Fragment pamiętnika – 15.X. 2017 -
pobyt w Świdnicy


W 27 rocznicę Taty śmierci też była piękna, słoneczna pogoda. Rano zadzwoniła Ala Chybicka, że odszedł do Nieba. Szok! Natomiast rano przyjechała Renia Jendrusik o godz. 9:00 i mnie umyła, ubrała „Polar”. Nie dałam rady przekonać ani jej ani mamy, że będzie mi za gorąco. Za godzinę przyszedł kolega Mariusz, a za chwilę przyjechał Arek ze Świdnicy. Biorę „Ptasie Mleczko” i szybko schodzimy do samochodu.

Ale ciepło! O godzinie 10:30 dzwonię do Joli, że już jedziemy. Arek jest chory. Kicha i kaszle, biedny… Trasa wycieczki jest mi dobrze znana: Wrocław - Małuszów - Gniechowice – Mirosławice - Strzelce - Marcinowice - Świdnica. Zza okna samochodu podziwiam piękne, jesienne widoki. Złote drzewa mienią się w słońcu. Malarz by tego tak pięknie nie namalował.

Pod domem Arka i Joli parkujemy o godzinie 11:30 i dzwonię do mamy. Ale gorąco! Ledwo siedzę na wózku, bolą mnie plecy. Zdjęłam bluzę – teraz lepiej. Z ogrodu dzwonię do Tomka. Szykuje sobie jajecznice, a my jemy to samo. Pycha! Bawię się z kudłatą Majką i robię zdjęcia

Idziemy na Mszę Św. do ich parafialnego kościółka. Ładny. Akurat jest chór. Śpiewa piękne pieśni. Podchodzę do Komunii Św., jest mi lekko. Wracamy do stęsknionej Majki. Pod drzewem pijemy kawę. Jesteśmy umówieni w Szczawnie Zdroju z Karoliną i Marcinem z Wałbrzycha. Proszę ją o lek przeciwbólowy, bo ledwo siedzę. Korzystam z łazienki. Jola dała mi lekkie spodnie i bluzkę z krótkim rękawkiem. Wiesia z Adamem mają sweter. Jola włożyła mój Polar do pralki i dwoma samochodami jedziemy do Szczawna. Ostatnio byłam tam na weselu Karoliny i Marcina. Do „pijalni wód” idziemy śliczną aleją ze złotymi liśćmi na drzewach.

Majka szaleje. Pstrykam fotki. O, jest Karolina z rodziną. Ale dziewczynki urosły.

Zabrali mnie na obiad, a reszta towarzystwa poszła się przejść. Jemy pierogi, ja opowiadam Karolinie o leczeniu. Zadzwoniła do prof. Alicji Chybickiej. Weźmie mnie do swojej kliniki albo załatwi miejsce w hospicjum Bonifratrów. Wspaniale! Zobaczymy w czwartek. Dziękuję za spotkanie, łykam lek przeciwbólowy i wracamy do Świdnicy. Irek miał być o 19:00, ale utknął w korku – jakiś wypadek. Dopiero dotarł za 1,5 godziny. Czekamy na mniejszy korek i ruszamy w drogę powrotną. W domu byłam po 21:00. Jadzia już jest i Piotrek Stanisławski. Pomógł wejść na górę. O jak dobrze w łóżku.

- Kasia -


Wrocław, dn. 15.X.2017r.