Fragment z pamiętnika
- 01. 07. 2017 roku - Michalice -


Dzień pełen emocji. Bóg przygotował mi miłą niespodziankę. Za oknem piękna, słoneczna pogoda. Rano, leżąc jeszcze w łóżku, odkryłam na komórce połączenie od Piotrka Krajewskiego. Trochę mnie to zdziwiło, gdyż już dawno nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Dzwonię do Niego o godzinie 8.30, ale nie odbiera. Natomiast Ilonka odpisała, że jest w Warszawie na Stadionie

Marta z Odnowy w Duchu Świętym pomyliła bloki i dotarła o godzinie 9.00. Żartując ze mną, próbuje rozładować wczorajszą, nieprzyjemną sytuację. Idziemy się myć, a tu dzwoni Piotrek i pyta, czy chcę jechać do Michalic odwiedzić ks. Grzegorza? Zatkało mnie. Tak - chcę! Wkładam lekką bluzkę, krótkie spodnie, a Tomek pisze coś o niezawinionym cierpieniu, którego dostąpiłam. Co można z nim zrobić? Ofiarować Bogu jako zadośćuczynienie. " Weźcie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie". Już po chwili przyjechał. Żegnam zdezorientowaną Mamę i schodzimy na podwórko. Tam jem pół kromki chleba, bo w domu nie zdążyłam, i czekamy na Piotrka. W sercu już wybaczyłam Tomkowi ten niewypał z dzisiejszym wyjazdem do Międzygórza. W ten sposób uczymy się siebie nawzajem, a najważniejsze jest w tym wszystkim to, aby nie nosić w sercu urazy. Jutro jedzie na spływ kajakowy i wróci za tydzień. Piotrek przyjechał przed godz. 11.00. Dziękujemy za pomoc Marcie i Tomkowi i ruszamy w swoją stronę. Magda jest na jakimś spotkaniu w Międzygórzu. Robimy zakupy na grilla w "Biedronce" i odbieramy od znajomych trzy małe córeczki Piotrka. Najstarsza Agnieszka, Asia i najmłodsza Ania, a niedługo przyjdzie na świat czwarta pociecha. No to mam "domowe przedszkole". Karmimy dzieciaki dobrą zupką, ja jem kromkę chleba i korzystam z WC, i ruszamy bliższą drogą nad piękny zalew do Michalic. Ksiądz Grzegorz już na nas czeka. Mijamy Oleśnicę i Namysłów.

Pod znanym mi już zabytkowym kościółkiem św. Michała Archanioła parkujemy o godzinie 14.35.

Dzwonię do Mamy i witamy się z uśmiechniętym ks. Grzegorzem. Niestety musi jechać na Mszę św. do drugiej wioski, my szykujemy grilla w pięknym ogrodzie, a dziewczynki baraszkują na świeżo skoszonej trawie.

Mam oczy dookoła głowy i pilnuję, aby nic się nie stało. Jest mi dobrze pod błękitnym niebem. Nieważne, że szaszłyki troszeczkę nam się podwędziły. Cichutko modlę się, a wiejący, ciepły wiatr unosi moje słowa w Niebiosa. Akurat wrócił ksiądz i jemy wspólny posiłek pod chmurką. Potem pokazał mi wnętrze kościółka po częściowym remoncie.

Piękny Ołtarz, sztukateria i złocenia zachwyciły moje oczy. Ludzie jeżdżą po świecie, zwiedzają inne zabytki, a nie wiedzą, jakie perełki architektoniczne mają we własnym kraju. W ramach zaległego prezentu imieninowego dałam księdzu książeczkę o św. Faustynie. Robimy zdjęcia, dostałam jajka od prawdziwej, wiejskiej kurki oraz ulotkę okulisty w czeskich Pardubicach. Robią tam zabieg usunięcia zaćmy od ręki. Warto spróbować. Nad zalew już nie idziemy, bo robi się późno i chłodno. Ksiądz pojechał do swoich zajęć, a my sprzątamy. Agnieszka pomaga mi pilnować młodszych sióstr. Przez ten cały, cudowny dzień złapałam z Nimi dobry kontakt.

O godzinie 17.20 dzwonię do Tomka i pytam nieśmiało, czy pomoże nam wejść po schodach? Nie lubię takich sytuacji, ale trudno. Ładujemy się do samochodu z "domowym przedszkolem" i jedziemy. Podróż szybko minęła, a ja, wchodząc z chłopcami po schodach, pokonałam swój Śnieżnik. Tomek był zdziwiony, że w ogóle potrafię chodzić. Przed pójściem spać podziękowałam Bogu za piękny, radosny dzień.

- Kasia -


Wrocław, dn. 01. lipca 2017 roku.