Fragment pamiętnika - 27. 01. 2017 roku -
- piątek -


Tak jak przypuszczałam Beata dojechała o godz. 10.30. W międzyczasie Lucynka zamówiła mi lekarza z przychodni. Jeszcze listonosz przyniósł pismo z "MOPSU", bo niby nie zapłaciłyśmy za grudzień. Bałagan mają straszny. Za oknem piękne słońce, a mi się leje z nosa. Mimo tego piszę przy radio pamiętnik i czekam na dalszy bieg wydarzeń. Dzwoni Beata, że wpadnie po swojej kontroli u lekarza. O, to mogę się położyć pod ciepły koc. Zaraz zasnęłam. Obudził mnie miły lekarz o godzinie 16.00. Osłuchał, zmierzył gorączkę - prawie 39 stopni i zapisał antybiotyk oraz syrop. No to koniec.

Dzwonię do Lucynki i prozę aby mi wykupiła leki, bo Mama już z domu nie wychodzi. Wpadnie po recepty. Beata z Jackiem też są chorzy, a w szpitalach ze względu na grypę wstrzymali odwiedziny. Lucynka spotkała się w drzwiach z Irkiem, który bał się bakterii po przebytej grypie. Posadził mnie tylko na krześle i uciekł. Zjadłam jakiś ryż z jabłkiem i łyknęłam pierwszą tabletkę antybiotyku. Wieczorem przyszła Beatka i położyła mnie do łóżka.

- Kasia -


Wrocław, dn. 27 stycznia 2017 roku.