego też dnia dostałam paczkę od kolegi z Warszawy. Przysłał mi dla dzieci gumy "FRITT". O, to powkładamy je z Mamą do paczek mikołajkowych, bo już powoli trzeba zacząć o tym myśleć…

Póki co, to mamy 01 listopada i Wszystkich Świętych. Pogoda w tym roku dopisała, bo było ciepło i słonecznie. Po wyprawie na cmentarz zjadłyśmy obiad u kuzyna Jacka, a po południu napisałam krótką refleksję. Nie lubię tego dnia, więc dobrze, że jakoś minął i można było wrócić do codziennych, niezbyt ciekawych obowiązków. 04 listopada odwiedziłam z Jankiem Renię i Jej dzieciaki. Podzieliły się ze mną samochodzikami, które trafiły 08 listopada do 25 ślicznych, kolorowych paczek na Mikołaja. Hitem tego dnia była wiadomość o narodzinach Jagódki Karolinki z Wałbrzycha.

Dnia 10 listopada w przeddzień 86. urodzin Mamy pojechałam z Jankiem po zakupy do "CARREFOURA", w nadziei, że dostanę tam jakieś kolorowe słodycze świąteczne. Niestety było jeszcze za wcześnie. Oprócz balonów wzięłam małe skarpeteczki i rajstopki dla małej Jagódki. W domu już czekali pierwsi goście Mamy. Jacek z Beatą przywieźli tort. Świeczki zapaliliśmy na drugi dzień, kiedy to wpadł imieninowy Marcin z Agnieszką (poprosiłam Ją o zrobienie i wysłanie paczki dla Jagódki) i Irek. Ostatnio nie miał zbyt wiele czasu, bo miesiąc temu zaangażował się w kampanię Wyborów Samorządowych i 16 listopada wziął nas z Mamą do Lokalu Wyborczego. Zdobyłam aż dwa głosy, ale niestety zawiódł system komputerowy i dlatego zapowiedziano drugą turę.
Za oknem robiło się coraz chłodniej, a ja znowu 18 listopada pojechałam z Jankiem do "CARREFOURA" po słodycze. Tym razem mi się udało i moje paczki przybrały na wadze. Na drugi dzień - 19 listopada - przyjechali Jola z Arkiem ze Świdnicy i też przywieźli mi różne słodkości. No to teraz będę miała co rozdzielać. Jednym słowem Adwent i święta Bożego Narodzenia coraz bliżej. Nie ukrywam, że lubię ten okres w roku. 21 listopada, w sam Dzień Życzliwości, otworzyli w Rynku Jarmark Bożonarodzeniowy, gdzie można było dostać oczopląsu. Niestety nie miałam tam z kim często chodzić, czego żałuję. Do tego wszystkiego przydałoby się troszeczkę śniegu, a tu nic z Nieba nie leci.

Zamiast niego 22 listopada przyjechała do mnie Asia Hałat z zadymionej Rudy Śląskiej. Przywiozła mi całą torbę zabawek. Miło mi się zrobiło. Bardzo Długo żeśmy się nie widziały, więc było o czym rozmawiać. Asia prowadzi zajęcia z osobami z wadą słuchu i pokazała mi na laptopie, jak głuchoniema dziewczyna tańczy. Coś niebywałego!

No, ale nic - trzeba wracać do zimnej, szarej rzeczywistości, gdyż za oknem robi się coraz chłodniej. Brr! 24 listopada - w przeddzień moich imienin - listonosz przyniósł mi nowy kalendarz od Karolinki z Wałbrzycha, a na drugi dzień przyjmowałam niezapowiedzianych gości - mój pokój szybciutko zamienił się w kwiaciarnię. Tego też dnia dostałam wiadomość od Reni, że Ula jest w szpitalu i czeka na operację zastawki. No więc co? Trzeba się modlić, aby wszystko było dobrze. Wieczorem Estera przyniosła mi słodycze do paczek mikołajkowych, a 27 listopada w czasie kolejnej wizyty na oddziale neurologii dziecięcej zaszczepiłam się przeciwko wirusowi grypy. W chłodną niedzielę - 30 listopada - razem z Irkiem powędrowałyśmy z Mamą drugi raz do Lokalu Wyborczego, a potem na Jarmark, gdzie szukałam świecącej czapki Mikołaja. Niestety już ich nie produkują. Trudno - będzie zwykła. Wieczorem odwiedziła mnie Ala z Piotrkiem, a Asia Bator podrzuciła zebrane gdzieś zabawki. W tej sytuacji Mama nie zrobi chyba porządku w ostatnim pokoju?

Pierwszy dzień ostatniego miesiąca roku zaczął się od gości. Przyjechał długo przeze mnie wyczekiwany ksiądz Grzegorz z Namysłowa. Dostałam świeże jajeczka od kury i mleko na zsiadłe. Pycha! Ksiądz nauczył mnie nowej funkcji w laptopie. Używam go coraz częściej, bo chcę się podszkolić. Muszę jeszcze wykombinować, jak podłączyć do niego drukarkę bezprzewodową. Podobno jest taka możliwość. Natomiast Renia mi powiedziała, że Ula jest już w domu i dochodzi do siebie. Kamień spadł mi z serca.
Dnia 04 grudnia, przy kolorowej choince, przebrana za św. Mikołaja rozdałam swoje paczki na oddziale neurologii dziecięcej w szpitalu im. Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu. Pomogli mi w tym mili studenci z Wydziału Psychologii. Według mnie był to udany dzień, choć zepsuł go Janek oświadczając mi, że może chodzić na spacery tylko raz w tygodniu. Niestety to dla mnie stanowczo za mało, bo już kompletnie nic sobie nie załatwię i dostanę odcisków od siedzenia na pewnej części ciała, ale co Go to obchodzi? Nie był w mojej sytuacji. Jedynie Jola świadczy mi swoje usługi regularnie, za co jestem Jej wdzięczna.
Przez cały czas zbierałam słodycze i zabawki dla dzieci, bo każdy mi coś podrzucał z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia.

11 grudnia - w czwartek - przy prawie wiosennej pogodzie zamiast na oddział wybrałam się z Jankiem do Szczodrego pod Wrocławiem, gdzie od pewnego czasu mieszka Emila - nasza dawna sąsiadka. Miałam piękną wycieczkę autobusem i porobiłam zdjęcia. Dzień później - 12 grudnia - kiedy to ćwiczyłam setny raz z Panem Arturem, wybrałam się z Agnieszką i Marcinem na Jarmark w Rynku, a potem na smaczną pizzę z okazji moich zaległych imienin. Jako prezent dostałam od Nich śliczną, ciepłą czapkę z pomponem. Był to dobry i potrzebny mi czas.

Coś ostatnio często bywałam wśród bud straganowych, gdyż już dwa dni później - 14 grudnia - pojawiłam się tam z Bogusią i Jej sympatycznym kolegą Jarkiem. Ze względu na deszczyk przycupnęłyśmy sobie w cichym barze przy ulicy Odrzańskiej. Mają tam dobre pierogi. W moim domowym zaciszu zmieniła się sytuacja, bo Mamie wysiadły kolana i zaczęła chodzić z laską. Miała też coraz mniej siły, aby mnie ubrać i podnieść z łóżka. Następnego dnia - 15 grudnia - odwiedziła nas Pani Bogusia z Lądka i dopiero wtedy dostała ode mnie znaczek i pielgrzymkowy artykuł. Przyznam się szczerze, że już byłam tym wszystkim zmęczona, a tu mi jeszcze następnego dnia Ania ze swoim Tatą przynieśli słodycze dla dzieci.

Dołączyłam je 18 grudnia do dużych maskotek i samochodów, które to rozdałam dzieciakom z oddziału neurologii w towarzystwie Ani i Karoliny - studentek Wydziału Psychologii przy ulicy Dawida. Janek nie omieszkał mi zepsuć wspaniałego dnia u dzieci wiadomością, że zmienia pracę i już w ogóle nie będzie ze mną chodzić. Ścięło mnie to z nóg, bo szpital ku mojej radości przenosi się na Stabłowice dopiero za rok. Nie wiem, co ja zrobię; tym bardziej, że Mama jest już coraz słabsza i 19 grudnia Pani Ewa z "Mopsu" przyznała nam od stycznia jedną godzinę codziennie rano, aby opiekunka mnie ubrała, umyła i bezpiecznie posadziła na krzesło. A jak to będzie, to się okaże w praniu. Abym mogła trochę z tego ochłonąć, Marcin z Agnieszką zabrali mnie po kolejnej gimnastyce do fajnego lokalu "Planet" przy ulicy Drukarskiej na ciepłą kolację. Tymczasem nasza lodówka zaczęła pękać w szwach, bo każdy przynosił nam różne dobre potrawy. Będzie co wyciągać do Nowego Roku.

Wieczór wigilijny 24 grudnia spędziłyśmy przy suto zastawionym stole u Jacka i Beaty. Dwanaście tradycyjnych potraw na pięknie udekorowanym stole przy dużej choince, pod którą znalazłyśmy prezenty, wprowadziły mnie w inny wymiar czasu. Szkoda tylko, że nie było śniegu ani mrozu. Zamiast niego o szyby stukał jesienny deszcz. Drugiego dnia świąt 26 grudnia wybrałam się z Esterą i Jej Mężem na spacer po opustoszałym już po Jarmarku Rynku. Robiło się też coraz chłodniej, ale przyjemnie.

Nadszedł czas na podsumowania, refleksje i roczny rachunek Sumienia. Najlepiej by było to zrobić w noc sylwestrową w gronie przyjaciół, a co mi z tego wyjdzie, to zobaczymy?






- Kasia -


Wrocław, dn. 31 grudnia 2014 roku.