Takie tam majowe sprawy


Nie wiem czemu, ale po majówce jestem całkiem rozbita. Nasłuchałam się od znajomych gdzie byli i co robili. Jedni w górkach, inni w Czechach, a ja tylko raz na wrocławskim rynku, gdzie zabrał mnie w poprzednią niedzielę Tadek z Rodziną. Mimo brzydkiej pogody dawno nie widziałam tylu ludzi mówiących w różnych językach. W "Pizzy Hut" zjedliśmy dobrą pizzę,

a potem Amelia z Felusiem popuszczali kolorowe bańki mydlane. Ale fajna zabawa. Jedne owalne, drugie podłużne, a inne napełnione białym dymem. Rozpryskiwały się nad naszymi głowami.

Powiem szczerze, że nie chciało mi się wracać do domu i walczyć z nieustannymi problemami dnia codziennego. Nie mam już siły tłumaczyć każdemu, że nie wszystkie decyzje są ode mnie zależne. Czekam więc co mi przyniesie nowy dzionek.

- Kasia -


Wrocław, dn. 11 maja 2017 roku.