Cud się stał, ale posłuchajcie...




Święta Wielkanocne coraz bliżej, odmówiłam chemioterapię tylko po to, aby jakoś dojechać z maskotkami w postaci zajączków na oddział neurologii dziecięcej w szpitalu im. Marciniaka przy ul. Fieldorfa we Wrocławiu. Spakowałam z Mamą torby i cierpliwie czekałam aż ktoś mnie tam zawiezie. Zlitowała się Renia - moja koleżanka i dnia 28. 03. 2018 roku dała mi całą ekipę w postaci nauczycieli i wolontariuszy. Jak pomyślałam, że mamy się tarabanić z tymi wszystkimi tobołkami tramwajem, to mi się odechciało. Jeszcze nie wiadomo jaka będzie pogoda, bo marzec jest ostatnio kapryśny. Niewiele myśląc poprosiłam o pomoc Piotrka z busem aby nas zawiózł w jedną stronę. Niestety stało się inaczej, bo samochodzik wysiadł. Chcąc nie chcąc pojechaliśmy dwoma tramwajami.

Na szczęście pogoda nam dopisała i humorki też. Na oddziale pełno dzieci w różnym wieku. Nie ma Joasi psycholog, ale wszyscy są powiadomieni o przyjściu PAJACYKA .Wszystkie skarby rozkładamy na świetlicowym stole . Dzieciaki rzuciły się na kolorowe maskotki wielkanocne i słodycze. W powietrzu fruwały balony. Skorzystałam z okazji i poszłam z życzeniami do dr Ujmy. Chwilę rozmawiamy o mojej chorobie i o oku. Radzi mi jak najszybciej zrobić operację zaćmy. Problem w tym, że muszę się najpierw pozbyć raka. Składam wszystkim życzenia świąteczne i po dobrych pierogach w barze szpitalnym wracamy szczęśliwie do domu. Dziękuję swoim towarzyszom i teraz mogę z czystym sumieniem wziąć udział w wielkopiątkowej liturgii i usiąść z radosnym sercem do wielkanocnego stołu, oczekując Zmartwychwstałego.

Kasia .

- Kasia -


Wroclaw, dnia 1 marca 2018 r.