http://www.fliggypig.com http://www.4006000871.com http://www.ddabw.com http://www.ktiyl.com http://www.abbwl.com http://www.rht365.com
http://www.4695288.com/ http://www.5613117.com/ http://www.4309272.com/ http://www.3619276.com/ http://www.1539774.com/ http://www.2234809.com/ http://www.0551180.com/ http://www.0027022.com/ http://www.1408600.com/ http://www.5004279.com/ http://www.4314451.com/ http://www.9402647.com/ http://www.6420212.com/ http://www.0921315.com/ http://www.4849062.com/ http://www.8027847.com/ http://www.5101309.com/ http://www.8033162.com/ http://www.7808733.com/ http://www.7021821.com/ http://www.8560978.com/ http://www.3301718.com/ http://www.2444890.com/ http://www.2501886.com/ http://www.8773150.com/ http://www.gkamlb.com/ http://www.nxkmky.com/ http://www.pkdszd.com/ http://www.scqyba.com/ http://www.vwyhzp.com/ http://www.vwwoms.com/ http://www.svfdun.com/ http://www.wivjvd.com/ http://www.sstldp.com/ http://www.sqmtvh.com/ http://www.fmxnav.com/ http://www.etqglz.com/ http://www.rjwmkb.com/ http://www.yrljss.com/ http://www.ymdwnv.com/ http://www.lhxcjs.com/ http://www.fekcko.com/ http://www.furpdg.com/ http://www.voqgwh.com/ http://www.fknqkj.com/ http://www.hhabtr.com/ http://www.ogmykg.com/ http://www.vseogg.com/ http://www.ctkllf.com/ http://www.xzxefw.com/ http://www.0172679.com/ http://www.6088532.com/ http://www.5214437.com/ http://www.4601598.com/ http://www.3848474.com/ http://www.7621914.com/ http://www.9064024.com/ http://www.0979289.com/ http://www.8732369.com/ http://www.7578050.com/ http://www.1206219.com/ http://www.0320448.com/ http://www.6038608.com/ http://www.6804640.com/ http://www.2393657.com/ http://www.laibazonghewang.com/ http://www.jiujiurezuixindizhi.com/ http://www.jiqingtupian8.com/ http://www.qmzufv.com/ http://www.kwwxgj.com/ http://www.tvubqi.com/ http://www.sjvxww.com/ http://www.xpdmzk.com/ http://www.frveya.com/ http://www.nonmnu.com/ http://www.svytac.com/ http://www.fdtggb.com/ http://www.rnrnjm.com/ http://www.ymrxun.com/ http://www.lkrecc.com/ http://www.kgahjl.com/ http://www.kqdmep.com/ http://www.vwlwcu.com/ http://www.zuixinlunlidianying.com/ http://www.daxiangjiaowangzhi.com/ http://www.snnfi.com/ http://www.vfdyd.com/ http://www.lwezk.com/ http://www.fpibm.com/ http://www.xjvdr.com/ http://www.kvwqf.com/ http://www.utakf.com/ http://www.gmjeu.com/ http://www.pugfa.com/ http://www.bldek.com/ http://www.vdidu.com/ http://www.tufnc.com/ http://www.wqxri.com/ http://www.uaozz.com/ http://www.nhpbd.com/ http://www.dinbz.com/ http://www.bopjc.com/ http://www.rvkip.com/ http://www.jsmqe.com/ http://www.vwygx.com/ http://www.zgjm-org.com/ http://www.shenyangsiyue.com/ http://www.hongsang.net/ http://www.gpmrg.cc/ http://www.knfut.cc/ http://www.kjqdh.cc/ http://www.huang62.win/ http://www.qiong19.win/ http://www.chang34.win/ http://www.huang71.win/ http://www.xiong10.win/ http://www.chong14.win/ http://www.chong94.win/ http://www.zheng23.win/ http://www.cheng14.win/ http://www.shang72.win/ http://www.sudanj.win/ http://www.russias.win/ http://www.malim.win/ http://www.nigery.win/ http://www.malix.win/ http://www.peruf.win/ http://www.iraqq.win/ http://www.nepali.win/ http://www.syriax.win/ http://www.junnp.pw/ http://www.junnp.win/ http://www.zanpianba.com/ http://www.shoujimaopian.com/ http://www.gaoqingkanpian.com/ http://www.kuaibokanpian.com/ http://www.baidukanpian.com/ http://www.wwwren99com.top/ http://www.wwwdgshunyuancom.top/ http://www.xianfengziyuancom.top/ http://www.www96yyxfcom.top/ http://www.www361dywnet.top/ http://www.wwwbambootechcc.top/ http://www.wwwluoqiqicom.top/ http://www.wwwyyxfnrzcom.top/ http://www.wwwzhengdadycom.top/ http://www.wwwyewaishengcuncom.top/ http://www.wwwcong3win.top/ http://www.wwwmh-oemcn.top/ http://www.henhen168com.top/ http://www.wwwhztuokuncom.top/ http://www.wwwyasyzxcn.top/ http://www.www9hkucom.top/ http://www.wwwguokrcom.top/ http://www.avhhhhcom.top/ http://www.shouyouaipaicom.top/ http://www.wwwdouyutvcom.top/ http://www.bbsptbuscom.top/ http://www.miphonetgbuscom.top/ http://www.wwwtjkunchengcom.top/ http://www.lolboxduowancom.top/ http://www.wwwtaoyuancncom.top/ http://www.wwwngffwcomcn.top/ http://www.wwwqingzhouwanhecom.top/ http://www.wwwckyygcn.top/ http://www.wwwcdcjzcn.top/ http://www.m6downnet.top/ http://www.msmzycom.top/ http://www.wwwcaobolcom.top/ http://www.m3533com.top/ http://www.gmgamedogcn.top/ http://www.m289com.top/ http://www.jcbnscom.top/ http://www.www99daocom.top/ http://www.3gali213net.top/ http://www.wwwmeidaiguojicom.top/ http://www.msz1001net.top/ http://www.luyiluueappcom.top/ http://www.wwwvcnnnet.top/ http://www.wwwchaoaicaicom.top/ http://www.mcnmocom.top/ http://www.wwwqiuxia88com.top/ http://www.www5253com.top/ http://www.wwwhaichuanwaiyucom.top/ http://www.wwwulunarcn.top/ http://www.wwwvideo6868com.top/ http://www.wwwythmbxgcom.top/ http://www.gakaycom.top/ http://www.wwwhf1zcom.top/ http://www.wwwkrd17net.top/ http://www.qqav4444net.top/ http://www.www5a78com.top/ http://www.hztuokuncom.top/ http://www.wwwqqqav7979net.top/ http://www.sscaoacom.top/ http://www.51yeyelu.info/ http://www.52luyilu.info/ http://www.52yeyelu.info/ http://www.91yeyelu.info/ http://www.yeyelupic.info/ P O D S U M O W A N I E     R O K U   2015


P O D S U M O W A N I E   R O K U   2015



Nie chcę się powtarzać, ale mimo że w kalendarzu mamy grudzień, to śniegu i mrozu ani śladu. Na wrocławskim rynku, zgodnie z kilkuletnią już tradycją, wybudowali ogromną scenę na Sylwestra. Z uwagi na to, że nie lubię hałasu, zaczęłam się rozglądać, gdzie spędzić noc sylwestrową z 31 grudnia na 01 stycznia . W sukurs przyszła mi - podobnie jak rok temu - Wspólnota "ARKA" przy ulicy Jutrosińskiej we Wrocławiu, od której dostałam zaproszenie. Cała szczęśliwa, wystrojona przez Mamę, wymalowana i uczesana rękoma Moniki Kubiak, która Święta spędziła w Polsce, pojechałam tam z Jankiem. Zabrałam ciasto, a po drodze kupiłam jeszcze dobre grzane wino. Zabawa urozmaicona konkursami, jedzeniem i szampanem bezalkoholowym trwała do białego rana. Oj, ciężko było wstać w Nowy Rok, oj, ciężko! Do domu wróciłam też z Jankiem, a tu pierwsi noworoczni goście - Beata z Jackiem z lampką szampana, a potem jeszcze wpadła koleżanka Asia z Mężem i z gromadką dzieci.

Od 02 stycznia zaczęło się normalne, domowe życie przeplatane różnego typu wydarzeniami. Były one i dobre, i złe, ale również tym ostatnim trzeba było stawić czoła. I tak zaczęłam ćwiczyć z Panem Arturem, a Mama we wtorki i piątki wychodziła po zakupy z opiekunką z "MOPSU" - miłą Panią Jolą. Dnia 03 stycznia wpadł Pan Radziuk, bo lampa zaczęła nam płatać figle. Z kolei moja Jola od Świąt miała urlop, a mnie 04 stycznia czynnościami pielęgniarskimi ratowała Iza. Tego też dnia dostałam śliczne zabawki od Fundacji "Krok po Kroku" w Oławie.

Dwa dni potem - 06 stycznia - przy istnie wiosennej pogodzie wybrałam się z Ewą i Wojtkiem na Orszak Trzech Króli. W wózeczku spała sobie smacznie mała Emilka. W tym roku udało mi się zebrać parę papierowych koron dla dzieci z oddziału neurologii w szpitalu im. Marciniaka we Wrocławiu. Po drodze dołączył do nas kolega z D.A. "Maciejówka" i razem poszliśmy na dobry obiad przy ulicy Oławskiej. Tam nasze grono powiększył Mateusz z Kłodzka, który przywiózł mi książki. Wszyscy postanowiliśmy posłuchać koncertu zespołu Golec Orkiestra na rynku, ale tam było tak głośno, że nie dało rady.

I tak oto zakończyły się święta i trzeba było jakoś się przystosować do dnia powszedniego. 08 stycznia nie poszłam jeszcze na oddział, bo musiałam wysłać paczkę z prezentem urodzinowym dla Karolinki z Wałbrzycha. Pomógł mi w tym Janek, który przyszedł po pracy. Przy okazji zjadłam obiad w barze i się przewietrzyłam. Następnego dnia - 09 stycznia - zaczęło się samo życie. Mama mnie nie utrzymała i poleciałam na podłogę. Pani Jola zgłosiła to w "MOPSIE" i zaczęła przychodzić rano w weekendy, aby mnie ubrać. W międzyczasie moja Jola wróciła z urlopu. Chcąc nie chcąc, trzeba było kogoś załatwić do pomocy przy moim rannym wstawaniu w tygodniu. Zanim to nastąpiło, w niedzielę 11 stycznia poszłam do kościoła z Esterą i Jamym, a potem, mimo silnego wiatru, wzięliśmy udział w 23 Finale WOŚP. Kolega Mateusz miał w Ratuszu pokaz udzielania pierwszej pomocy i załatwił mi serduszka, które poprzyczepiałam z Mamą do maskotek dla dzieci. Za oknem zimy ani śladu, a 12 stycznia Karolinka odebrała paczkę. Książka Jej się spodobała. Tego samego dnia rano przyszła opiekunka z "MOPSU" - Pani Kasia. Powiem szczerze, że nie bardzo mi się Ona spodobała, bo zwracała się do mnie przez "ono". Wraz z Nią zawitała w nasze progi Pani Ewa Fiebig, aby wypełnić papiery. Po południu przyjechała Pani Marta Radziuk z Mężem, bo żarówka w moim pokoju stale nawalała. 13 stycznia odwiedziła nas Hania - Siostra Tadeusza z Chrząstawy. Przyjechała na święta z Anglii do Polski. Miałam więc okazję poznać i potrzymać na kolanach Jej prawie rocznego, ślicznego synka Jeremiaszka. 15 stycznia zaczęłam swoją, tegoroczną akcję "PAJACYK". Ten pierwszy raz potowarzyszyła mi Monika Kubiak z kuzynką Laurą. Przy nadal ciepłej pogodzie zawiozłyśmy dzieciom samochodem orkiestrowe maskotki. Następnego dnia w naszym województwie zaczęły się w szkołach zimowe ferie, a Pani Kasia na ten czas wzięła urlop. I znowu przeżywałam, bo nigdy nie byłam pewna, kogo mi przydzielą? Za oknem w dalszym ciągu brak śniegu, a ja 18 stycznia wybrałam się na Mszę do duszpasterstwa "MACIEJÓWKA" z miłą Agatką i Bartkiem. Przy okazji pooddychałam trochę świeżym powietrzem.

Widocznie Ktoś w Niebie nade mną czuwa, bo w poniedziałek 19 stycznia przyszła rano przesympatyczna Pani Magda z "MOPSU". Szybko znalazłyśmy ze sobą wspólny język, przeszłyśmy na "TY" i nie wyobrażałam sobie tego, że po feriach ta młoda, wspaniała dziewczyna zniknie z mojego życia. Ten dzień okazał się dla mnie szczęśliwy, bo oprócz Magdy otrzymałam paczkę od Jurka Owsiaka z gadżetami WOŚP dla dzieci, a po południu Janek zawiózł mnie do "ARKI", gdzie spędziłam parę miłych godzin.

W każdy czwartek zaczynałam kombinować, jak i z kim dotrzeć na oddział i jakoś mi to wychodziło. Cały czas słyszałam o przenosinach szpitala do nowego budynku na Stabłowicach. Terminy były różne: a to czerwiec, a to sierpień.

W sklepach zaczęły się wyprzedaże, a że mój kolega Tomek lubi zakupy, to 24 stycznia wybraliśmy się do supermarketu "Auchan" na Bielanach. Zima dalej o nas zapomniała, więc nie było problemu z dojazdem. Po dobrym posiłku pobuszowaliśmy parę godzin między regałami. Nakupowałam drobiazgów dla siebie, a dla dzieci walentynkowe balony i szczęśliwa wróciłam do domu. Na drugi dzień - w niedzielę 25 stycznia - odwiedził mnie Marcin. Niestety, tym razem bez Agnieszki, bo uczyła się do sesji. We wtorek - 27 stycznia - dowiedziałam się, że Magda z "Mopsu" zostanie u mnie na stałe. Z radości aż podskoczyłam na swoim krześle. Tego też dnia niespodziewanie odwiedziła mnie Asia Hałat z Rudy Śl.

Trzeciemu "PAJACYKOWI" w tym roku - 29 stycznia - potowarzyszył Mateusz z Kłodzka. Tak samo jak ja lubi On dzieci, więc wizyta była radosna i udana. Wracając, zjedliśmy dobry obiad w barze, a wejść pomógł nam Marcin. I tak oto 31 stycznia w naszym województwie skończyły się ferie, odwiedziła nas znajoma z Nowej Soli, a po południu przyjechały moje koleżanki ze Świdnicy i przywiozły mi dla dzieci czerwone balony w kształcie serduszek na Walentynki. Dzięki temu uświadomiłam sobie, że już powoli kończy się krótki w tym roku karnawał i warto by było wyjść gdzieś do ludzi. Ogłosiłam swoją chęć na liście z "MACIEJÓWKI" i cierpliwie czekałam. W międzyczasie 05 lutego świętowałam na oddziale 14 lat "PAJACYKA", a dowiózł mnie tam kolega Irek. Poczęstowałam lekarki ciastem - było bardzo przyjemnie. 06 lutego rozchorował mi się Pan Artur i przez jakiś czas nie miałam gimnastyki. Wiosenno - zimowa aura sprzyjała infekcjom, ale mnie po szczepionce na razie nic nie brało. Nawet kataru nie miałam. 08 lutego Janek przywiózł mi od kolegi Marka czekoladowe serduszka, a Mama kupiła walentynkowe lizaczki. Myślałam, że sama coś zdobędę z tych rzeczy w "CARREFOURZE", gdzie, mimo paskudnej, wietrznej pogody (rano był atak zimy), 09 lutego zabrał mnie Marcin z Agnieszką. Niestety nic tam nie było, oprócz pierników w kształcie serduszek; ale myśmy przy bułce z kurczakiem świętowali zaliczenie przez Nią sesji i czterolecie naszej znajomości, które wypadło na 11 lutego (Światowy Dzień Chorego). Walentynki mieli spędzić na koncercie w Łodzi, a ja się dowiedziałam, że w sobotę pójdę na akademicki Bal dla 200 Par organizowany w siedzibie NOT- u.

10 lutego Estera podrzuciła mi po pracy czerwone balony w kształcie serduszek, a Wojtek zdobył małe pączki. I tym oto sposobem 12 lutego piąty w tym roku "PAJACYK" mógł zasłodzić dzieciaki w szpitalu. Radości było co niemiara, a z moich szaf ubyło trochę maskotek.

Po spełnionym obowiązku 14 lutego ładnie ubrana i uczesana przez Magdę z "Mopsu" wybrałam się z drugą Magdą i Sebastianem na bal. Powiem szczerze, że miałam trochę inne wyobrażenie o tym wieczorze, a tu znalazłam się w dużej, pięknie udekorowanej, ale zimnej sali. Młodzież przebrana w stroje starożytnej Grecji tańczyła na parkiecie, a ja po pół godzinie zmarzłam. Porobiłam trochę zdjęć i po północy byłam już w domu.

Rano 15 lutego Estera z Mężem wzięła mnie do kościoła, a potem poszliśmy na długi spacer nad Odrę razem z Ich psem Fidą. Pogoda nam dopisała, bo zimy już chyba nie będzie. Popstrykaliśmy ładne fotki i szczęśliwa, że łyknęłam powietrza, wróciłam do domu. 18 lutego - w Środę Popielcową - posypano nasze głowy popiołem i w ten sposób zaczęliśmy w kalendarzu liturgicznym czterdziestodniowy post. Czas zadumy i rekolekcji spędziłam w domu, bo nikt mnie nie zabrał do kościoła. Jeszcze do tego wszystkiego Pan Artur od gimnastyki się rozchorował, ale 20 lutego Renia z Mariuszem, mimo przeziębienia, zabrali mnie do siebie i mogłam parę godzin pobawić się z Ulą.

Natomiast 24 lutego wpadła do mnie niespodziewanie w czasie przerwy w zajęciach na uczelni Agnieszka od Marcina. Miło mi się zrobiło, bo coś ostatnio mamy znikomy kontakt, czego bardzo żałuję. Za to 25 lutego koleżanka Karolinka przywiozła mi trochę cukierków i zabawek od swoich dzieci. A wszystko to po to, aby następnego dnia szósty "PAJACYK" miał co zawieźć dzieciakom do szpitala.

Tak się tu rozpisałam o różnych sprawach, że zupełnie zapomniałam wspomnieć o, drugim już, kiwającym się zębie. Przyznaję się bez bicia: panicznie boję się dentysty, ale kiedy ząb zaczął mi krwawić, był to już ostatni dzwonek. Podobnie jak rok temu umówiłam się z Ojcem Jędrka, który ma gabinet dentystyczny, a On polecił mi miłą lekarkę chirurga. I tak, chcąc nie chcąc, 27 lutego przyjechał po mnie Irek, wsadził do samochodu i zawiózł na Psie Pole. Zanim się zorientowałam, ząbek był wyrwany, oczywiście przy znieczuleniu. Dostałam go na pamiątkę.

I oto w ten sposób 28 lutego mogłam już spokojnie zrobić zakupy w "TESCO" z Piotrkiem Stanisławskim. Pogoda nam dopisała, więc miałam przyjemny spacer. Marzec zaczął się wiosenną pogodą i urodzinami Bożenki z Kalisza trzeciego dnia tego miesiąca. Siedziałyśmy w jednej ławce w szkole podstawowej i Bożenka zawsze wypomina mi, że jest ciut ode mnie starsza. Bo ja się urodziłam w czerwcu. Tego też dnia Emila przywiozła mi nową porcję zabawek od swojej Siostry ze Szwecji. Bardzo ładne. Będzie w czym wybierać. Parę z nich zaniosłam dzieciakom już 05 marca jako siódmy "PAJACYK". I wtedy się dowiedziałam, że przenosiny na Stabłowice będą jednak w czerwcu. Nie powiem, aby mnie to ucieszyło, bo co ja ze sobą zrobię? Akcja zbierania zabawek to całe moje życie. Dzięki niej zaistniałam w Internecie i wśród znajomych. Przez swoje felietony pokazuję, że jest inny świat. Swoimi obawami podzieliłam się 06 marca z Izą, która mi pomogła w różnych czynnościach pielęgnacyjnych, bo moja Jola wyjechała.

Póki co, to trzeba powoli myśleć o zbliżających się świętach Wielkiej Nocy. Aby nazbierać słodyczy dla dzieciaków, wymyśliłam, że jak ktoś do mnie przychodzi, to kupuje jajko niespodziankę. I tak zaczęłam je składać. 07 marca wpadła Monika z Małkowic z różą z okazji Dnia Kobiet i dała mi aż cztery. W święto płci nadobnej - 08 marca - Estera z Mężem po kościele zabrali mnie do supermarketu "Kaufland" i tam dokupiłam parę jajek i takie małe czekoladki z zajączkami. Po południu, przy pięknej pogodzie, dostałyśmy od Jacka (mój kuzyn) i Beaty bukiet tulipanów. Od razu zrobiło się jaśniej w pokoju.

W dniu 12 marca ksiądz Grzegorz z Michalic świętował swoje imieniny, a ja jako ósmy "PAJACYK" wybrałam się do dzieci. W ramach prezentu wysłałam Mu artykuł, w którym to troszeczkę powspominałam dawne lata, kiedyśmy się poznali. Każdego czwartku od 14 lat Ksiądz umieszcza moje felietony na swojej stronie, za co ślicznie dziękuję. 15 marca coś się jednak popsuło i dwa dni później - 17 marca - dostałam już nowy, własny adres witryny internetowej: www.kasiapajacyk.pl. Rozesłałam go wśród znajomych, aby się przyzwyczaili.

Za oknem robi się coraz cieplej i coraz bardziej zielono. Aby móc obserwować nadchodzącą kalendarzową wiosnę, wstawiłam sobie do flakonu gałązki forsycji i nie tylko. Szybko wypuściły listki. Szkoda tylko, że nie mam z kim wychodzić z domu, ale 19 marca Piotrek Krajewski zawiózł mnie dziewiąty raz na oddział do dzieci, a Irek mnie odebrał. Natomiast 21 marca piękną, słoneczną pogodą przywitaliśmy najpiękniejszą porę roku - zieloną wiosenkę. Trzy dni później, 24 marca, odwiedziła nas Pani Ewa Fiebig z "Mopsu", aby odnowić umowę. Powiem szczerze, że nie lubię tej całej biurokracji, ale co zrobić? Na poprawę humoru tego samego dnia dostałam od Beaty nowy biustonosz, bo wszystkie już mi się porozciągały i nie mogłam sobie dobrać odpowiedniego. Po południu poćwiczyłam z Panem Arturem i okazało się, że jedno ramię mam niższe i ramiączko spada.

I tak oto, przy pięknej, słonecznej pogodzie, 26 marca odbył się już dziesiąty, wielkanocny "PAJACYK", którego - wraz z zającami różnej postaci i koszem pełnym słodyczy - zawiózł na oddział Mariusz, a odebrał Irek. Korzystając z ciepłej pogody, wstąpiliśmy do baru na dobry obiad. W domu napisałam świąteczny artykuł z życzeniami, wysłałam Księdzu, aby umieścił na stronce i miałam trochę czasu dla siebie. 27 marca Jola ufarbowała mi włosy i ledwo się wykąpałam przy psującym się piecyku. Nie nastawiało nas to z Mamą optymistycznie, bo szykował się po świętach nowy wydatek. 28 marca odwiedził mnie Filip, a Piotrek Stanisławski pchnął zegarki do przodu i odłączył junkers, aby nie wybuchł! I tak oto przeszłyśmy z Mamą na czas letni i mycie w wodzie grzanej w garnku. Rano odezwała się Agnieszka Marcina, ale jakoś trudno nam się było porozumieć po Ich miesięcznej nieobecności w moim życiu, dlatego postanowiłam troszeczkę przeczekać. Nigdy nie mają dla mnie czasu, to trudno.

W zimną, wietrzną i deszczową Niedzielę Palmową 29 marca umówiłam się do kościoła z Tomkiem Jarkiem. Poświęciliśmy palemkę u Dominikanów, pstryknęłam sobie z nią zdjęcie, bo na stronie trzeba było zmienić fotkę, a potem pojechaliśmy na dobry obiad i lody do Pasażu Grunwaldzkiego. Do domu wróciłam przemarznięta i na "kapciu", bo jakiś drut się wbił w dętkę małego kółka. Ręce mi opadły, bo następnego dnia, 30 marca, miałam pojechać z Jankiem do "ARKI" z życzeniami świątecznymi, aby spotkać się z Hanią, która przyjechała z Gdyni. Po długiej przerwie wzięłam wózek akumulatorowy i pomknęłam przed siebie w deszcz, wiatr i grad. Na miejscu spędziłam bardzo miły czas z dziewczynami, a jednej podopiecznej zawiozłam dużą lalkę. W tym czasie Piotrek naprawił kółko i wieczorem pomógł wejść po schodach.

Życie płata nam różne niespodzianki i jedna z nich spotkała mnie 31 marca. Na zbliżające się wielkimi krokami Święta Wielkanocne przyjechała do Polski Marta z Anglii. Z tej okazji odwołałam gimnastykę i mogłyśmy spokojnie porozmawiać przy szalejącym za oknem wietrze. Narobił on wiele szkód w całym kraju. Prima a' Prilis - 01 kwietnia - przywitał nas zadymką śnieżną, w którą przyszła do mnie dr Kwiecińska z przychodni i zleciła badanie krwi po świętach. Mam też pić kawę, bo ciśnienie za niskie.

Wielkanoc coraz bliżej, a nam z Mamą lodówka pęka w szwach, bo stale ktoś coś przynosi. Kiedy my to zjemy, tego nie wiem! Pierwszy był Kuba - syn Reni i Mariusza, który 02 kwietnia w dziesiątą rocznicę śmierci Papieża Jana Pawła II przywiózł ciasto i coś na obiad. 03 kwietnia, w Wielki Piątek, drzwi się nie zamykały. Wpadła Marta z Anglii ze swoim Mężem Davem. Kupili dobre ciacho, a na czas świąt pojechali do Poznania. Rozmowa nam się nie kleiła, gdyż On nie zna polskiego, a ja angielskiego. Zachwycony był polskimi tradycjami i pisankami, bo już miałam na biurku stroik wielkanocny. Już widzę Jego minę, jak zrobią Mu Śmigus - Dyngus. Po Nich wpadła na chwilkę dr Agatka z Joasią psycholog z oddziału i przyniosły jajka od kury. Z resztą gości zostawiłam już Mamę, a sama pojechałam z Piotrkiem Krajewskim, w paskudną, wietrzną pogodę, na Liturgię w kościółku w dzielnicy Pracze Odrzańskie. I tam poznałam małą Asię - Jego drugą córeczkę. Trochę się z Nią pobawiłam w czasie kolacji, którą mnie poczęstowali. Do domu wróciłam bardzo późno. I tak nastała brzydka, zimna Wielka Sobota - 04 kwietnia. Niestety, nie miałam z kim pójść ze święconką do kościoła. Tego dnia odwiedził mnie Marcin, a od Joli dostałam w prezencie nowy biustonosz, który ubrałam 05 kwietnia na świąteczne śniadanie u Beaty i Jacka. Niestety aura nam w tym roku nie dopisała i było zimno, a w Lany Poniedziałek - 06 kwietnia - popadało z wysokiego nieba. Mimo niskich temperatur krzaki powypuszczały już listki, a żółte forsycje cieszą nasze oczy. Natomiast mój kasztan we flakonie wypuścił piękne liście. 07 kwietnia miałam krwistą pobudkę, gdyż miła pielęgniarka z przychodni usiłowała mi pobrać krew z żyły. Niestety nic nie chciało lecieć. W końcu coś tam uszczknęła przy pomocy Magdy. Po południu przy słonecznej pogodzie Piotrek Stanisławski wymienił nam baterie w junkersie i z kranu popłynęła ciepła woda. Niestety ten dzień zakończył się tragicznie, gdyż wieczorem dostałam smutną wiadomość z "ARKI". Zmarła Ola Czulińska po przeszczepie szpiku. Nie wygrała walki z rakiem. Biedna dziewczyna.

Za oknem coraz piękniej, zielono. Po zimnych świętach zaczyna się ocieplać. Dnia 09 kwietnia znowu pobrano mi krew i dostałam pierwsze wyniki badań. Mam za dużo cholesterolu i trzeba wykluczyć tłuste potrawy. Łatwo się mówi, a trudniej to zrealizować, bo diety mi nikt nie zastosuje. W południe uruchomiliśmy z Jankiem wózek akumulatorowy, zabrałam parę kolorowych, poświątecznych maskotek oraz zajęcy z czekolady od spóźnionych, hojnych ofiarodawców i jako jedenasty "PAJACYK" poszłam do swoich dzieci. Siedząc chwilę na ławce w przyszpitalnym parku dowiedziałam się od Pani z kardiologii, że przenosiny na Stabłowice chyba we wrześniu.

I tak oto się plecie to nasze życie, a każdego dnia coś się przydarza. W polityce szykują się do nowych, majowych Wyborów Prezydenckich, a w ich tle 10 kwietnia obchodziliśmy piątą rocznicę Katastrofy Smoleńskiej. Aby nie zesztywnieć od siedzenia na stołku, dalej ćwiczę z Panem Arturem. 11 kwietnia, przy ciepłej, słonecznej pogodzie, odwiedziła mnie Asia Bator. Długośmy się nie widziały, więc było o czym rozmawiać. Postara się załatwić mi jakieś zabawki dla dzieciaków ze szpitala. Następnego dnia -12 kwietnia - mimo psującej się aury wybrałam się z Irkiem do kościoła, a potem na spacer po rozbudowanej Galerii "Magnolii". Po drodze, w… tramwaju, zjedliśmy dobry obiad, który smakował wyśmienicie. Trzynastka kwietniowa była dla nas z Mamą smutnym dniem, bo w Warszawie zmarł przyjaciel mojego Taty. Miał 87 lat. Tego dnia odwiedziła mnie koleżanka ze swoim dwuletnim synkiem Maciusiem. Przesympatyczny chłopczyk. Pogoda zaczęła się psuć, w górach sypnęło śniegiem i sprawdziło się ludowe przysłowie "kwiecień plecień, wciąż przeplata: trochę zimy, trochę lata". Dokuczał nam silny wiatr, którego bardzo nie lubię.
Mimo to 16 kwietnia zmontowałam ekipę i "PAJACYK" po raz dwunasty dotarł do dzieci. Przydała mi się tego dnia nowa bluza polarowa, którą dostałam od Joli.

Następnego dzionka - 17 kwietnia - musiałam odwołać gimnastykę, bo wysiadł mi żołądek. W sukurs przyszła mi pielęgniarka Iza, gdyż Jola wyjechała ze swoją Mamą do Łukaszowa przygotować na wiosnę ogródek. Tego też dnia odezwał się do mnie Jędrek (wyrywałam zęba w gabinecie u Jego Taty na Psim Polu), który na parę dni przyleciał ze Szkocji. W sobotę - 18 kwietnia - odwiedziła mnie i Mamę Irenka Piosik - plastyczka, która projektowała mi okładkę książki. Szkoda, że nie można jakoś wznowić nakładu, gdyż już mi się niestety kończą egzemplarze.

W niedzielę - 19 kwietnia - kapryśna, chłodna pogoda zaczęła się poprawiać i zza chmur wyszło słońce. Po kościele Iza ze swoimi synami zabrała mnie na spacer do zielonego Parku Południowego. Dawno tam nie byłam i mogłam trochę pobyć na łonie natury, które sprzyja snuciu planów wakacyjnych. Iza ma urlop w lipcu i chce mnie gdzieś zabrać. Zobaczymy. Do domu wróciłam pozytywnie naładowana, a tu jeszcze odwiedził mnie Jędrek.

Z dnia na dzień robiło się coraz cieplej. 23 kwietnia trzynasty raz Piotrek Krajewski zawiózł "PAJACYKA" na oddział, a Irek mnie odebrał. Dzieciaki jak zawsze ucieszyły się z przywiezionych zabawek i słodyczy. Dwa dni później 25 kwietnia Tadek z Chrząstawy odebrał z lotniska Rodziców, bo byli dwa tygodnie u Hanki w Anglii, i dzięki temu mogłyśmy z Mamą Ich zobaczyć.

W Święto Pracy - 01 maja - mimo chłodu i deszczu wybrałam się z Esterą i Jamiem do Parku Południowego na spacer z najpiękniejszym psem świata, Fidą . Aby się trochę ogrzać i poprawić humorki poszliśmy tam na pizzę i piwko. Zaszumiało mi trochę w głowie, świat stał się różowy, a Fida rozmnożyła się w moich lekko przymglonych oczach. 02 maja aura trochę się poprawiła i zza chmur wyszło słoneczko, a ja dostałam nową porcję zabawek od Asi Bator. Ucieszyło mnie to, bo dziewczyna naprawdę się zaangażowała w zbieranie, dzięki czemu będę miała czym obdzielać dzieciaki. Następnego dnia rano - 03 maja - przyjechał Tomek Drab (dawny asystent "ARKI") i zabrał mnie do Wspólnoty na urodzinowego grila jednej z Podopiecznych . Kasia skończyła 50 lat. Dla mnie był to miły czas rozmów, spacerów i modlitwy w kościele u Franciszkanów. Spotkałam wielu przyjaciół, z którymi dawno się nie widziałam. Czternastemu "PAJACYKOWI" 07 maja pomogli Pan Piotrek i Irek. Byłam Im bardzo wdzięczna, bo w naszym kraju trwa kampania przed Wyborami Prezydenckimi, w którą Irek się zaangażował. Wrażenia mogliśmy omówić w barze przy dobrym obiedzie. Przez cały czas z drobnymi wyjątkami ćwiczyłam z Panem Arturem, w codziennych czynnościach pomagały nam Panie z "MOPSU", a Jola pilnowała spraw mojej higieny. 09 maja wybrałam się z Piotrkiem Stanisławskim po zakupy do "Lidla" i "Biedronki". Pogoda nam dopisała, a ja wzięłam trochę słodyczy dla dzieci z oddziału, bo już mi się kończą. W niedzielę 10 maja, przy chłodnej i wietrznej pogodzie, poszłam z Agnieszką i z Marcinem wybierać Prezydenta. Rywalizacja była tak duża, że ogłosili drugą turę na dzień 24 maja. Polityka polityką, a "PAJACYK" ma swoje obowiązki i 14 maja pojechał piętnasty raz z Piotrkiem Krajewskim do dzieciaków na oddział. Przy okazji Piotrek pokazał mi zdjęcia z Ziemi Świętej, gdzie był wraz z Rodzinką na urlopie. W drodze powrotnej wstąpiłam z Irkiem do baru na dobry obiad, co od pewnego czasu stało się tradycją, a ja mogłam się trochę przejść po ulicy. I tak powoli zbliżał się Dzień Dziecka. Z tej okazji wszyscy podrzucali mi jakieś rzeczy oraz słodycze dla dzieci. I tak 17 maja, przy brzydkiej pogodzie, bo w kalendarzu minęła Zimna Zośka, Asia Bator przyniosła mi kolejną porcję zabawek, a po południu dostałam cały worek maskotek z Fundacji "Krok po Kroku" w Oławie. Miałam więc w czym wybierać, 21 maja pakując z Mamą szesnastą torbę "PAJACYKA". Do dzieci zawiózł mnie Pan Piotrek od Irka. Następnego, chłodnego dnia - 22 maja - dostałam paczkę z zabawkami od Asi Pachli z Wałbrzycha. Przysłała mi dużo takich zabawek grających. Dzieciaki na pewno się ucieszą. Moja Mama w mniejszym stopniu podzielała tę radość, bo w ostatnim pokoju zrobił się już sklep z zabawkami. W drugiej turze Wyborów Prezydenckich 24 maja, którą wygrał Andrzej Duda z PIS - u, niestety nie wzięłam udziału, bo Marcinowi i Agnieszce nie spodobał się mój kandydat. Tym samym zakończyłam z Nimi znajomość, bo to, co zrobili jest niezgodne z prawem. Jak można coś komuś narzucać? To, że poruszam się na wózku inwalidzkim nie znaczy, że nie potrafię myśleć! Mama natomiast odebrała od Asi Bator ładną kuchenkę dla lalek z całym kompletem garnuszków i plastikowych owoców. 25 maja wraz z Jankiem Krasą odwiedziłam wspólnotę "ARKA". Miałam okazję uruchomić swój wózek akumulatorowy, dzięki czemu parę godzin byłam samodzielna. Był to jak zawsze dobry czas spędzony na tarasie z przyjaciółmi. Wieczorem zadzwoniła do mnie Iza Ryczkowska, że znaleźli Gospodarstwo Agroturystyczne w Wiśle i chcą tam mnie zabrać w lipcu.

W Dniu Matki - 26 maja - wręczyłam Mamie kwiatki i bombonierkę wraz z życzeniami, a Karolinka z Wałbrzycha przysłała mi piękne maskotki i słodycze. I tak oto 28 maja siedemnasty "PAJACYK" miał co rozdawać z okazji Dnia Dziecka, razem ze studentkami psychologii z uczelni przy ulicy Dawida. Radość była przeogromna, a dzieci dostały wypieków na twarzach. Niestety nie dało się lekko ubrać, bo pogoda dalej nie przypominała zbliżającego się czerwca. Następnego dnia - 29 maja - dostałam słodycze dla dzieci z duszpasterstwa akademickiego "MACIEJÓWKA" i odwiedziła mnie Marta Mironiuk z Anglii. W sierpniu leci drugi raz z Mężem do Chin, aby pracować w tamtejszej szkole. Smutno mi się zrobiło, bo znowu będzie znikomy kontakt. Ostatniego dnia maja Asia Bator przyniosła mi kolejne zabawki i wyjechała na wakacje, a za oknem robiło się coraz cieplej i w ten sposób obudziła się we mnie dusza podróżnika. Nadszedł najwyższy czas, aby pomyśleć o jakichś wakacjach! Zaczęłam rozważać propozycję Izy, która wraz z Rodziną chce mnie gdzieś zabrać. Wynaleźli Gospodarstwo Agroturystyczne w Wiśle, o którym już wcześniej wspomniałam. Trochę mnie to przeraziło, bo takie warunki - z własną pościelą i wyżywieniem, bez łazienki w pokoju - to nie dla mnie. Jak na razie nie mam innych możliwości opuszczenia domu i Wrocławia. Zaczęłam więc bić się z własnymi myślami. W Internecie znalazłam kilka pięknych ośrodków wypoczynkowych z posiłkami, z odpowiednią bazą noclegową, ale wysoka cena nikomu nie odpowiadała.
Poczułam się samotna i opuszczona, a tu 02 czerwca zadzwonił Marcin i przeprosił mnie za swoje postępowanie przy drugiej turze Wyborów Prezydenckich.

04 czerwca w Boże Ciało przy ciepłej, słonecznej pogodzie, Irek zaproponował mi wycieczkę do Wałbrzycha. Skontaktowałam się z Karolinką i pojechaliśmy. Po drodze odwiedziliśmy znajomych Irka, zjadłam pierwsze truskawki bez nawozów, a Karolinka z Marcinem podjęli nas obiadem w swoim pięknym ogrodzie, gdzie poznałam małą Jagódkę. Na deser zjedliśmy lody z polewą malinową w znanej mi już Palmiarni. W drodze powrotnej odwiedziłam Jolę i Arka ze Świdnicy, którzy mieszkają w domu z ogrodem. Będzie co opisywać w pamiętniku. W niedzielę 07 czerwca wybrałam się na Mszę św. do kościoła Uniwersyteckiego z Ewą i Wojtkiem oraz z małą Emilką, która 23 czerwca skończy roczek. W prezencie dałam Jej kuchenkę z garnuszkami. W międzyczasie Marcin przeprosił mnie za swoje zachowanie w dniu Wyborów Prezydenckich i 08 czerwca wybraliśmy się na piwo i dobre lody przy ul. Więziennej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tego dnia zmarł Ojciec prof. Alicji Chybickiej - Tadeusz Opolski - przyjaciel mojej Mamy z okresu studiów w Szczecinie. Szkoda, bo Wujek był bardzo dobrym człowiekiem. Coś stanowczo za dużo zgonów w tym roku. Nic na to nie poradzimy i trzeba żyć dalej. Dnia 11 czerwca nadszedł kolejny, osiemnasty czwartek "PAJACYKA" u dzieci. Zaniosłam zabawki i słodycze, by mi się nie przeterminowały, ponieważ chyba już we wrześniu oddział ostatecznie przeniesie się na Stabłowice. Szkoda, bo nie będę miała co robić. Na razie 15 czerwca w imieniny Zofii wpadł do mnie Irek z wiadomością, że już nie będzie mógł mnie odbierać z oddziału, ze względu na stan zdrowia, a ja dostałam kolejną paczkę z zabawkami od Asi z Wałbrzycha. Oprócz samochodzików, których mi notorycznie brakuje, włożyła trochę słodyczy i dziecinnych ubranek. Część z nich zaniosłam na oddział 18 czerwca w, ramach dziewiętnastych odwiedzin "PAJACYKA" u dzieci. W tym też dniu świętowałam z personelem swoje 53 urodziny. Impreza trwała przeszło tydzień, bo nie wszyscy mogli do mnie przyjść 19 czerwca, kiedy to tak niefortunnie pojawiłam się na świecie. Pierwszego dnia kalendarzowego lata, 21 czerwca, w dniu Imienin Alicji, przy chłodnej i wietrznej pogodzie kolega Tomek zabrał mnie na Mszę do Dominikanów, gdzie zorganizowano Jarmark bł. Czesława. Dochód z Jarmarku był przeznaczony na rzecz Fundacji "Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową". Między stoiskami promowali swe wyroby, wykonane na terapii zajęciowej, członkowie Wspólnoty "ARKA" z ulicy Jutrosińskiej we Wrocławiu. Wieczorem zadzwonili z życzeniami, zapraszając mnie na obiad urodzinowy. Niestety nie miałam z kim dojechać. Ku pocieszeniu 22 czerwca odwiedził mnie ks. Grzegorz z Michalic i przywiózł ekologiczną żywność z własnego ogródka w postaci sałaty, truskawek i jajek od kury, a świeże mleko szybko nam się zsiadło. Pycha! 24 czerwca - w czwarte urodziny Marysi z Wałbrzycha - Jola, która dbała o moją higienę, przyniosła mi smutną wiadomość. Będzie u mnie tylko do końca lipca i rezygnuje. Ręce mi opadły, bo nie wiem, co ja teraz zrobię z 87-letnią Mamą, która sama potrzebuje pomocy. "Przyszedł już czas na radykalne zmiany w naszym życiu", jak to określiła Jola. Chcąc nie chcąc, będę musiała ewakuować się z domu, bo nie damy sobie rady. Na razie jeszcze 25 czerwca poszłam dwudziesty raz jako "PAJACYK" na oddział z zabawkami i ze słodyczami, a zawiózł mnie tam Mariusz Jędrusik. Pogoda nijak nie wskazuje na rozpoczynające się 26 czerwca wakacje w szkołach, bo jest chłodno i deszczowo - co potwierdziła Estera, która odwiedziła mnie po kolejnej gimnastyce z Panem Arturem. Przy takiej też pogodzie poszłam 27 czerwca na zaległe lody urodzinowe z Marcinem i Agnieszką, która skończyła sesję na uczelni i już spokojnie jadą sobie na tydzień w górki.

Wakacyjny miesiąc lipiec, który przywitał nas trzydziestostopniowymi upałami, rozpoczął się myślami o opuszczeniu domu. Nie jest to prosta decyzja, ale kiedyś to nastąpi i pozbędę się drugiego piętra, które już całkowicie odcięło mnie od świata i ludzi. Dorotka załatwiła mi pismo z "MOPSU", które trzeba wypełnić i czekać na miejsce w placówce społecznej. Na pocieszenie dostałam od Niej nowy biustonosz, jeszcze z racji urodzin. Następnego dnia - 02 lipca - udało mi się jeszcze, dzięki Piotrkowi Krajewskiemu, dojechać jako dwudziesty pierwszy "PAJACYK" do dzieci z oddziału neurologii w szpitalu im. Marciniaka przy ulicy Traugutta we Wrocławiu. Być może będzie to moja ostatnia wizyta. Jednym słowem mamy WAKACJE, a od 01 IX przeprowadzkę szpitala na Stabłowice.

Życie musi się jednak toczyć dalej w upalnym, nasłonecznionym pokoju. Jedynym ratunkiem były lody, kupione 04 lipca przez Bogusię Kaźmierczak. Do tej pory nie wiem, jak Ona dojechała do mnie rowerem w tym skwarze? Następnego dnia - 05 lipca - poczęstowałam nimi jeszcze Asię Bator, która wróciła z pierwszej części wakacji.

Dnia 07 lipca wysiadł nam odkurzacz, który Emila ze Szczodrego zabrała do naprawy, a ja wybrałam się z Renią Jędrusik po zakupy i do rynku na kawę mrożoną. Dla ochłody wjechałam wózkiem pod sikawkę. O, co za ulga! I tak oto 08 lipca doczekaliśmy się burz i ochłodzenia, a mnie odwiedziła Ania psycholog z oddziału neurologii dziecięcej, gdzie następnego dnia - 09 lipca - już nie dotarłam. W zamian za to miałam gimnastykę z Panem Arturem. Parę dni później - 14 lipca - zaczęło się znowu ocieplać, a Mateusz z Kłodzka zabrał mnie do Wspólnoty "ARKA". Pojechaliśmy złożyć życzenia urodzinowe Arturowi. Przy okazji spotkałam tam wielu przyjaciół. Między innymi Arno z Belgii, który przyjechał ze swoją dziewczyną. Był to wspaniały czas, uwieczniony na zdjęciach.

I tak nadeszła nowa fala upałów i burz. W mieszkaniu duszno, parno; na oddział, ewakuujący się powoli do nowego budynku na Stabłowicach, 16 lipca - podobnie jak tydzień temu - nie dojechałam, z powodu braku transportu. Asia Bator przyniosła mi nowe zabawki, z którymi nie wiem, co zrobię. Tego też dnia koleżanka Karolinka dostarczyła mi zakupy medyczne, które zrobiłam w Internecie. W ten sposób już powoli szykuję się do odejścia Joli. Siedząc tak na twardym stołku przy Internecie, modliłam się, aby przyszło ochłodzenie. No i nadeszło - w nocy 19 lipca. Potworna burza z gradobiciem. W jednej sekundzie przez zamknięte okno w moim pokoju zaczęła się lać woda. Pierwszy raz coś takiego widziałam! Mama szybko zbierała ją ręcznikami, a rano zobaczyłyśmy pobojowisko. Połamane drzewa, zalane ulice i zniszczone samochody. I tak było w całej Polsce. Na chwilę się ochłodziło do 20 stopni, a potem znowu zaczęło grzać! Z tego też powodu 21 lipca odwołałam gimnastykę z Panem Arturem, który pod koniec miesiąca wybiera się na urlop do Łeby. W zamian za to przyszła pracownica "MOPSU" z wnioskiem o miejsce w Domu Pomocy Społecznej do wypełnienia. Stchórzyłam i nie podpisałam. A dalej co? Zobaczymy.

Jakby tego było mało, 22 lipca Magda z "Mopsu" się rozchorowała i już do mnie rano nie przyszła. Dziewczyna ma cukrzycę, bierze insulinę i czeka na przeszczep trzustki. Chcąc nie chcąc, Mama z pomocą sąsiadki posadziła mnie na krzesło i jakoś umyła. Dla okrasy tego dnia przyszła Agnieszka Rożek z pyszną pizzą za 22 zł zamówioną w Internecie. No i od czwartku 23 lipca, kiedy nie poszłam do dzieci, zaczęłyśmy myśleć, jak rozwiązać problem rannej opiekunki. W sukurs przyszła nam Pani Jola, która we wtorki i piątki robiła z Mamą zakupy. 24 lipca Jola podcięła i ufarbowała mi jeszcze włosy na kolor czekoladowy, abym była ładna na imieniny Mamy. Następnego dnia - 25 lipca - w imieniny Krzysztofa, przy wzrastającej powoli temperaturze Asia Skutnik przyprowadziła mi swoją koleżankę Ewę, która zgodziła się mnie kąpać raz w tygodniu. Nawet miła osoba, a i cena, jaką zadeklarowała, była przystępna. Jeszcze jakby ktoś mi lewatywę robił, to by był szczyt szczęścia.

W Imieniny Mamy - 26 lipca - po złożeniu życzeń, Iza ze swoją rodzinką zabrała mnie do kościoła, a potem do parku, gdzie zobaczyłam skutki nawałnicy. W domu zastałam Jacka z Beatą i wypiliśmy lampkę szampana. Lipiec zakończył się chłodną pogodą, a Jola przedostatniego dnia miesiąca nawet się ze mną nie pożegnała. Przykro mi się zrobiło. Aby o tym nie myśleć, 31 lipca dzięki Piotrkowi Krajewskiemu udało mi się dotrzeć do Wspólnoty "ARKA", gdzie spędziłam parę godzin na powietrzu. Pożyczyłam Im wspaniałych wakacji nad jeziorem i wróciłam z Irkiem do domu.

W sierpniu, który zaczęłam kąpielą z Ewą, zaatakowały nas 40-stopniowe upały i susza w całym kraju. Tego też dnia odwiedziła mnie przebywająca na urlopie Joasia psycholog z oddziału neurologii dziecięcej. 2 sierpnia pojechałam z Marcinem na cmentarz sprzątnąć grób Taty po nawałnicach i zwiedziłam najwyższy budynek we Wrocławiu - Sky Tower, a Mama ubłagała jeszcze Jolę o ostatnią lewatywę. Potem zaczęła się posucha, a słupki rtęci w termometrach pięły się do góry. Pot mi się lał z czoła i nie mogłam znaleźć sobie miejsca w dusznym pokoju. Prawie nikt mnie nie odwiedzał, bo to okres urlopowy. 05 sierpnia wpadła tylko na chwilę Agatka z D.A. "Maciejówka", bo przejazdem zahaczyła o Wrocław. 06 sierpnia w dniu zaprzysiężenia nowego Prezydenta Andrzeja Dudy nie poszłam na oddział z zabawkami, tylko zaczęłam szukać nowej pielęgniarki. Tym razem pomogła mi Pani Janka z drugiej bramy. Miła osoba. 08 sierpnia padł rekord ciepła i wyniósł ponad 40 stopni. W moim nasłonecznionym pokoju nie było czym dychać, że już nie wspomnę o pielgrzymach, którzy wyszli na Jasną Górę. W niedzielę 09 sierpnia wybrałam się z Esterą i z Jamiem do kościoła, a potem w "MAGNOLII" zjedliśmy niezdrowe frytki z bułką. Chwilę pooddychałam powietrzem w parku nad stawem i niechętnie wróciłam do dusznego pokoju. Morderczy upał nie dawał za wygraną, a nas odwiedziła 11 sierpnia Irenka Piosik, którą poczęstowałyśmy lodami. Z dnia na dzień mój organizm zaczynał szwankować. Stanowczo za mało piłam, co mnie osłabiło. Nie miałam też gimnastyki, bo za gorąco, a z domu już wcale nie wychylałam nosa. 13 sierpnia Estera z Rachel wykąpały mnie, bo tej Ewie coś wypadło. Na następny dzień Pani Janka zrobiła

mi lewatywę, ale muszę szukać kogoś innego, bo Jej było za ciężko.

Joasia psycholog z oddziału przyniosła mi namiary na piękny Ośrodek Rehabilitacyjny w Sokołowsku za Wałbrzychem. Pokoje 1 i 2 osobowe z łazienkami, 3 posiłki dziennie, a co najważniejsze, gwarantowali opiekę. Nic, tylko jechać. Niestety, Mama się nie zgodziła i nawet nie pomogły perswazje Beaty i Jacka, którzy mimo upału odwiedzili nas 16 sierpnia. Długo nie mogłam się pogodzić z Jej decyzją i uważam, że to było nie w porządku wobec mnie, bo też mam prawo do jakiejś zmiany otoczenia. Czy nie?

Od poniedziałku - 17 sierpnia - wróciła z urlopu Magda z "Mopsu" i życie potoczyło się normalnym trybem. Wraz z Jej powrotem, po niedzielnej burzy, ochłodziło się do 25 stopni. Odwiedził nas Irek. Wybiera się na Ural w ochronie Rajdu Motocyklistów i wróci w połowie września. Dzień już się robił coraz krótszy, Iza 18 sierpnia zrobiła mi kolejną lewatywę, a mi się zaczęło kręcić w głowie. Cały czas szukałam jakiejś pielęgniarki na stałe, ale okazało się, że nie jest to takie proste.

W mieszkaniu wszystko nam się psuło. Wysłużyła się wykładzina w przedpokoju i 22 sierpnia poszłam z Piotrkiem Stanisławskim, który już wrócił z urlopu, po nową do "OBI" przy ul. Długiej. Przy okazji zjadłam dobrą rybkę w "TESCO", a do domu przywiózł nas swoim nowym samochodem Marcin.

Niedziela 23 sierpnia też była dla mnie przyjemnym dniem, bo Iza z Rodzinką wzięła mnie do kościoła, a potem na pizzę w Parku Południowym. Ku mojemu szczęściu 24 sierpnia Ala Stanisławska umyła mi głowę w umywalce, a dzień później Kuba Jędrusik przyniósł dobre leczo, bo Rodzice przyjechali z wypoczynku na Islandii. Natomiast wieczorem Piotrek Stanisławski ściągnął starą wykładzinę i pojechał na parę dni nad morze. 26 sierpnia Iza pomogła mi w sprawach toaletowych i nadal szukałyśmy pielęgniarki na stałe. Prawdę mówiąc, byłam już zmęczona tą sytuacją, bo to taka nerwówka. Magda z "MOPSU" dowiedziała się, że przysługuje mi pielęgniarska opieka długoterminowa, za którą nic nie płacę. No i zaczęła się zabawa w papierki, a za oknem znowu pojawiły się upały.

Aby jakoś się odświeżyć, 28 sierpnia poprosiłam o kąpiel Karolinkę Soczynską, która podcięła mi grzywkę - a wszystko po to, abym była elegancka następnego dnia. 29 sierpnia wyrwałam się do Chrząstawy Wielkiej, gdzie już rok mieszkają w swoim nowym domu Tadek i Dagmara z Lądka. Tak się fajnie złożyło, że była też u Nich Hania - Jego siostra ze swoim ślicznym, małym Jeremiaszkiem. Spędziłam więc upalny dzień na polskiej wsi wśród gromadki dzieci, potykających się o różnorakie zabawki. Na ich widok "PAJACYKOWI" zaświeciły się oczy.

31 sierpnia nastąpiła wielka logistyczna przeprowadzka szpitala im. Marciniaka do nowej siedziby przy ulicy Fieldorfa na Stabłowicach we Wrocławiu, a Iza przyszła do mnie ze swoją miłą koleżanką, pielęgniarką Agatką, i miałam kąpiel pod prysznicem. Pod wieczór zadzwoniła Joanna psycholog i opowiedziała o nowym oddziale neurologii dziecięcej. Muszę jakoś się tam wybrać i zawieźć artykuły szkolne, gdyż 01 września pożegnaliśmy wakacje, a Nowy Rok szkolny - dla sześciolatków i nie tylko - zapukał do drzwi. Piotrek Stanisławski położył kupioną wykładzinę, która jest bardzo ładna, w korytarzu, a mi wyleciał kolejny ząb. 04 września otworzyli we Wrocławiu, nieopodal nas, Narodowe Forum Muzyki; temperatura spadła do 20 stopni, a mnie znowu odwiedziła Agatka pielęgniarka i Piotrek z dobrym obiadem. 06 września odbyło się w Polsce Referendum. Niestety, frekwencja głosujących była zbyt niska i głosowanie zakończyło się fiaskiem.

Wśród tego zamieszania i wielu wydarzeń cały czas szukałam pielęgniarki. Kolega Paweł zadzwonił do mnie 08 września z informacją, że znalazł Panią Anię, która ma się ze mną skontaktować. Zanim to nastąpiło, 09 września Ania - świeżo upieczona mężatka - przyniosła mi nowiutkie maskotki ze swojego ślubu. Dzieciaki na pewno się ucieszą. Tego też dnia złożyłam życzenia urodzinowe Joli, a Piotrek skończył listwy przy wykładzinie. Aby nam się nie nudziło, wysiadł kran przy wannie. No i się zaczęło od 10 września montowanie, sprawdzanie, gdzie kapie i leci. Tego też dnia przyszła wspomniana Pani Ania od Pawła. Pracuje w Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Rędzińskiej, ale na zmiany. Po rozmowie chyba Jej się odechciało, bo w domu ma małą córkę, której nie ma z kim zostawić. Umówiłyśmy się wstępnie na 16 września. Pomiędzy naprawą kranu 11 września przy chłodnej, ale słonecznej pogodzie, Iza zrobiła mi kolejną lewatywkę przed swoim urlopem na Mazurach. Piotrek natomiast musiał wymienić nowy kran, bo był nieszczelny. Finisz prac remontowych i udana kąpiel, przy której pomogła mi Karolinka, nastąpiły 12 września. O, jak dobrze mi było pod ciepłą wodą.

Piękna, słoneczna pogoda z coraz krótszymi dniami dopisała w niedzielę - 13 września - kiedy to Estera i Jamie zabrali mnie do kościoła, a potem na grilla we wsi Ramiszów, gdzie mieszka Siostra Estery - Ada, a obok których wybudował się Paweł. Miałam więc świeże powietrze, smaczną karkówkę i gromadkę dzieci na trampolinie. Tego też dnia odwiedziła nas Ciocia Irena z Katowic, bo przyjechała na otwarcie Narodowego Forum Muzyki.

Przez cały czas trwało załatwianie papierków do poradni medycznej przy ulicy Hirszwelda, gdyż mieli mi stamtąd przyznać pielęgniarkę do kąpieli i lewatyw. Zajmowała się tym Magda - ranna opiekunka z "MOPSU" , która 15 września wezwała mi z przychodni Dr Kwiecińską. Poprawiła ten świstek, bo coś tam było nie tak, osłuchała mnie, a wniosek do Sokołowska leży w rejestracji, bo zapomniała. Niestety, nic z tego nie wyszło, bo oni chcieli, aby dostarczyć na miejsce całą moją dokumentację onkologiczną, a nie było komu. Jedna sprawa mniej. Z kolei 16 września Emila, moja dawna sąsiadka z drugiej bramy (teraz mieszka w Szczodrem), wzięła w swoje ręce załatwianie mi tygodniowego pobytu w Sokołowsku. Wypełniłyśmy wszystkie papiery, formularze i już myślałam, że jest jakaś nadzieja, a oni jeszcze chcą aktualne wyniki badań. Tego już nie przeskoczę z Mamą, która jest przeciwna jakiejkolwiek papierologii. Aby poprawić sobie humor i trochę odpocząć od tego wszystkiego, 19 września, przy pięknej pogodzie, wybrałam się z kolegą Tomkiem na spacer i drobne zakupy. W jednej z aptek dostałam szczepionkę przeciw grypie.

I w tym momencie nie wiem, co pisać dalej, gdyż warto by było pojechać do nowego szpitala na Stabłowice, gdzie już na mnie czekają. Miło, ale nikt nie ma czasu zawieźć tam "PAJACYKA" z przygotowanymi od dawna torbami. 20 września stopniowo zaczęło się ochładzać, a Wojtek z Ewą zabrali mnie na pizzę do rynku. Pobawiłam się z małą Emilką i wypiłam piwo z sokiem, które rozluźniło mi napięte mięśnie. 22 września stał się cud. Andrzej - współpracownik Irka - zawiózł pierwszy raz "PAJACYKA" na nowy oddział neurologii dziecięcej. Powiem szczerze, że nie przypadł mi on do gustu. Oddałam torby z rzeczami dla dzieci, Asia psycholog pokazała wszystkie pomieszczenia, a w jednej z sal spotkałam Monikę Irka z Michałkiem. Miał badania. Po zaaplikowaniu szczepionki przeciw grypie zabraliśmy Ich do domu.

I tak oto 23 września przywitaliśmy kalendarzową jesień z chłodną, ale słoneczną pogodą, a Agatka zrobiła mi kolejną lewatywę. Nie lubię pisać o chorobach, ale tym razem coś zadziałało nie tak i następnego dnia, 24 września, była katastrofa. Dopadły mnie dolegliwości żołądkowe. Wszyscy, łącznie z Izą, która nakarmiła mnie ryżem, zastanawiali się nad przyczyną. Czyżby po szczepionce? Na szczęście szybko przeszło i wróciłam do normalnego życia. 25 września odwiedziła mnie Agnieszka Rożek i przyniosła ciastka dla dzieci. Jednym słowem "PAJACYK" zaczął zbierać wszystko, co się da. Na drugi dzień przed niedzielą 26 września Karolinka Soczynska wykąpała mnie, bo dalej nie miałam stałej pielęgniarki. I tak oto 27 września poszłam czysta do kościoła z Jankiem Krasą, a potem wyciągnęłam Go po zakupy do "CARREFOURA", aby wykorzystać piękne słońce. Przy okazji porobiłam parę zdjęć i zjedliśmy obiad.

I tak oto wrzesień dobiegał końca, a dni stawały się coraz krótsze i chłodniejsze. 29 tego miesiąca wpadła Dorotka Łobodzińska i przyniosła mi cukierki dla dzieci, a ja zaczęłam myśleć nad następną wyprawą na oddział. Nie lubię tego okresu, bo w mieszkaniu zaczęło się robić coraz chłodniej i 30 września włączyli centralne.

Wraz z rozpoczęciem roku akademickiego - 01 października - "PAJACYK", korzystając z tego, że Janek miał urlop, wybrał się drugi raz do dzieci na Stabłowice. Tym razem wypróbowaliśmy komunikację miejską. Tramwaj 20-tka zawiózł nas pod sam szpital. Pogoda nam dopisała i mogłam porobić zdjęcia w słońcu. Wracając do domu, policzyłam przystanki. Było ich tylko 21. Ledwo żywa, ale szczęśliwa, bo dzieci się ucieszyły, napisałam kolejny artykuł i poszłam spać. Przeniesienie szpitala skomplikowało mi badania kontrolne u kardiologa. Tak daleko już nie będę miała z kim dojechać. Dlatego też musiałam skorzystać z pomocy Beaty i Jacka, którzy wpadli z dobrym likierem 03 października i umówili mnie na 12 X w przychodni przy pl. Hirszfelda, gdzie Ona pracuje. Tego też dnia Estera z Adą mnie wykąpały. W niedzielę 04 października całkiem niespodziewanie trafiła mi się piękna wycieczka do zabytkowej Świdnicy. Zabrał mnie tam Arek - Mąż Joli. Cały dzień spędziłam w pięknym ogrodzie i zwiedzałam miasto. Pogoda dopisała i nie chciało mi się wcale wracać do Wrocławia. W domu - jak to w domu - każdego dnia nowe problemy. 06 października spisali w "Mopsie" nową umowę, a Ada z Ramiszowa podrzuciła mi ładne kubeczki dla dzieci. Cały czas szuka dla mnie pielęgniarki. Ja natomiast w całym tym galimatiasie zaczęłam myśleć o zbliżającej się pielgrzymce do Grobu św. Jadwigi w Trzebnicy. Zadawałam sobie pytanie, czy iść, czy dać sobie spokój? Tak na dobrą sprawę to nie miałam z kim się dogadać, bo już niestety coraz mniej osób się kręciło wokół mnie. Nie wiem, z czego to wynika, ale w momencie, kiedy mamy te usługi z "MOPSU", to ludzie sobie odpuścili. Było to dla mnie bardzo krzywdzące, bo ile można być ubieraną i sadzaną od rana na twardy stołek? A gdzie jakieś wyjścia czy przyjemności? O wszystko musiałam się kłócić. Z Marcinem i Agnieszką też straciłam już kontakt. Wiem, że ostatnio byli na urlopie za granicą. I tak oto stawałam się coraz bardziej zgorzkniała. 07 października Mariusz Jędrusik podrzucił mi gulasz, kubeczki oraz bajki dla dzieci. Moja 87- letnia Mama nie radzi już sobie z gotowaniem i co jakiś czas ktoś coś nam podwozi. Po długiej przerwie 08 października zaczęłam ćwiczyć z Panem Arturem, a 11 października wybrałam się z Jankiem do kościoła, a potem po zakupy, gdyż najwyższy czas pomyśleć o zniczach.

Następnego dnia - 12 października - przy paskudnej, deszczowej pogodzie pojechałam do Beaty na USG serca. Wszystkie wyniki wyszły pozytywnie, tylko lekarka była niesympatyczna. Według Niej już nie muszę przyjeżdżać do dalszych kontroli. Przepraszam, ale ja mam inne zdanie na ten temat. Rozgoryczona takim przyjęciem przez lekarkę, nie patrząc na nic, we wtorek - 13 października - poprosiłam Jasia, aby zawiózł trzeci raz "PAJACYKA" do szpitala na Stabłowice. Dosyć szybko pokonaliśmy 21 przystanków dwoma tramwajami i już byłam wśród swoich. Porozmawiałam z Joasią psycholog, zebrałam od lekarek intencje do modlitwy na pielgrzymce, a obdarowane zabawkami i słodyczami dzieci dodały mi energii. Następnego dnia - 14 października, w Dniu Edukacji Narodowej - obdzwoniłam wszystkie moje nauczycielki i złożyłam Im życzenia, a Agatka przyprowadziła z pracy Panią Grażynkę, która podjęła się pomagać mi w czynnościach higienicznych za .... 250 zł miesięcznie, oprócz piątków i weekendów. Nie bardzo mi się to spodobało, bo trudno jest dostosować tak swój organizm. Niestety, nikt tego nie rozumie. 15 października minęło 25 lat od śmierci Taty, a do mnie przyjechał drugi raz Pan Artur.

Dzień przed pielgrzymką do Trzebnicy odwiedził mnie Arek z Polanicy i przywiózł zabawki dla dzieci, a nasza lodówka wzbogaciła się o makaron z sosem. 17 października Marcin podrzucił mnie samochodem do wsi Malin, skąd ruszyłam z Asią Bator do Grobu św. Jadwigi. Niestety, nie poszedł z nami, bo miał problemy zdrowotne. Oprócz Wojtka i Tomka po błocie w mżawce pchali mnie wszyscy, a ja się modliłam w powierzonych mi intencjach. Marta i Asia dbały o to, abym nie była głodna. Mama w tym czasie razem z Panią Jolą sprzątnęły mój pokój. Ślicznie umyte okno zwróciło moją uwagę. W niedzielę Pani Grażynka pomogła mi w sprawach intymnych, ale była niezadowolona, bo to święto. Wózek był tak zabłocony, że Wojtek zabrał go na pobliską myjnię samochodową.

I tak oto życie toczyło się dalej, a my wraz z nim. 20 października odwiedził mnie Mateusz z Kłodzka i w mglistą pogodę pojechaliśmy do "CARREFOURA" po kolejne znicze, a potem z Jego kolegą Tomkiem do rynku na gorącą czekoladę w "Witamince". Natomiast wieczorem przyjechała Ada z Ramiszowa. Znalazła dla mnie miłą Panią Dorotkę do kąpieli i lewatyw. Za miesiąc chce 180 zł . No, to jest różnica w cenie w porównaniu z Panią Grażynką. Tylko musiałyśmy się dogadać. Zanim to nastąpiło, bo wyszły jakieś drobne nieporozumienia, 21 października wykąpała mnie jeszcze Karolinka; dzień później Pani Jola umyła drugie okno, a ja poćwiczyłam kolejny raz z Panem Arturem. Oprócz tego co chwilę ktoś mnie odwiedzał. I tak 24 października wpadła Irenka z kubeczkiem i maskotką dla dzieci, a Pani Jola umyła nam trzecie okno. 25 października wraz z Wyborami Parlamentarnymi do Sejmu i Senatu, które wygrało PIS, przeszliśmy na czas zimowy, cofając zegarki o godzinę, a Janek Krasa wziął mnie do kościoła i na głosowanie.

I tak oto miesiąc dobiegał końca, a ja jeszcze w piątek 30 października zrobiłam zakupy z Marcinem i z Agnieszką w Galerii Dominikańskiej. Kupiłam śliczne, sztuczne kwiaty na grób. Potem poszliśmy na winko i pizzę. 31 października Asia Bator przyniosła mi kolejne zabawki, a wieczorem Karolinka mnie wykąpała już ostatni raz.

Na cmentarzu 01 listopada we Wszystkich Świętych pogoda nam dopisała. Było ciepło i słonecznie. Po zapaleniu zniczy na grobach Bliskich pojechałyśmy na dobry obiad do Beaty i Jacka. W Zaduszki - 02 listopada - odwiedziła mnie Pani Dorotka i pomogła w sprawach toalety, a następnego dnia wieczorem mnie wykąpała. Dostałam też obiady od drugiej Dorotki.

I tak sobie mijał czas przy zmiennej pogodzie, ale jak na początek przedostatniego miesiąca roku było całkiem ciepło. 04 listopada zrobiłyśmy z Mamą 30 paczek mikołajkowych dla dzieci ze szpitala. W każdej była maskotka w czapce i jakaś zabawka. Na koniec dołożymy słodycze. 06 listopada znowu odwiedziła mnie Pani Dorotka i już myślałam, że jakoś się dogadałyśmy. 07 listopada w pochmurną, deszczową, ale ciepłą pogódkę wybrałam się na spacer do parku z Adą i Filipem z Ramiszowa. Przynieśli mi dużo cukierków do paczek. Zjedliśmy dobre lody, a potem dzieciaki wyszalały się na pobliskim placu zabaw w Parku Staromiejskim. 08 listopada zza chmur wyszło słońce, a mnie odwiedziła Asia Bator. Dwa dni później - 10 listopada - namówiłam Piotrka Krajewskiego, aby zawiózł czwarty raz "PAJACYKA" do szpitala na Stabłowice. Niestety, przy wietrznej pogodzie byłam tam bardzo krótko, bo śpieszył się do pracy. Tego dnia Pani Dorotka mnie wykąpała i położyła do łóżka.

I tak oto byłam czysta i świeża 11 listopada w dniu 87 Urodzin mojej Kochanej Mamy. W ramach prezentu zamówiłam u Beaty tort bezowy, który wszystkim smakował. Wśród licznych gości przyjechał Tadeusz z Dagmarą z Chrząstawy Wielkiej i przywieźli mi świeże jajka od Pani Bogusi z Lądka oraz fajne spodnie i rękawiczki od Hani z Anglii. Następnego dnia - 12 listopada - kiedy to złożyłam życzenia imieninowe Reni Jędrusik, Pani Dorotka odmówiła współpracy i znowu zostałam bez pielęgniarki. W sukurs przyszła mi Pani Janka z drugiej bramy i zrobiła lewatywę. 14 listopada terroryści zaatakowali Paryż. Poginęli ludzie. Pogoda się psuła z dnia na dzień, a ja 15 listopada wybrałam się z Esterą i Jamiem do kościoła, a potem w "KAUFLANDZIE" kupiłam słodycze do paczek, bo już się pojawiły wyroby świąteczne. Jeśli chodzi o politykę, to 16 listopada było zaprzysiężenie nowego rządu, którego premierem została Beata Szydło. Tego też dnia odwiedziła mnie Karolinka z Wałbrzycha, bo miała we Wrocławiu parodniowe szkolenie. Wykorzystałam więc okazję i dałam Jej słodycze dla dziewczynek z okazji Mikołaja i pierwszych urodzin (08 XI) Jagódki, a Mama rano powiązała paczki. 17 listopada przy paskudnej, wietrznej pogodzie Jacek z Beatą zabrali mnie do okulisty w przychodni przy pl. Hirszfelda. Tym razem trafiłam na miłą lekarkę, która zbadała mi oczy, zapisała nowe szkła, ale zabiegu zaćmy w prawym oku i tak nie uniknę. 18 listopada Agatka od Izy zrobiła mi lewatywę. Przy okazji się nasłuchałam, jaka to jestem niezaradna, bo już dawno z Mamą powinnyśmy być w Domu Pomocy Społecznej. Nie chcę tego komentować.

I tak sobie czas leciał, a mnie 19 listopada odwiedził Irek. Z uwagi na swoją grudniową operację przez jakiś czas będzie wyłączony z obiegu. Dogadał się za to z kolegą Piotrkiem, który ma busa dla niepełnosprawnych i może mnie dwa razy w miesiącu za 160 zł (kurs 80 zł) zawozić do nowego szpitala. Pomysł ten spodobał mi się, bo w taki oto sposób nareszcie zostanie to jakoś uregulowane. 20 listopada wpadła powtórnie Karolinka z nowym kalendarzem, a ks. Grzegorz przywiózł mi z Michalic ładne maskotki. Obydwoje z Karolinką namawiali mnie na operację oka. Tego też dnia, przy otwarciu kolorowego Jarmarku Bożonarodzeniowego w rynku, zepsuł mi się definitywnie Internet w laptopie. Mama Marka podrzuciła mi piękne czekolady dla dzieci. Dam je, razem z dużymi maskotkami, pod choinkę. 21 listopada Irek wziął mnie do "Optyka" pod Arkadami, gdzie zamówiłam sobie nowe szkła i oprawki za 120 zł u znajomej Pani i od poniedziałku byłam elegancka, a co najważniejsze, lepiej widziałam literki w komputerze. Przy okazji zwiedziłam Jarmark, zjadłam dobry obiad w Hali Targowej i dokupiłam jeszcze lizaki dla dzieci. 23 listopada spadł pierwszy śnieg i pokrył nieśmiało trawniki za moim oknem. Niestety, długo się nie utrzymał, a ja dalej szukałam pielęgniarki. Na razie pozostała mi Pani Janka z drugiej bramy. W swoje imieniny - 25 listopada - miałam trochę gości, a wśród nich moje nauczycielki z podstawówki i z liceum. Miło, że pamiętały. Dopiero wieczorem wpadł Jacek z Beatą i przynieśli Ajerkoniak. Tego mi było trzeba. Napięcie mięśni znikło szybciutko, a świat wydał się lepszy. Szkoda tylko, że to tak krótko trwa! 26 listopada dostałam piękny dres od Rodziców Karolinki z Wałbrzycha, a kolega Edek odwiedził mnie z piękną, białą różyczką i z miłą Panią Agnieszką, która obiecała znaleźć nam kogoś do kąpieli. Natomiast wieczorem wpadła Kasia Madej z Kozanowa. Rok temu wyszła za mąż. Następnego dnia - 27 listopada - spotkała mnie miła niespodzianka. Mały Kuba z Ostrowa Wlkp. razem z Mamą przysłali "PAJACYKOWI" piękne zabawki. Rano - w sobotę 28 listopada - dzięki pomocy Mariusza i Renatki Jędrusik dotarłam znowu do "Optyka", bo uwierały mnie nowe okulary. Przy okazji dokupiłam jeszcze pięć czekolad z Mikołajem na etykietce. 29 listopada przyjechał do swoich Rodziców Piotrek Buczyłko. Razem chcieliśmy naprawić Internet w laptopie. Efekt był opłakany, gdyż zepsuliśmy wszystko. Zostałam bez dostępu do sieci. W ramach rekompensaty dostałam za to kilka zabawek od Asi Bator. Na szczęście w Andrzejki - 30 listopada - przyszli mechanicy i szybko naprawili awarię rutera. Tego też dnia poznałam miłą Panią Ewę od Edka, która wieczorem mnie wykąpała, a siwe włosy potraktowała szamponem koloryzującym. Może zostanie na dłużej? Natomiast Dorotka przyniosła mi nowy biustonosz.

Ostatni miesiąc roku zwariował pod względem pogody. Istna wiosna za oknem, a w przydomowych ogródkach pojawiły się kwiatki. 01 grudnia odwiedziła mnie Agnieszka Rożek ze słodyczami dla maluchów. Miałyśmy miły, wspólny czas. Podobały Jej się moje paczki mikołajkowe, które już jako piąty "PAJACYK" zawiozłam 03 grudnia do szpitala przy ul. Fieldorfa na Stabłowicach. Przebrana za św. Mikołaja, ze świecącą czapką na głowie, rozdałam kolorowe prezenty. Radość była nie do opisania, bo spełniłam każde dziecięce marzenie.

W imieniny św. Barbary - 04 grudnia - w jesienną pluchę wybrałam się z Agnieszką i Marcinem na Bielany do supermarketu "Auchan" po świąteczne zakupy. Zjadłam dobrą rybkę na obiad i wydałam wszystkie pieniądze, a Irek w tym czasie miał zabieg przepukliny. Następnego dnia - 05 grudnia (urodziny mojego Taty) - przy słonecznej pogodzie odwiedziła mnie i Mamę Ala Łagodzińska, która już od lat kibicuje "PAJACYKOWI". W zaczarowany dzień św. Mikołaja - 06 grudnia - spakowałyśmy z Mamą duże maskotki i czekolady dla dzieci pod choinkę. Wyszło 5 toreb. Wieczorem Pani Janka zrobiła mi lewatywę, bo nadal szukałam pielęgniarki.

Im bliżej Świąt Bożego Narodzenia, stale ktoś przynosił nam coś do jedzenia. I tak 10 grudnia po długiej nieobecności pojawiła się Grażyna Kaczmarek z Wojtkiem. Dostałyśmy potrawy wegetariańskie. Nawet dobre. Jednym słowem, było co połasować. Niestety, organizm ludzki jest tak skonstruowany, że trzeba się oczyszczać. Dobrze, iż Pani Janka mieszka w bramie obok. 12 grudnia wybrałam się w paskudną, wietrzną pogodę po zakupy świąteczne z Wojtkiem i Ewą. Miałam okazję pobawić się z małą Emilką i zjeść dobrą bezę oraz uwiecznić na zdjęciu choinkę w rynku. W 34 Rocznicę Stanu Wojennego - 13 grudnia - Janek Krasa zabrał mnie do kościoła, a potem na obiad do "Mc Donalda". W tramwaju spotkałam miłą Kasię pracującą we wspólnocie "ARKA". Jak co roku organizują zabawę sylwestrową. Może uda mi się dojechać? Zobaczymy.
Tuż przed ostatnią w tym roku wyprawą do dzieci - 16 grudnia - odwiedził nas Pan Zbyszek - kolega Taty - i przyniósł Mikołaje z czekolady dla dzieciaków.

I tak nadszedł bardzo ciepły 17 grudnia, kiedy to, zamieniona w szóstego, świątecznego "PAJACYKA", pojechałam busem do dzieci do szpitala na Stabłowicach z dużymi maskotami i czekoladami pod choinkę. Nie chwaląc się, zabawki miałam śliczne: grające słonie, pianino i szczekającego psa. Dzieciaki oniemiały i dziękowały. W domu byłam bardzo późno, gdyż bawiąc się w świetlicy z małymi pacjentami, czekałam na Piotrka. Napisałam ostatni artykuł w tym roku, wysłałam księdzu Grzegorzowi na stronkę i zasnęłam kamiennym snem. Jeszcze mi tylko zostało "PODSUMOWANIE ROKU", ale jak tylko siadałam do pisania, to stale coś, albo ktoś mi przeszkadzał, a w drukarce zabrakło czarnego tuszu.

Następnego dnia - 18 grudnia - przyszła do nas kontrola z "MOPSU" sprawdzić, czy jesteśmy zadowolone z opiekunek? Pozwólcie, że nie będę się wypowiadać w tym względzie. Przyszłość sama pokaże. 19 grudnia odwiedziła mnie Asia Bator z kolejną porcją jedzenia, a Jacek zmienił mi tusz w drukarce i zaprosił nas na Wigilię. W wiosenną niedzielę - 20 grudnia - wybrałam się z Tomkiem Jarkiem na szalone, świąteczne zakupy do supermarketu "AUCHAN" na Bielanach. Wydałam mnóstwo kasy na bakalie, szprotki - ot, takie rzeczy, których się nie je na co dzień. Chciałam, aby w domu troszeczkę zapachniało świętami. Pomogli mi w tym znajomi, którzy co chwilę coś przynosili, a lodówka pękała w szwach. 21 grudnia Pani Janka zrobiła mi jeszcze lewatywę i orzekła, że czwartego stycznia wyjeżdża na miesiąc do Niemiec do pracy. Znowu muszę kogoś szukać.

22 grudnia przy plus 15 stopniach na termometrze przywitaliśmy kalendarzową zimę, a w przydomowych ogródkach zakwitły kwiatki. I jak tu ubierać choinkę? Edek przyprowadził mi pielęgniarkę z ogłoszenia. Pani Lucynka za godzinę chce 15 zł i ma drugi plus. Stosunkowo blisko mieszka, a co z tego wyniknie, to zobaczymy. Po południu drzwi się nie zamykały, bo wszyscy znajomi za punkt honoru przyjęli sobie zaopatrzyć nam lodówkę. I tak Kasia Madej-Szeliga zrobiła kotlety schabowe z ryżem, a Bogusia, której dawno nie widziałam, wraz z piernikiem podzieliła się nowiną . Sprzedała samochód, wynajęła mieszkanie, bo 04 lutego leci na pół roku do Peru. W Limie leżącej nad Oceanem Spokojnym będzie się zajmować dziećmi w Domu Dziecka jako wolontariuszka. Zatkało mnie. To tylko mogą młodzi wymyślić takie rzeczy. Wieczorem Karolinka Soczynska jeszcze mnie wykąpała, za co byłam Jej bardzo wdzięczna, a Mateusz Haglauer podrzucił pachnące gałązki choinki do flakonu i słodką kutię.

Dawno nic nie pisałam o swojej gimnastyce z Panem Arturem. Ostatni, szósty raz spotkaliśmy się w listopadzie, a potem niestety ze względu na nieuregulowane sprawy pielęgniarskie musiałam odwołać nasze zajęcia, gdyż nie mogliśmy dopasować się godzinowo, a ciągle odmawiać i się wykręcać to tak głupio. Uważam, że postąpiłam uczciwie. Na pewno ucierpią na tym moje napięte mięśnie.

23 grudnia nastąpił odwiedzin ciąg dalszy. Marcin z Agnieszką przynieśli mi komplet pościeli dla Mamy pod choinkę i złożyli życzenia. Po południu Iwo podzielił się smaczną chałwą z Ukrainy, a Mariusz Jędrusik przyniósł nam wszelakie dobro w postaci śledzia, rybki w galarecie i czegoś do odgrzania na obiad. I takim oto sposobem na dwa tygodnie mamy jedzenie zapewnione. Wśród korespondencji świątecznej dostałam piękną kartkę z życzeniami i kalendarz ścienny od Jurka Owsiaka z WOŚP. Jak co roku przekażę go na oddział neurologii dziecięcej.

W Wigilię - 24 grudnia - Magda z "Mopsu" ładnie mnie ubrała ostatni raz, bo w święta nie pracuje. Przed nadejściem pierwszej gwiazdki obejrzałam śliczne, praktyczne prezenty od Mamy, posłuchałam kolęd, a wieczorem przy plus 14 - stu stopniach synowie Beaty i Jacka zabrali nas na Wieczerzę z dwunastoma tradycyjnymi potrawami. Mijając szpital na Stabłowicach, pomyślałam o dzieciach. Ciekawe, ile Ich zostało na oddziale ? W Boże Narodzenie - 25 grudnia - Pani Jola mnie ubrała, a pełne jelito odmówiło posłuszeństwa. Na szczęście wpadła jeszcze Pani Janka i pomogła. Dzięki temu mogłam spokojnie porozmawiać z Asią Skutnik, bo mnie odwiedziła. Dawnośmy się nie widziały. Natomiast drugiego dnia świąt - 26 grudnia - wpadli z kutią Ala i Piotrek Stanisławscy. Miło, bo nie siedziałyśmy same. Podobał Im się mój nowy dres. Kolorem pasuje do oprawek okularów. 27 grudnia Bogusia zabrała mnie na ostatni, wspólny spacer po rynku, gdzie wybudowali ogromną scenę na Sylwestra. Zrobiłam parę fotek, a potem zjadłyśmy dobry, zwykły obiad, a ja wypiłam sobie lampkę czerwonego wina, które rozluźniło mi mięśnie.

Nie wiem, jak mam zakończyć ten tekst, bo jeszcze może coś się wydarzyć w ostatnich dniach i godzinach tego roku, ale najwyżej coś dopiszę. Z prognozy pogody wiem, że podobno ma się ochłodzić. Zobaczymy.






- Kasia -


Wrocław, dn. 31 grudnia 2015 roku.