Fragment pamiętnika - 12 VIII 2017 roku – - ślub Karoliny i Marcina -


. Ochłodziło się i zachmurzyło. Do kitu. Mój zaplanowany strój weselny wziął w łeb. O godz. 8.30 Martyna mnie umyła i wystroiła w czarne spodnie i bluzkę z perełkami od Joli ze Świdnicy. We włosy wpięłam szpilki od Asi. Nie jest to to, o czym marzyłam, ale już się nie kłócę.

Coś jem i piszę przy radio pamiętnik. Asia dojechała ładnie ubrana po godzinie 13.00. Jest elegancko ubrana. Za chwilę przyszła Ilonka z całym zestawem kosmetycznym… Malują mi oko. Ładnie wyszło i pasuje do bluzki od Joli. Dzwonię do Niej. Ucieszyła się. Powoli schodzimy, bo Pan Michał – kolega Wojtka - będzie o godzinie 14.30. I rzeczywiście dojechał. Pakuje nas do samochodu, dziękujemy Ilonce, która ustawiła mnie do pionu, bo tak kazał Jej Tomek. Wyczuł mój strach przed uroczystością i prosił, aby dodała mi odwagi. I udało się….

Jadąc po rozkopanej drodze do Bazyliki św. Jadwigi w Trzebnicy rozmawiamy z Panem Michałem. Miły człowiek. Biega w maratonach. Trzebnica zawsze kojarzy mi się z dzieciństwem. Ile tu łez wylałam po operacji nóg. Dobre, stare czasy. Teraz nikt już nie pamięta tutejszego sanatorium. Przed godziną 16.00 jesteśmy pod Bazyliką. Pstrykam pierwsze zdjęcia.

Coś mi aparat szaleje, ale może wytrzyma? O, są już goście. Wujek Stanek pomógł nam pokonać schody. Siadam z Asią z tyłu i modlę się. W jednej z ławek siedzi Ciocia Irena z Katowic i… się przeraziłam – bo zobaczyłam brata ojca Beaty. Ma 90 lat i jest do niego bardzo podobny. Ceremonia zaślubin była osnuta na kanwie 1 Listu do Koryntian, rozdz. 13, Hymn o Miłości. Piękne porównanie oblubieńca i oblubienicy, czyli Marcina i Karoliny. Ona ma śliczną suknię z trenem. Niewiele widzę jednym okiem, ale Asia robi zdjęcia.

Zamyśliłam się – też bym tak chciała… stanąć na ślubnym kobiercu, mieć u boku ukochaną Osobę, ale nie było mi to dane. Dobrze, że spotkałam na swojej drodze Tomka. Dotarło do mnie, jakie to ważne mieć przyjaciela od Boga. Zaglądając w głąb swojego serca, dziękuję w modlitwie za Niego i za Mamę. Szkoda, że została w domu. Po pieśni „Ale Maria” składamy Młodym życzenia. Wręczam prezent przed kościołem.

A potem jedziemy z Wojtkiem do Machnic na wesele. Do samochodu wsiadła Anetka – żona Krzyśka. Rodzi we wrześniu. Po chwili jesteśmy na miejscu. Poznaję staw, bo tędy chodzimy z Pielgrzymką. Przed lokalem „Stary Folwark” z dużą salą weselną witamy Młodych chlebem i solą. A potem już była zabawa, tańce do białego rana.

Siedzimy przy stole rodzinnym. Jest Jacek i Beata, i Ciotka Irena. Niestety nie można porozmawiać, bo jest za głośno. Wino i szampan mnie rozluźniły. Bawię się z Asią na parkiecie. Małgosia, bratowa Beaty, pomogła nam w ubikacji. Co jakiś czas wychodzimy na taras pod rozgwieżdżone niebo zaczerpnąć powietrza. Dzwonię do Mamy, która ma Beatę w domu. Tomek się cieszy, bo słyszy mój wesoły głos. O północy są oczepiny i tort. Ale już jestem zmęczona, bo za dużo wypiłam i zjadłam, a było w czym wybierać. Pan Michał zabrał nas o godzinie 2:30. Obudziłam Mamę i Beatę. Na górę ledwo mnie wnieśli. Mama się położyła w drugim pokoju, a my u mnie. Zasnęłam kamiennym snem. Dzięki Ci, Boże, za ten dzień!

- Kasia -


Wroclaw, 12 VIII 2017 roku