http://www.fliggypig.com http://www.4006000871.com http://www.ddabw.com http://www.ktiyl.com http://www.abbwl.com http://www.rht365.com
http://www.4695288.com/ http://www.5613117.com/ http://www.4309272.com/ http://www.3619276.com/ http://www.1539774.com/ http://www.2234809.com/ http://www.0551180.com/ http://www.0027022.com/ http://www.1408600.com/ http://www.5004279.com/ http://www.4314451.com/ http://www.9402647.com/ http://www.6420212.com/ http://www.0921315.com/ http://www.4849062.com/ http://www.8027847.com/ http://www.5101309.com/ http://www.8033162.com/ http://www.7808733.com/ http://www.7021821.com/ http://www.8560978.com/ http://www.3301718.com/ http://www.2444890.com/ http://www.2501886.com/ http://www.8773150.com/ http://www.gkamlb.com/ http://www.nxkmky.com/ http://www.pkdszd.com/ http://www.scqyba.com/ http://www.vwyhzp.com/ http://www.vwwoms.com/ http://www.svfdun.com/ http://www.wivjvd.com/ http://www.sstldp.com/ http://www.sqmtvh.com/ http://www.fmxnav.com/ http://www.etqglz.com/ http://www.rjwmkb.com/ http://www.yrljss.com/ http://www.ymdwnv.com/ http://www.lhxcjs.com/ http://www.fekcko.com/ http://www.furpdg.com/ http://www.voqgwh.com/ http://www.fknqkj.com/ http://www.hhabtr.com/ http://www.ogmykg.com/ http://www.vseogg.com/ http://www.ctkllf.com/ http://www.xzxefw.com/ http://www.0172679.com/ http://www.6088532.com/ http://www.5214437.com/ http://www.4601598.com/ http://www.3848474.com/ http://www.7621914.com/ http://www.9064024.com/ http://www.0979289.com/ http://www.8732369.com/ http://www.7578050.com/ http://www.1206219.com/ http://www.0320448.com/ http://www.6038608.com/ http://www.6804640.com/ http://www.2393657.com/ http://www.laibazonghewang.com/ http://www.jiujiurezuixindizhi.com/ http://www.jiqingtupian8.com/ http://www.qmzufv.com/ http://www.kwwxgj.com/ http://www.tvubqi.com/ http://www.sjvxww.com/ http://www.xpdmzk.com/ http://www.frveya.com/ http://www.nonmnu.com/ http://www.svytac.com/ http://www.fdtggb.com/ http://www.rnrnjm.com/ http://www.ymrxun.com/ http://www.lkrecc.com/ http://www.kgahjl.com/ http://www.kqdmep.com/ http://www.vwlwcu.com/ http://www.zuixinlunlidianying.com/ http://www.daxiangjiaowangzhi.com/ http://www.snnfi.com/ http://www.vfdyd.com/ http://www.lwezk.com/ http://www.fpibm.com/ http://www.xjvdr.com/ http://www.kvwqf.com/ http://www.utakf.com/ http://www.gmjeu.com/ http://www.pugfa.com/ http://www.bldek.com/ http://www.vdidu.com/ http://www.tufnc.com/ http://www.wqxri.com/ http://www.uaozz.com/ http://www.nhpbd.com/ http://www.dinbz.com/ http://www.bopjc.com/ http://www.rvkip.com/ http://www.jsmqe.com/ http://www.vwygx.com/ http://www.zgjm-org.com/ http://www.shenyangsiyue.com/ http://www.hongsang.net/ http://www.gpmrg.cc/ http://www.knfut.cc/ http://www.kjqdh.cc/ http://www.huang62.win/ http://www.qiong19.win/ http://www.chang34.win/ http://www.huang71.win/ http://www.xiong10.win/ http://www.chong14.win/ http://www.chong94.win/ http://www.zheng23.win/ http://www.cheng14.win/ http://www.shang72.win/ http://www.sudanj.win/ http://www.russias.win/ http://www.malim.win/ http://www.nigery.win/ http://www.malix.win/ http://www.peruf.win/ http://www.iraqq.win/ http://www.nepali.win/ http://www.syriax.win/ http://www.junnp.pw/ http://www.junnp.win/ http://www.zanpianba.com/ http://www.shoujimaopian.com/ http://www.gaoqingkanpian.com/ http://www.kuaibokanpian.com/ http://www.baidukanpian.com/ http://www.wwwren99com.top/ http://www.wwwdgshunyuancom.top/ http://www.xianfengziyuancom.top/ http://www.www96yyxfcom.top/ http://www.www361dywnet.top/ http://www.wwwbambootechcc.top/ http://www.wwwluoqiqicom.top/ http://www.wwwyyxfnrzcom.top/ http://www.wwwzhengdadycom.top/ http://www.wwwyewaishengcuncom.top/ http://www.wwwcong3win.top/ http://www.wwwmh-oemcn.top/ http://www.henhen168com.top/ http://www.wwwhztuokuncom.top/ http://www.wwwyasyzxcn.top/ http://www.www9hkucom.top/ http://www.wwwguokrcom.top/ http://www.avhhhhcom.top/ http://www.shouyouaipaicom.top/ http://www.wwwdouyutvcom.top/ http://www.bbsptbuscom.top/ http://www.miphonetgbuscom.top/ http://www.wwwtjkunchengcom.top/ http://www.lolboxduowancom.top/ http://www.wwwtaoyuancncom.top/ http://www.wwwngffwcomcn.top/ http://www.wwwqingzhouwanhecom.top/ http://www.wwwckyygcn.top/ http://www.wwwcdcjzcn.top/ http://www.m6downnet.top/ http://www.msmzycom.top/ http://www.wwwcaobolcom.top/ http://www.m3533com.top/ http://www.gmgamedogcn.top/ http://www.m289com.top/ http://www.jcbnscom.top/ http://www.www99daocom.top/ http://www.3gali213net.top/ http://www.wwwmeidaiguojicom.top/ http://www.msz1001net.top/ http://www.luyiluueappcom.top/ http://www.wwwvcnnnet.top/ http://www.wwwchaoaicaicom.top/ http://www.mcnmocom.top/ http://www.wwwqiuxia88com.top/ http://www.www5253com.top/ http://www.wwwhaichuanwaiyucom.top/ http://www.wwwulunarcn.top/ http://www.wwwvideo6868com.top/ http://www.wwwythmbxgcom.top/ http://www.gakaycom.top/ http://www.wwwhf1zcom.top/ http://www.wwwkrd17net.top/ http://www.qqav4444net.top/ http://www.www5a78com.top/ http://www.hztuokuncom.top/ http://www.wwwqqqav7979net.top/ http://www.sscaoacom.top/ http://www.51yeyelu.info/ http://www.52luyilu.info/ http://www.52yeyelu.info/ http://www.91yeyelu.info/ http://www.yeyelupic.info/ Fragment pamiętnika - pobyt w szpitalu im. Marciniaka - od 23 VII do 18 VIII 2012 roku

Fragment pamiętnika - pobyt w szpitalu im.
Marciniaka - od 23 VII do 18 VIII 2012 roku



Koszmarny dzień. Rano po nieprzespanej nocy wstałam po godzinie 8.00. Wypiłam tylko "Kubusia" i oznajmiłam wszystkim w internecie, że idę do szpitala. Wyłączyłam komputer i czekamy na Pana Krzysia od Irka. Ku mojemu zdziwieniu o godzinie 11.00 przyjechał razem z Robertem. Szybko znieśli mnie po schodach, a Mama dziękuje sąsiadowi, który miał pomóc. I tak bym nie miała siły zejść. Za pół godziny już jesteśmy pod drzwiami szpitala. Dziękuję Im i idziemy z Mamą na mój oddział -neurologię dziecięcą. Doktor Gronowicz wysłuchała zapalenie płuc. Joasia psycholog idzie z nami na pogotowie. No i tam się zaczęło! Rentgenowskie zdjęcie płuc na szczęście nic groźnego nie pokazało, ale mam duże serce. Dali mi kroplówkę i chcą mnie na oddział położyć. Płaczę, a Joasia uspokaja Mamę. Ze względu na brak miejsc na internie, trafiłam na oddział toksykologii w budynku "G" (kilka miejsc mieli internistycznych), sala 40. No to koniec! Położyłam się i płaczę. Oprócz mnie jest jedna starsza Pani. Miła, a łóżek jest 4. Okno nasze wychodzi na Traugutta. Nie będzie spania. No i tak zaczynam szpitalne życie.

24 VII - wtorek.

Koszmarna noc. Okno otwarte, nie zmrużyłam oka. Wczoraj jeszcze była u mnie Mama Agnieszki Koniecznej. Dowiedziała się gdzie jestem od Karoliny. Pomogła mi zjeść kolację. Miło. W południe przyszła Mama z Panią Radziuk, a ja siedzę na wózku, bo mnie już rano miłe pielęgniarki posadziły. Nawet mi cewnik dały. W międzyczasie wpadła Joasia psycholog i rozmawiała z lekarzem. Nic nie wiem! Karmią mnie na siłę, a ja wymiotuję! Idźcie już! Kładę się zapłakana. O, wpadł niespodziewanie Edek z duszpasterstwa, a po Nim Wojtek od Ewy. Usiadłam na wózku, bo On ma laptopa. Niestety bez internetu. Szkoda. A, Joasia psycholog przyniosła mi cztery moje książki. Dałam pielęgniarce, a drugą Edkowi. Za chwilę pokazał się Irek. Czuję, że cewnik mi przecieka! Jeszcze tego brakuje! Wojtek przyniósł mi pidżamę od Mamy. O, dzwoni Agnieszka Marcina. Na razie nie chcę mieć z Nimi kontaktu. Kładę się po godzinie 20.00, a sąsiadka spod okna nakarmiła mnie owocami, bo wszystko gnije. Wieczorem dokooptowali nam Panią po 80 - tce. No to już będzie wesoło. Cholerny kaszel mnie wykończy. Następną książkę dałam pielęgniarce.

25 VII - środa.       M A R C I N

W nocy nie spałam, bo kaszlę. Już nie mam siły. Rano o 8.20 napisała sms-a Agnieszka Owczarek i pyta gdzie jestem? O, zaraz idę na usg brzucha. Dzwonię do Mamy. Wpadnie o 16.00. Nic nie jem i już mnie zabrali na badanie. I tak znowu poznałam nowe pielęgniarki. Miłe. Usg nie wyszło, bo mam pełne jelito. Nikt mi nie zrobi lewatywy! To nie! Wracam na oddział, a prowadząca mnie lekarka orzekła, że do domu po niedzieli. Co? To ja się wykończę. Wczoraj oddałam też książkę Pani Stanisławie spod okna, a dzisiaj napisałam dedykację. Ucieszyła się. Dzisiaj są imieniny Krzysztofa, a jutro mojej Mamy. Piszę do Agnieszki Rożek aby podała te kupione kapcie. Robi się gorąco! Mają być upały. Dochodzi 12.00. Niedługo obiad. Wczoraj oddałam cewnik, bo już bolało. Mam pampersy, a rano już nie miałam gorączki. Tuż przed godziną 13.00 wpadła Joasia psycholog i dała mi obiad -gołąbka i zupę. Nawet dobre. Z chęcią zjadłam. Przyszła Agnieszka Owczarek. Jest w ciąży z drugim dzieckiem. Brawo! Poszła ze mną do mojej lekarki prowadzącej i pytamy o wszystko. Badania trwają, nic złego nie ma. O godzinie 12.25 dzwonił Marcin. Nie odbieram! A po co? Agnieszka kupiła mi szampon i syrop. Miłe pielęgniarki wykąpały mnie i z pampersem wsadziły do łóżka. O, jest Mama. Boli Ją ucho! Mi się chce płakać. Ryczę. Chce abym zadzwoniła do Marcina. Nie!!! Wyjechali z Agnieszką na wakacje w Bieszczady i nawet się nie odezwali. Mama nie może się ze mną dogadać i poszła do domu. My oglądamy TV za pieniądze. Moje Panie mają gości, a ja już się nikogo nie spodziewam. O godzinie 17.00 jemy kolację, a tu w drzwiach stoi Marcin z Agnieszką. O rany. Zdążyłam wysłać życzenia imieninowe do Oławy. Siadam na wózek i idziemy na stołówkę pogadać. Najpierw wygarnęłam Im co o Nich myślę. Ona jest rozanielona i opalona po Bieszczadach. Mama do Niego dzwoniła. Mówię o chorobie, że mam tego dosyć! Jutro Marcin przyjdzie do mojej lekarki. Następny do kolejki. Już mi obojętne. Przeszła mi trochę złość, bo to ani miejsce ani czas na kłótnie. Wzięli mnie do łazienki, zrobiłam siusiu do muszli, dali mi nowego pampersa. Dziękuję Im za wszystko, poszli, a ja piszę swój pamiętnik. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co ja zrobiłam? Poniekąd obnażyłam się przed młodym chłopakiem. Mama mnie przed tym ostrzegała, ale jak się człowiek znajdzie w podbramkowej sytuacji, to nie ma zmiłuj się! Dochodzi 20.00. Trzeba się kłaść. Dzwonię do Mamy.

26 VII - czwartek.

Kolejny czwartek bez dzieci. A jestem tak blisko Nich. W nocy jakiś wariat latał z nożem po salach. Przeraziłam się. Rano po 8.00 dzwonię do Mamy z życzeniami. Idzie do laryngologa. Jem śniadanie, bo już mnie Panie umyły. Ale gorąco! Wczoraj Karolinka z Wałbrzycha pytała się o mnie, to Jej odpisuję, ale nie do końca, bo idę na usg serca. Korytarze, drzwi i trochę powietrza. Za oknem słońce i upał. Tam chwilę czekamy w kolejce. Badanie wyszło niepokojąco źle. Płyn w worku osierdziowym serca i przepuklina przewodu pokarmowego. Niedobrze! Nie wiem co mi jest, ale brzmi to dosyć groźnie. Przez podwórko wracam na swoją toksykologię, siedzę na wózku, a Pani zaplotła mi warkoczyk. Jest południe. Miałam mieć rehabilitację, ale nikt nie przyszedł. O, idzie dwóch młodych. Postawili mnie na nogi, przeszłam parę kroków i po rehabilitacji. Lipa! Przynajmniej mi spodnie włożyli od pidżamy. Zaraz będzie obiad, bo dochodzi 12.30. Coś Joasia psycholog nie przyszła. O, o wilku mowa. Nakarmiła mnie (obiad nawet był smaczny). Mówię Jej o usg serca i o problemach z siku i kupą. O, przemyła mnie ściereczką, wkładam lekką pidżamę, a tą brudną oddam Mamie. Joasia poszła, ale wróci i weźmie mnie na powietrze. Oki, bo jest upał. Próbuję robić siku do pampersa, ale ciężko. Za chwilę mi go wymienili i wracam na wózek. Chcę pisać pamiętnik, a tu wchodzi Mama. Kupiła mi nową, lekką pidżamkę, a brudną zabrała. O, jest Joasia. Wychodzimy na słońce. Ale fajnie! Kręci mi się w głowie. Zrobiłyśmy dwie rundki i siadamy na chwilę na ławce. Opowiadam o badaniu. Joasia nie ma czasu i odprowadza nas do pokoju. Już mi się chce płakać. Wyganiam Mamę, bo o godz. 17.00 ma mieć Beatę i Jacka. Z okazji swoich imienin. Chwilę popłakałam sobie i piszę pamiętnik. Marcin nie był u lekarki. Nie dojechał! To po co obiecuje? Może w poniedziałek Ania Rak wróci do pracy? Ciekawe co będzie na kolację? Przed 17.00 dzwonię do Marcina. Jest u Babci na imieninach. Jutro wpadnie do lekarki. Jem chleb z kiełbasą. Świństwo! Panie chcą mnie już kłaść, ale jeszcze trochę posiedzę. A w windzie spotkałam Panią z naszego oddziału. Może do mnie przyjdzie? Kładę się po godzinie 19.00. Będę miała tomograf.

27 VII - piątek.

No i co szary człowieku? Cholerny upał mnie wykończy. O godzinie 8.00 posadzili mnie już na wózku. Nie chce mi się jeść ani pić. Niedobrze! Jelito mnie boli. Agnieszka Rożek pisze, że dała Mamie kapcie i pyta kiedy wrócę do domu? Nie tak szybko. Ledwo coś jem na śniadanie, wszystko mi w buzi rośnie. Trzeba będzie zrobić lewatywę. Przed godz. 10.00 dzwonię do Mamy. Przyjdzie około 15.00. Dobrze. Sąsiadka dała mi syrop. A, chcą mi zrobić EKG serca, ale to muszę leżeć na łóżku. Ciekawe ile jest dzieci na neurologii? Proszę Marcina Klimczewskiego o 15 zł na telefon. Mam teraz 79 zl. 83 gr. Karolinka od Oli z "Arki " pyta gdzie jestem? Zaraz będzie obiad. Może przyjdzie Joasia psycholog? O jest, a wraz z Nią przyjechała Mama Karolinki z Wałbrzycha. Za dużo szczęścia. Wypiłam tylko zupę, a drugiego nie jem. Idziemy chwilę porozmawiać, a ja słucham gdzie jest Karolina. Wyjechali z małą do Pobierowa nad morze. Fajnie. Skarżę się na swoje Współlokatorki. Joanna przez weekend nie przyjdzie, a mój gość śpieszy się do St. Bogaczowic. Powiedziałam, że już nie przyjadę. Szkoda. Poszły, a za chwilę pokazał się Marcin. Chciał iść do mojej lekarki, ale już za późno. W południe odpisała mi nareszcie Ala Chybicka. Prosiłam Ją aby uruchomiła swoje kontakty. Z Marcinem idę na ławkę na słońcu. Ale przyjemnie! Mówię Mu wszystko, a On mi tłumaczy jako lekarz. O, jest i Mama. Ledwo idzie. Siedzimy, a Ona skarży się na ucho. Łyka antybiotyk. O godzinie15.00 wracamy na oddział, ja płaczę, a Marcin odwiózł Mamę do domu. I dobrze, bo lepiej niech nie chodzi w ten upał. Piszę swój pamiętnik, a Ala nie może się z Mamą skontaktować. Dali kolację. Chowam pamiętnik do jutra. Za chwilę przyszła Ewa Biłyk i dała mi jeść. Nie mogę nic przełknąć. Oni wyjeżdżają na weekend. Fajnie mają! Poszła, a Ala Chybicka piszę, że rozmawiała z moją lekarką. No to już jestem spokojna. Wieczorem dzwonię do Mamy, a ta nic nie wie o Alusi. Oglądamy rozpoczęcie Igrzysk Olimpijskich w Londynie. W sali jest telewizor za pieniądze. Nie mam siły. Śpię. Już się przyzwyczaiłam do hałasu dobiegającego z ulicy. Dobranoc.

28 VII - sobota.

Koszmarna noc, bolą mnie pięty, jelito pełne. Makabra. Już po godzinie 8.00 siedzę na wózku i dzwonię do Mamy. Je zupkę mleczną. Przyjdzie z kimś. Dobra. Ja też jem tylko zupę, bo trzeba mi zrobić lewatywę. Boję się, ale trudno. W nocy znowu jakiś pijak się awanturował i przyjechała policja. Moje Babcie lubią sensacje. Do południa piszę pamiętnik, wysyłam smsa do Tadka z Anglii, a tu o godzinie 11.00 ksiądz Grzegorz pyta o zdrowie. Milo. I tak wybiło południe. Na obiad dali fasolkę i zupę. Dobra. Akurat przyszedł Marcin, ale lekarka śpi. Trudno. Idziemy na powietrze. Ale upał ! Chwilę siedzimy na ławce, ale jest gorąco. W głównym budynku kupujemy coś do picia. Na razie jedzie do Agnieszki, a potem wpadnie do lekarki. Na ławce siedzi Mama, Beata i Jacek, czyli moja Rodzina. No i wyszła głupia sytuacja, bo nie wiadomo kogo ja upoważniam do informacji od lekarki? Ich, Mamę i Marcina? Chwilę rozmawiamy, piję sok od Beaty. 5 VIII Jacek ma 50 urodziny i będzie rodzinny obiad. Może wezmą mnie na przepustkę . Nie chcę, bo powroty są najgorsze. Miałam być w tym czasie w Starych Bogaczowicach u Rodziców Karolinki. I co? Kibluję w szpitalu. Dopiero teraz dotarło do mnie, że jeszcze tyle mam tu być. Wracamy na oddział, idę do toalety, robię normalnie siusiu i czuję ulgę. Beatka z Mamą założyły mi pampersa i poszła do lekarki. Wróciła z garścią informacji. Będę miała tomograf klatki piersiowej, a dalej zobaczymy. I znowu nic z domu? Płaczę. Poszli o godzinie 15. 42. Do kolacji piszę pamiętnik. Pani Marta Radziuk pyta o zdrowie? No to jeszcze ta lewatywa. Położyli mnie do łóżka, wlali mydło i leżę na basenie. Coś tam poszło, ale to niewygodnie. Bolą pośladki! O godzinie 19.13 dzwonię do Beaty, bo obiecałam, a potem do Marcina. Za chwilę przyjechał do lekarki. Mam niestety przepuklinę przewodu pokarmowego. Dlatego nie mogę ani jeść ani pić. Serce jest w porządku. Idę spać po godzinie 20.00.

29 VII - niedziela.

Mam dosyć tego wszystkiego! Jestem coraz słabsza, wszystko mnie boli, makabra! I znowu awantura przy siadaniu na wózek, bo pielęgniarki nie mają siły. Na śniadanko popiłam zupy mlecznej, łykam leki. Piszę pamiętnik, dzwonię do Mamy, a Ona z kimś rozmawia. Pani Żmudzka się śmieje. Wreszcie się dodzwoniłam. Przyjdzie po południu, a teraz wpadnie Karolinka Soczynska. Nie zdążyłam odpisać Karolince z Wałbrzycha, a Ona już jest. Wzięła mnie na dwór, po nocnym deszczu trochę się ochłodziło. I dobrze. Wymyśliłam, że pójdziemy do baru i tam wmusiłam w siebie aż cztery małe pierogi ruskie. Sukces! O, to już nie będę jadła obiadu na oddziale. Wracam, bo już Przyjechał Jej Mąż z Wojtusiem. Dziękuję za wszystko. Po godzinie12.00 piszę pamiętnik, a Panie jedzą obiad. Ładuję telefon. Jest godzina 13.00. Miała wpaść Agnieszka Tusznicka po Mszy. Muszę się położyć i zmienić pampersa. O, jak dobrze w łóżku. Przyszła Mama. Nie wstaję. Na boku mi dobrze. Mama dała mi winogrona. Dobre. Wysyłam Mamę do pielęgniarek z czekoladkami. Może pomogą? Nie mogę z Nią rozmawiać, bo kaszlę. Przed godziną 15.00 przyszła Agnieszka. Mama wykorzystuje moment, że jestem zajęta i idzie do domu. Jutro ma laryngologa, a ja tomograf klatki piersiowej. Podpisałam rano zgodę na to badanie. Agnieszka prosi miłe pielęgniarki, aby dały mnie na wózek. O, jaka zmiana w zachowaniu. Idę z Agnieszką i z sokiem na ławkę! Dobry! Próbuję coś mówić, ale nie mogę, bo kaszlę. Szkoda. Dała mi jeszcze pomidorka i poszła. Ja piszę pamiętnik, a tu rozpętała się burza. Ale leje! Odpisałam Karolince z Wałbrzycha, bo się pyta co ze mną? Jest już 19.00. Przyszła druga zmiana. Tak bym się już położyła. Dzwonię do Mamy. Idzie spać.

30 VII - poniedziałek.

Nowy tydzień w szpitalu. W nocy była fajna pielęgniarka. Miła, młoda, serdeczna. Od rana kołomyjka z tomografem komputerowym. Nic nie jem i czekam. Wzięli mnie w nowej pidżamie, ale szybko odesłali, bo nie miałam wkłucia na kontrast! Na oddziale pielęgniarki ledwo mi się wkłuły i wracam. Leżę na stole w rurze, oddycham, nie oddycham, a Pani ze stoickim spokojem orzekła, że i tak nie wyszło. Jestem wściekła. Wracam głodna na oddział. Jem jajko i chleb. Dobre. Leki mi rozpuścili. O godzinie 12.00 przyszli dzielni rehabilitanci. Na chwilę mnie postawili i przeszłam parę kroków. Lipa. Wzięła mnie moja lekarka na rozmowę. Trochę była zbulwersowana Pani Doktor Smolarek, bo każdy dzwoni i się o mnie pyta. Podałam więc dwie osoby : Mamę i Marcina. Pytam kiedy wyjdę, ale Ona nie wie. Jutro jeszcze będę miała usg serca. Obiad przywieźli. Przyszła Joasia psycholog i mnie nakarmiła. Kochana! Pyta jak się czuję? Chwilę rozmawiamy i poszła do pracy. Piszę pamiętnik, a tu wchodzi Mama prosto od laryngologa. Biedna! Rozmawiamy, opowiada mi kto dzwonił i pytał o mnie? Nawet Ciotka Irenka z Katowic. Miło. Chcę mi się płakać! A, dałam Paniom 6 zł. na telewizję. Po południu można pooglądać. Wyganiam Mamę do domu i płaczę. Zostaję sama z pamiętnikiem. Dzwonię do Marcina i do Irka, bo miał przyjść. Nie odbiera. Marcin za to wpadnie jutro. Oki. Łapię Irka. Przyjdzie o godz. 18.00 , a Agnieszka Rożek ma niespodziankę. Może wyjdziemy na powietrze? Coś tam jem na kolację i jest Irek. Wychodzimy na słońce. Opowiada mi o swoich kłopotach w pracy. O, pachnie mi gorąca czekolada z automatu. Z chęcią ją wypiłam, ale za chwilę zwymiotowałam, bo kaszlę. Jestem zła, bo następna pidżama do prania. Dzwoni Mama na Irka komórkę. Jutro przyjdzie. Agnieszka Owczarek pyta o zdrowie. Wracam na oddział, dziękuję Irkowi. Pielęgniarki mnie przebrały i położyły do łóżka o godz. 19.40. Ale dobrze.

31 VII - wtorek.

Ostatni dzień lipca. Pogoda się zmieniła i jest chłodno. Przed godziną 8.00 siedzę już umyta na wózku i dzwonię do Mamy, że mi oparcie zupełnie zepsuły. Idę do dyżurki, bo krew trzeba pobrać. Znowu akcja, bo już nie mam żył! Jakoś się powiodło. Chwilę na sali piszę pamiętnik, a tu biorą mnie na usg serca do naszego budynku. I tam spotkałam Lidkę - salową od dzieci. Wpadnie do mnie. O, to już nie zginę. Usg serca znowu Im się nie podoba. A, dajcie mi spokój! Kaszel jakby mniejszy, piję syrop. Dzwonię do Mamy o godzinie 10.30. Muszę napisać do Ali Chybickiej. Jest 11.00. O, Ania Rak, która pracuje w tym szpitalu - pyta gdzie jestem? Przyjdzie. Alusia mi odpisała coś o przepuklinie, ale nie wiem o co chodzi? Za mądre! Tuż przed obiadem przyszli rehabilitanci. Trochę się przeszłam (dwa kroki) i po gimnastyce. Poprawili mi przynajmniej poduszkę. O, jest Joasia psycholog i moja lekarka. Chce znowu pobrać krew. O rany! Nie takie to proste. Joasia czeka, a ja idę do dyżurki. Z tyłu słyszę Mamę. Jakoś się wkłuli i idziemy z Joasią na chwilę na ławkę. Opowiadam o wszystkim! Dlaczego to tak długo trwa? Mama się złości, że ja marudzę. Wracamy na oddział, dziękuję Joasi, a o godz. 13.30 przyszła Ania Rak. Dała mi sok i ciastka. Mama robi mi porządek w szafce. Mam arbuza. Ania mnie umyła. O, lepiej się poczułam. Za pół godziny poszła. Jutro się pokaże. Płaczę. Mama poszła tuż po Niej. Do kolacji piszę pamiętnik. O, przyszła Agnieszka Rożek, a wraz z Nią lekarka kardiolog. W ogóle mnie nie słucha co mówię! I dalej nic nie wiem. Zjadłam z Agnieszką kromkę chleba i idziemy na dwór. Dała mi śliczne pachnidełka. Przechowa je i dostanę w domu. O, przyszedł Marcin. Znowu kaszlę. Mówię, że ta kardiolog czeka na onkologa z Kamieńskiego. O, idzie Doktor Chmielewska. Z neurologii dziecięcej. Pyta co i jak? Poleciała. Może już Doktor Ujma wróci z urlopu? Nareszcie. Na oddział wracam o godz. 18.40 i dzwonię do Mamy. Jutro rano przyjdzie. Idę spać. Bolą mnie pośladki.

01 VIII - środa.

Z nowym miesiącem nowe wiadomości. Rano mnie umyli, posadzili na wózek, zjadłam śniadanie i piszę pamiętnik. Przyszła Doktor Smolarek na wizytę. Znowu mi wynalazła tysiąc chorób. Muszę iść do onkologa, brać zastrzyki heparyny (na rozrzedzenie krwi) w brzuch, mam płyn i stan zapalny osierdzia w sercu, potem zrobić przepływy żył, bo mam zakrzepy. Czy nie za dużo jak na jeden sierpniowy poranek? Ja chcę to wszystko w domu robić ambulatoryjnie. Dałam Jej numer telefonu do Beaty. Rano mi napisała że przyjadą wieczorem. Zobaczymy co z tego wyjdzie?O sms. Emila. Jest w Szwecji do 20 VIII. Bardzo mi przyjemnie. Jest obiad, a ja przeszłam się z moimi rehabilitantami. Zrobiłam parę kroków i lepiej się czuję. Dali obiad, przyszła Mama. Jest zła, że chcę do domu. Może ma i rację? Wypiłam tylko żurek, a drugie danie jest niedobre. No i znowu awantura! Mam pełne jelito, to jak mam jeść? Dają mi czopek, przyszła Joasia psycholog. Kłócę się! Niby jestem dorosła, a nikt mnie nie słucha. Dlaczego? Już mi obojętne. Coś mnie nie kręci. Przesadzili mnie na taki stołek z dziurą. Mama poszła do domu, a ja się męczę. Za godzinę zrobiłam i mi ulżyło. Na razie mam spokój. Moje współlokatorki uciekły i miały rację, bo takie rzeczy załatwia się w łazience a nie w pokoju. Kładę się i trochę odpoczywam. Boli mnie lewa noga. Skurcz. Tuż po 16.20 Pisze Agnieszka Rożek, że będzie za godzinkę. Oki. Coś tam zjadłam na kolację, przyszła Agnieszka około18.00. Idziemy na dwór. Ale gorąco! Fontanna psika, czytamy książkę Musierowicz. Fajna. Pochodziłyśmy po podwórku, a tu idzie Mateusz z"ARKI". Miał dla mnie czekoladę, ale zjadł. Szczery. Jedzie rowerem do Gdańska. Fajnie ma. O, idzie Beatka z Jackiem, a Agnieszka z Mateuszem poszli. Chcą mi załatwić prywatną pielęgniarkę. Myślimy jak to zrobić? O, idzie Pani Małgosia z Izby Przyjęć. Popyta wśród znajomych i da znać. Wracam na oddział i się kładę po 20.00. O, jak gorąco! Ojej, pielęgniarka przyniosła mi samochodziki dla dzieci. Ładne. Dziękuję! Boli mnie lewa noga. Dostałam zastrzyk heparyny w brzuch.

02 VIII - czwartek.     W I O L A

O rany. Boli lewa noga. Ale jak! Wczoraj moja Pani z drugiego łóżka wyrzuciła mi arbuza, a poparła Ją w tym pielęgniarka. Kłócę się, ale i tak mnie nikt nie słucha. Rano ledwo siadam na wózek, tak boli noga. No to koniec! O godzinie 8.30 dzwonię do Mamy, aby kupiła śliwki. Jem śniadanie. Nawet dobre! Biały ser i kawa. Tylko mi pomidora nie dali. Leki jakoś połknęłam. Idę na pobranie krwi. Jakoś się udało. O, Ania Rak podrzuciła mi kubek niekapek. Fajny. Piszę pamiętnik, przyszła Joasia psycholog i dała mi obiad, a potem mnie trochę umyła. O, jest Mama. Ma śliwki. Może nie dadzą do kubła? Idziemy do holu, bo chłodniej. O, jest Beatka z papierami od onkolog. Zmieni mi hormon. Idziemy na ławkę, bo ma przyjść ta pielęgniarka dla mnie. Mieszka blisko szpitala - przy placu Zgody. Za chwilę poznałam Panią Wioletkę. Miła osoba. Na pewno się dogadamy. Przyjdzie do mnie w sobotę rano. Zobaczmy, ale myślę, że się jakoś dogadamy. Przyjechał Jacek, a Mateusz podrzucił mi czekoladę. Jedzie do Niemiec, a potem nad morze. Szerokiej drogi. O, Marcin Klimczewski dał mi 15 zł na komórkę. Mam teraz 57 zł 83 gr. Wracam na oddział, płaczę, piszę pamiętnik. Może Lidka wpadnie po pracy? O godzinie 15.30 dzwoni Pani Marta Radziuk. Nie zdążyłam odebrać. Chwilę piszę pamiętnik, kładę się po kolacji, zmieniają mi pampersa. Boli mnie noga. O godzinie 19.00 wpadła Lidka, dała mi pić i poleciała. W sobotę ma dyżur. Miło. Po godzinie19.00 jest Ania Rak. Umyła mnie, zabrała mokrego pampersa, kupiła krem i chusteczki. Idzie z pielgrzymką do Częstochowy. Szkoda. Jutro ma dyżur i wpadnie. Śpię. Dali mi lek na ból nogi. Zleciła go Doktor Ujma, która już wróciła z urlopu. Jutro wpadnie Darek rehabilitant.

03 VIII - piątek.     K A R D I O L O G I A

Od rana same niespodzianki. Za oknem leje równo i się ochłodziło. Uff! Jest czym oddychać. Posadzili mnie w czystej pidżamie, jem śniadanie i łykam leki. Biorą mnie na usg serca - na kardiologię. Idzie ze mną Doktor Smolarek i ten lekarz, który mnie przyjął. Na ekranie oglądają moje serce i zapada decyzja : wezmą mnie na ten oddział i będą leczyć serce, bo jest płyn w osierdziu i dlatego kaszlę. Pierwszy raz słyszę takie nazwy. Nowe otoczenie? Ja się boję! Wracam do pokoju i piszę pamiętnik. O godzinie 10.15 dzwoni Pani Radziuk i chce przyjść. Powie Mamie o zmianie oddziału. Oki. Ja wysyłam smsy do Ani Rak i do Alusi Chybickiej. Dochodzi 11.30. Jak to zwykle bywa - wszyscy się zjawili w czasie obiadu : Darek, Pani Marta i Magda od Wawrzynów i Joasia psycholog. Za dużo. Zjadłam zupę, bo na drugie jest ryba. Nie chcę! Pakują mnie w torby i idziemy na kardiologię. Parter, sala 108. Nowe miejsce, cisza za oknem. Rozkładamy manele! Mam tego. O, jest Mama. Oddaję Jej ciuchy, aby było mniej. No to leczymy moje serduszko. Będę miała chyba holtera (aparat rejestrujący przez dobę pracę serca). O, Ala mi odpisała. Jest w Warszawie, ale zadzwoni tu do lekarek. Płaczę, bo idą już do domu, a ja piszę pamiętnik. Sala jest sześcioosobowa, przestronna. Obok mnie leży starsza Pani. O godz. 14.08 pisze Agnieszka Rożek, że będzie przed 16.00. Oki. Powiedzieli Joasi psycholog, że ja się nie zgodziłam na konsultację neurologiczną. Pierwsze słyszę. Bzdura! Wkurzyli mnie! O, przyszła pielęgniarka, przeprowadziła ze mną wywiad. Tu się nie robi lewatyw! A szkoda. O, przywieźli następną Panią. Same starsze osoby. Dochodzi 16.00. Przyszła Agnieszka. Idziemy do holu, jemy jabłko i czytamy książkę, ale to mi nie w głowie, bo męczy mnie kaszel. Agnieszka przyniosła mi czekoladki. Kaszlę! Na kolację jem tylko serek. Około 19.00 położyli mnie do łóżka. Boli mnie lewa noga. Nie wiem jak ją ułożyć? Na szczęście wpadła Ania Rak z pampersem, bo na tym oddziale nie mają. Muszę kupić. Po godzinie 20.00 dzwoni Karolinka z Wałbrzycha. Pyta o zdrowie. Przyjadą do mnie 19.08. Super! Może już będę w domu? Mama się dobija, ale nie odbieram. Ania pobiegła na swój dyżur. Próbuję zasnąć, ale boli mnie noga. Proszę o lek przeciwbólowy, ale nie dali. Wcześniej usiłowali pobrać mi krew, ale się nie udało. Dostałam ten lek, popijając sokiem. Dobry. Zasnęłam o 22.00. Ania Rak obróciła mnie na bok. O, dzięki Ci Boże za przyjaciół.

04 VIII - sobota.    P A N I   W i O L A

Zanim do mnie przyszła, już byłam wytarta ręcznikami. Brr! Wszystko mokre o godzinie 6 rano. To na tamtym oddziale było później. Ręcznik i moje ściereczki można wykręcać! Po godzinie 7.00 przyszła moja kochana Ania po dyżurze, dała mi pić. Jest i Pani Wiola. Razem posadziły mnie na wózku i Ania poszła spać! My idziemy do łazienki. Wykąpała mnie łącznie z umyciem głowy. Zaraz się lepiej czuję. Przy założeniu pampersa pomógł Jej Mąż (przemiły, uśmiechnięty człowiek pracujący tu na SORZE). I tak oto musiałam się obnażyć drugi raz przed mężczyzną (pierwszy był Marcin). Osoba siedząca w mokrym pampersie i nieświeża po nocy, zależna od drugich osób - myśli jednak troszeczkę inaczej. Z Panią Wiolą szybko przeszłyśmy na "TY". Dała mi śniadanko i poszła. Jutro przyjdzie. Fajnie! Piszę swój pamiętnik. Schodzą się goście do Pań z sali. Mama ma przyjechać z Jackiem po godzinie 13.00. O, sms. Marta Mironiuk pisze, że też wpadnie. Już wróciła z Nepalu. Oki. Jem obiad i przyjechała Mama z Jackiem. Idziemy na dwór, bo jest ciepło. Opowiadam swoje wrażenia związane z Wiolą. Jacek się złości, że coś kombinuję. Nic takiego nie robię, tylko po prostu nie wiem, kiedy ma teraz przyjść? W poniedziałek, we wtorek pracuje. Dopiero będzie u mnie jutro, w środę, czwartek i w piątek. Ratunku! Dwa dni zginę. Mama zadzwoni do Lidki z oddziału. Może przyjdzie? O godzinie 14.05 dzwoni Ciotka Irena z Katowic. Jest w Jasienicy u koleżanki. Jacek mówi, co mi jest. Wracam na oddział o godzinie 14.37. Płaczę. Uspokajam się, piszę pamiętnik do kolacji, a obok Pani ma odwiedziny. Ubijam interes. Pokazuję swoją książkę i dostanę samochodziki oraz maskotki. Hura! Mama kupiła mi pampersy. Po kolacji kładę się. Jutro Jacek kończy 50 lat. "MACIEJÓWKA" się dobija. Teodor i Michał. Mam 38 stopni gorączki.

05 VIII - niedziela.     W I O L A

Urodziny Jacka. Rano o godzinie 6.00 umyli mnie ręcznikami i jeszcze drzemię, a o godzinie 8.00 przyszła Wiola z Mężem. Wypucowali mnie w łazience (czyszczę zęby od dwóch tygodni), zmienili mokrego pampersa. Uczesała mi włosy, które domagają się fryzjera i pomogła zjeść śniadanie. Przed godz. 10.00 dzwonię do Mamy. Będzie i przyniesie mi ketchup do parówki. Wiola poszła, a ja wysyłam życzenia urodzinowe Jackowi, ale nie odbiera. Dodzwoniłam się do Beatki, bo On odłożył gdzieś swój telefon. Za chwilę się odezwał i dał mi na komórkę 33 zł. Mam 76 zł 87 gr. Oki. O godzinie 11.30 pisze Ciotka Irena z Katowic i życzy zdrowia. Tuż przed samym obiadem przyszła Marta Mironiuk z oryginalnym szalikiem z Nepalu. Ma też parę drobiazgów dla dzieci. Za chwilę znajomi Pani obok przynieśli mi też zabawki. Hura! Zjadłam obiad. Idziemy na ławkę z Mamą, bo przyszła. O, ciepło! Chwilę łapię powietrze, i opowiadam co i jak. Marta się śpieszy , odwozi nas na oddział, a tu mam następną partię zabawek od drugiej Pani. O, to Mama wróci obładowana do domu. Idzie ze mną na korytarz. Siedzimy, a ja niby mniej kaszlę. Za jakiś czas płaczę, bo Mama poszła, a Edek pisze, że jutro przyjdzie. Fajnie. Do kolacji piszę pamiętnik. Zjeść pomogła mi miła Pani odwiedzająca. Zjadłam trochę i skończyłam arbuza. Jest 18.15. Dzwoni Mama, że złapała Alusię Chybicką. Zadzwoni tutaj do lekarek. Kochana. Jest 18.30. Warto by się położyć. Dopiero za godzinę pielęgniarki się zlitowały i moje pośladki mogą odpocząć. Piszę do Teodora i Pana Rogali. Nikt nie ma czasu. Za to uporczywa gorączka mnie nie opuszcza. Niestety.

06 VIII - poniedziałek.

Spałam jak kamień, bo dostałam lekarstwo. Rano pielęgniarki umyły mnie o godzinie 6.00, obróciły na drugi bok i jeszcze zasnęłam. Dopiero przed godz. 9.00 dali mnie na wózek, jem pół kromki, biorę leki, a Pani leżąca obok uczesała mnie. Jakoś wyglądam. Dzwonię do Mamy o godzinie 9.40, proszę o sok pomidorowy i ketchup. Przyszła moja lekarka prowadząca - miła Ewa Ussowicz. Tłumaczy mi o tym osierdziu. Jest w nim płyn, którego nie powinno być i dlatego kaszlę. Ala Chybicka jest przeciwna punkcji, bo można uszkodzić nerwy. Może lekami da radę? Mam kroplówkę, a Edek przyjdzie o godz. 15.30 i kupi pampersy. Ale tu panuje ruch do południa. Lekarki przyjęły nową pacjentkę, Pani obok pomogła mi się napić. Jestem więc na łasce i niełasce osób odwiedzających. Przed godziną 13.00 przyszła Joasia psycholog i dała mi obiad. Za oknem upał! Była kolejna wizyta. Stanowczo odmówiłam punkcji. Joasia zabrała mnie na nasz oddział, ale już nie ma Doktor Ujmy. Szkoda. Chwilę porozmawiałam z Dr Anią Ambrożewicz i Lidką. Będą prosiły o lewatywę dla mnie. Wracam na kardiologię. Mama była i mnie znalazła. Mam śliwki i ketchup. Joasia poszła, a my gadamy. Doktor mówi, że dzwoniła Ala Chybicka. O, to już mi ulżyło! Natomiast Mama skontaktowała się z Doktor Ujmą. No to już nie zginę. O godzinie 15.00 Mama pojechała do domu, a ja już nie płaczę. Nie mam siły. Piszę pamiętnik, jem śliwki, bo ktoś mi podał. Edek nie odbiera telefonu. Jest 15.30. Nie mam gorączki. Patrycja też nie odbiera. O, idzie przed godz. 16.00. Kupił pampersy i wziął mnie na powietrze. Gadamy na ławce przy fontannie. Jest chłodno. Za trzy tygodnie pojawi się na świecie Ich synek. Opowiadam Mu co i jak? Proszę Go o kefir, ale już pozamykane. Czekam więc na sali, kupił w sklepie, wypiłam z chęcią i poszedł o godzinie 16.20. Dzwonię do Mamy, ale nie słyszy. O godzinie 17.00 jest kolacja, a po niej miła pielęgniarka robi mi lewatywę. Nareszcie w normalnej ubikacji. Ale ulga! Muszę Jej jakoś podziękować, ale jak? O rany! Przyszła Mama Agnieszki Koniecznej. Jakby czuła, że potrzebuję pomocy. Bierzemy bombonierkę i daję tej pielęgniarce. Ucieszyła się! Idziemy pod fontannę. Ale ciepło! Kaszlę. Wdycham świeże powietrze, a tu idzie Wojtek od Ewy. Szkoda, że nie mogę z nikim porozmawiać przez ten kaszel. Marysia poszła spać, bo jest zmęczona po pracy. My chwilę rozmawiamy i na oddział wracam o godz. 20.00, ale na łóżko położył mnie dopiero za półtorej godziny. O, jak dobrze.

07 VIII - wtorek.

Koszmarna noc! Pani spod ściany spadła z łóżka i Ją ratowali. W końcu zabrali na erkę. Biedna! Nie wiem, czy żyje? Ja z kolei rano poszłam na usg żył. Ku mojemu zdziwieniu chociaż jedno badanie wyszło pozytywnie. Bardzo dobrze. Wracam na oddział, śniadanko mi wystygło. Pielęgniarki poobijały mi nogi o łóżko. Mówię o tym lekarce na wizycie. A co? Znowu mi nie mogły krwi pobrać -za gęsta! Piję kawę z Panią obok. Dobra. Wysyłam kilka wiadomości przez komórkę i proszę kogoś z odwiedzających, aby kupił mi kawę w sklepiku. Muszę zmienić pampersa. Nie ma jak. Szkoda. Tuż przed obiadem miałam miłą niespodziankę: przyszła kochana Doktor Ujma z Joasią psycholog i razem ustawiają mnie do pionu. Mam o wszystko się kłócić i opisać w pamiętniku. Poszła do pielęgniarek zawalczyć o mnie, a Joasia daje mi obiad. Nie wiem, jak ja się Im wszystkim odwdzięczę? Dzisiaj nawet było dobre mięso. O, idzie Mama z wałówką! Na szczęście zmieniły mi mokrego pampersa i spodnie. Siedzimy na korytarzu , bo na zewnątrz jest chłodno. Opowiadam o wszystkim, ale znowu jestem wzywana na usg serca. Płyn w osierdziu jest mniejszy. Hura! Wracam do Mamy. Cieszymy się. Za chwilę przyszła Beata z Jackiem. Mam kurę z rożna, parówki i kefiry. Kiedy ja to zjem? O godzinie 15. 30 zabrali Mamę i pojechali do pracy. Płaczę, ale krótko, bo piszę pamiętnik. Wojtek od Ewy przesłał mi parę złotych na telefon. Ja się Im nie wypłacę. Dziękuję Mu i ładuję komórkę. Przed godziną 17.00 jem kurę na kolację. Dobra! Agnieszka Rożek pisze, że już idzie. Zanim zjadłam, już była. Coś mi niedobrze i boli żołądek. O, Wojtek wpadł. Idziemy na dwór. Jest ciepło, ale chłodniej niż wczoraj. Mam koc ze sobą. Wymiotuję. Wojtek poszedł , a my jeszcze spacerujemy. Pisze Karolina z Wałbrzycha, że przyjadą wcześniej. A po co? Lepiej już Ich w domu przyjmę. Na oddział wracam o godzinie 19.30. Agnieszka poszła, a ja piszę pamiętnik. Chętnie bym się położyła. Piszę do Beaty. Mam kroplówkę. Do łóżka dali mnie dopiero o godzinie 22.00.

08 VIII - środa.     W I O L A

Noc jakoś przespałam, ale rano bolał mnie żołądek. Od leków. Nie wiem czemu? Kaszlę i wymiotuję. O godzinie 8.00 przyszła Wiola z Mężem. Umyli mnie drugi raz (rano pielęgniarki wytarły mnie mokrymi ręcznikami) pod ciepłym prysznicem . O, jak fajnie! Zmienili pampersa i pidżamę. Jest śniadanie. Nie mogę jeść, bo zwracam i kaszlę. Wiola czeka na lekarkę i mówimy. To po leku. Mam dietę. Lepiej da mnie. O godzinie 10.30 dzwonię do Mamy. Przyjdzie. O, jest wizyta lekarska. Zmieniają mi leki, a ja pytam kiedy wyjdę? Niestety nie usłyszałam odpowiedzi. A niech Was. i tu chciałam użyć brzydkiego słowa. Za chwilę robią mi EKG serca. W przerwach piszę pamiętnik. Tuż przed obiadem przyszła Pani socjalna i coś tam ustala. O, jest Joasia psycholog i Mama. Na obiad piję tylko zupę. Mama zła. To mam jeść na siłę? Siedzimy na korytarzu i łapiemy tą drugą lekarkę, która mi robi usg serduszka. Jest niesympatyczna. Mam płyn w osierdziu, więc o wyjściu do domu mogę zapomnieć. Szkoda. Płaczę, bo nie mam siły. Wygoniłam Mamę o godzinie 14.50 do domu. Moja Pani spod okna poszła do domu. Szkoda, bo już nie będę miała pomocy. Piszę pamiętnik i odpisuję księdzu Grzegorzowi, bo jest na wakacjach. Ania Rak też się pyta o samopoczucie. Dzwoni Marcin. W piątek wraca z nad morza. Dobrze Mu. Też bym pojechała! W sobotę mnie odwiedzi. Na razie przyszła Agnieszka Rożek i wychodzimy na powietrze, bo jest ciepło, ale na wszelki wypadek mam koc. Dali mi też lek na kaszel. Mamy ze sobą czekoladę i sok. Mniej kaszlę, co mnie bardzo cieszy. Uczymy się języka polskiego z bardzo mądrej książki. Reguły, zasady o których nie miałam pojęcia. O godzinie 18.40 dzwonię do Lidki z naszego oddziału. Jest w pracy. Jadę z Agnieszką na górę. Ale tu dzieci! Pytam się, czy któraś z pielęgniarek nie chciałaby mi pomóc, jak nie ma Wioli? Lidka nie może mi poświęcić czasu. Szkoda. Jest Pani Irenka. Mówię, o co chodzi. Poszuka mi kogoś. Oki. Wracam na kardiologię, a po drodze spotkałam Męża Wioli. Szedł do domu. Ojej, jest Beatka z Jackiem. Dziękuję Agnieszce. Beata dała mi kromkę chleba, zmienili mi pampersa i położyli do łóżka. Ale mi się udało! Rano mam mieć usg brzucha. Nie mogę jeść. Dobrze mi jest . Dali mi znowu kroplówkę. Boże, kiedy ja pójdę do domu?

09 VIII - czwartek.     W I O L A

Noc ładnie przespałam. Nie kaszlę już, a o godzinie 8.00 przyszła Wiola. Jest sama, bez Męża. Ktoś Jej pomógł posadzić mnie na wózku, idziemy się myć i dzwonię do Mamy, aby kupiła pampersy, bo mi się kończą. Moja miła pielęgniarka, co robiła mi lewatywę, pobrała mi krew i dalej czekamy na usg brzucha. Za chwilę przyszła i mówi, że to pomyłka. Psia krew! Wiola o godzinie 10.00 dała m jeść i biedna po nocce poszła spać. Piszę pamiętnik, mam kroplówkę. A, rano były Panie z " Mopsu"i wypełniły jakąś ankietę. Zanim Wiola poszła, to dałyśmy czekoladę tej miłej pielęgniarce. Ucieszyła się. O godzinie 11. 30 zadzwoniłam do Pani Marty Radziuk, aby ugotowała mi rosół. Przyjedzie po południu. Fajnie. Na razie jest obiad i idzie Joasia psycholog z Mamą. Jem dobry rosół i kurę. Joasia ma urlop od 15 VIII. Szkoda, bo co ja bez Niej zrobię? A może ja też wyjdę? Zobaczymy. Rozmawiam z Mamą na korytarzu. Dała mi chustkę z wełny. Będzie na wyjścia do parku. Proszę pielęgniarki o zmianę pampersa, bo mi mokro. Wracam do Mamy. Do domu poszła o godzinie 14.42. Oczywiście był płacz. Jutro przyjdzie. Piszę pamiętnik, a Pani z łóżka obok kupiła mi kawę. Miło, tylko jak ją wypić? Pani Marta Radziuk jeszcze nie wyjechała z domu. O rany! Irek też nie odbiera! No, nareszcie dodzwoniłam się. Jest niedaleko. Wpadnie! Kawa już zupełnie wystygła, a ja wysyłam smsa do Ali Chybickiej. Odebrała. Agnieszka Rożek chce przyjść, ale ja odmawiam. Za dużo! Kawę dała mi wypić Pani z drugiego łóżka. Dobra, tylko zimna. Jest 16.30. Czekam na gości. Zaraz będzie kolacja. O, jest Pani Radziuk z koleżanką. Miła osoba. Dały mi rosół z makaronem. Dobry, bo ciepły. O, idzie Irek. Po Ich wyjściu myśli, jak mi pomóc? Dzwoni do znajomych i szuka pomocy. Nikogo nie ma, bo są wakacje. Głupi okres. Dzisiaj Monika ma urodziny. Składam Jej życzenia. Ucieszyła się. Irek poszedł po godzinie 19.00. Piszę swój pamiętnik. Oj, będzie co przepisywać! Karolinka pyta o zdrowie i Tadek z Anglii dzwonił. Miło. Jest 20.00. Chętnie bym się położyła. Nastąpiło to za 45 minut, bo jeszcze dali mi kroplówkę. O, dobrze w łóżku..

10 VIII - piątek.     W I O L A

Kolejny poranek w szpitalu. Rano o godz. 8.00 przyszła Wiola, ale sama. Zmieniła mi pampersa i pidżamę. Nie wolno mi jeść, bo będzie usg brzucha. Uczesała mnie, posmarowała kremem i czekamy. O godz. 8.50 dzwonię do Mamy. Przyjdzie. Wiola nie doczekała się mojego usg, a ja płaczę, bo mam dosyć wszystkiego. Ile można tu tkwić? Dopiero po godzinie 10.00 jadę na łóżku na to badanie. Na szczęście nic złego nie wyszło. Wracam na oddział, dzięki pomocy osób odwiedzających jem parówki z ketchupem. Dobre. Za chwilę jest wizyta Pani profesor. Pytam, kiedy do domu? Za dwa tygodnie. Zobaczymy. Piszę pamiętnik, a tu już obiad i przyszła Joasia psycholog. Piję tylko zupę, bo ryby nie lubię. Opowiadam Jej, co i jak, a tu idzie Mama. W ten sposób nie jestem sama. Dziękuję Joasi za pomoc i idziemy z Mamą na korytarz. W między czasie Ala Chybicka pyta, co nowego? Mama poszła przed godziną 15.00. Płaczę. Odpisałam Ali i pijąc kawę piszę swój pamiętnik. Dzwonię do Agnieszki Rożek. Już do mnie jedzie. Fajnie, bo wyjdziemy na powietrze. Pogadałam z Dorotą Łobodzińską i z Piotrem Krajewskim. Mała Agnieszka rośnie. Dochodzi 16.30. Zaraz dadzą kolację. Dali kromkę z wędliną. Agnieszka pomogła mi zjeść, za co jestem Jej wdzięczna, bo poczułam głód. Beatka z Jackiem piszą, że będą wieczorem. Oki. Idę z Agnieszką na powietrze. Jest chłodno, ale przyjemnie. Siedzimy na ławce i dalej uczymy się polskiego. Jemy śliwki. Zimno mi się zrobiło. Wracamy na oddział, gdzie przyszła Beata z Jackiem. Dziękuję Agnieszce za miły czas. Poszła w deszcz. Chwilę rozmawiamy na korytarzu, a tu idzie Wojtek z Ewą. No rychło w czas! Beata zmieniła mi pampersa i razem z Jackiem położyła do łóżka. Chwilę gadam z Ewą i z Wojtkiem. Nie wiem, co chcą o tej porze? Nockę ma moja miła siostra. Boli mnie jelito i żołądek.

11 VIII - sobota.

W nocy chciałam się wypróżnić, ale nie wyszło. Nocna zmiana mnie umyła, poszła, a druga posadziła na wózku między 9.00 a 10.00. Dzwonię do Mamy, aby kupiła pampersy. Coś tam jem i piszę pamiętnik. O, kręci mnie w żołądku. Stękam po leku. Może pójść do WC? Wściekłe pielęgniarki posadziły mnie na sedesie. O, jak dobrze. Siusiu leci, a to drugie nic. No i awantura! Usłyszałam jeszcze takie słowa : "zamknij się". Wracam na salę i dzwonię do Marcina, ale nie odbiera. Panie włączyły TV. Jemy obiad przed godziną 13.00. Za oknem pochmurno! Jedna Pan mnie uczesała. Złapałam Marcina. Przyjdzie z Agnieszką. O, jest Mama. Wychodzimy na korytarz. Opowiadam Jej o wszystkim, dała mi wypić zupę z obiadu. Za chwileczkę przyszedł Marcin z Agnieszką. Ona po pielgrzymce do Częstochowy -opalona. On - znad morza. Widzę, że jeszcze jest młody, bo się wkurza na lekarki. A co ja mogę zrobić? Płaczę! I tak wygląda nasza rozmowa. Niby mogę się mogę wypisać na własne żądanie, ale co to mi da? Nic. W domu utknę i co? Bez sensu. Z drugiej strony to beznadzieja. Zawieźli Mamę do domu o godz. 15,30. Płaczę i piszę pamiętnik aż do kolacji. Dzwonię do Wojtka, lecz nie odbiera. Jedną Panią już wypisali. Zostałyśmy tylko trzy w sali. O, niespodziewanie przyszła Mama Roberta Otwinowskiego. Dała mi soki i truskawki. Jem je na kolację. Dobre. Oddaję chleb. Bym się już chętnie położyła. Boli mnie jelito. Po godzinie 17.00 ląduję w łóżku. Ale dobrze. Drzemię. Przywieźli czwartą Panią do sali z intensywnej terapii. Miła. Dostałam kroplówkę, śpię. Lekarce na wieczornej wizycie mówię o lewatywie. Da mi tabletki. Zobaczymy.

12 VIII - niedziela.     W I O L A

Nie wiem ile jeszcze tych niedziel będzie na łonie szpitala? Już mi obojętne. Rano wpadła Wiola z Mężem jak błyskawica, bo wlepili Jej dyżur w pracy. Wykąpali mnie, umyli głowę i dali pampersa oraz czystą pidżamę. W nocy trochę się wypróżniłam, ale mało. Siedzę owinięta w koc, bo jest jakoś chłodno. Zjadłam kromkę z pasztetem i pomidora. Przed godziną 10.00 przyszła z wizytą Doktor Ussowicz. Pytam, kiedy wyjdę? Może w przyszłym tygodniu?A lewatywa jutro, bo dzisiaj są tylko dwie pielęgniarki. Wybiera się do mnie dr Gancarek - Lange z Kamieńskiego. O, Mama przyjdzie na obiad, a o godz. 16.00 wpadnie Ala Stanisławska. Fajnie. Dostałam zastrzyk heparyny w brzuch i piszę pamiętnik, a Panie śpią. Za oknem słońce, ale chłodno. Dzwonię do Beaty. Zaraz przyjadą z Jackiem. No to opóźnię Mamę. Już. Jedna Pani częstuje ciastem i kawą. Dobre! O, dzwoni Monika Kubiak z Hiszpanii. Jej Mama jest u Niej. Jak wróci, to wpadnie. Jestem cała mokra, bo pęcherz nie trzyma. Czekam na Beatę i Jacka. Przyszli o godzinie 11.00. Chwilę siedzimy na korytarzu, obgadujemy lekarkę. Oni jadą do Gościmia z Jej Ojcem i wrócą w czwartek. Fajnie. O, jest Mama tuż przed obiadem. Beata z Jackiem poszli, a my rozmawiamy. Już obie jesteśmy tym zmęczone! Kiedy to już się skończy? Jem zupę na obiad i pół drugiego dania. Mama też się posiliła. Chodzi mi o rzeczy płynne. No i co? Juro pójdzie do Doktor Ujmy. Może coś załatwi z tym wypróżnianiem? Zobaczymy. Mam kapcie i skarpetki. Lepiej mi w nich, bo pięta nie boli. Mamie jest smutno samej w domu. Nigdy bym się nie spodziewała, że tu wyląduję. O, Marcin Klimczewski przesłał mi 15 zł na telefon. Te moje rozmowy dużo pochłaniają. O godz. 14.00 dzwonię do Ali Stanisławskiej. Jeszcze nie wyszli z domu. Wyganiam więc Mamę, chwilę płaczę i, jedząc śliwki, piszę pamiętnik. Jeszcze po 17.00 chce wpaść Michał Strzelczyk. Dziwne -czy coś się stało? Czekam więc na gości. Cieszę się, bo już nie kaszlę. Dzwonię do Ciotki Ireny z Katowic, ale nie odbiera. O, przyszła Ala z Piotrem. Idziemy na dwór koło fontanny. Jest chłodno, ale przyjemnie. Piotrek się żołądkuje, co On by tu nie zrobił. Ala Go uspokaja. I tak mija czas. Robi się chłodno. O godzinie 16.30 Wojtek z Ewą piszą, że będą po 18.00. Fajnie. Wracamy na oddział, Ala dała mi kolację, a Piotrek wdał się w rozmowę z Michałem Strzelczykiem, który właśnie przyszedł. Ala jutro wpadnie po południu. Hura! Poszli z Michałem. Mam chwilkę na pisanie pamiętnika. Nie mam już siły na kolejnych gości, Odmawiam Wojtka i Ewę. Chętnie bym się położyła, ale nie ma jak. Na wózku tkwiłam do godziny 20.30, bo nie było mnie komu położyć. O, jak dobrze. Dzwoniłam do Mamy o 19.30.

13 VIII - poniedziałek.     W I O L A

Fatalna noc. Jelito chce mi pęknąć. Boli. Pobrudziłam pościel. Rano przyszła Wiola, umyła mnie, a ja się źle czuję. Uczesała mnie, dała jeść, owinęła w chustkę i koc. Za oknem ciepło i słońce. Jem śniadanko, wołają mnie na usg serca po wizycie pani profesor. Pytają znowu, czy się zgadzam na punkcję? N I E!!! Płynu w osierdziu ubywa, to po co ryzykować? Wracam na salę. Dyżur ma moja pielęgniarka Asia. Dała mi drugą łyżkę parafiny i kroplówkę. Jest godzina 11.00. Mama ma iść do Doktor Ujmy. Piszę smsa do Ali Chybickiej. Ania Dobosz jest w Darłówku. Miło mi. Coś ta parafina długo nie działa. Szkoda. Jelito mnie wykończy. Dochodzi 12.00. Podobno idą upały. Dzwonię do Ali, aby nie przyjeżdżała, bo mam mieć lewatywę. Agnieszkę też odmówiłam. Jest 12.30. Zaraz może przyjdzie Mama lub Joasia dać mi obiad. Jest Mama przed godziną 13.00. Mam czyste ręczniki. Oki. Była u Doktor Ujmy z prośbą o pomoc. Marzę tylko o jednym : o wypróżnieniu. Na obiad dali barszcz i zimny makaron. Świństwo. Joasia psycholog nie przyszła, bo ma dużo pracy przed urlopem. Idę z Mamą do mojej pielęgniarki i pytam kiedy zrobi mi lewatywę? Pamięta. Mama poszła o godzinie 14.20. Płaczę. Zmieniły mi pampersa. Spodnie mam mokre, ale trudno. O, jest nowa Pani na sali. Starsza. Włączyli telewizor. Są jakieś śpiewy. Ryczy na cały oddział. Dochodzi godzina 15.15. Jeszcze trzeba Wojtka odmówić. Na kolację mało jem. Czekam na lewatywę jak na zbawienie. Dopiero przed godziną 18.00 ląduję w toalecie. Szybko poszło. Ale mi lekko. Korzystam, że są miłe pielęgniarki i wskakuję do łóżka. O, dobrze mi. Dzwonię do Mamy, że jestem głodna. Śmieje się! O, idzie Beata z Jackiem. Mają jogurt. Dobry. Dziękuję Im i poszli. Dzwonię do Ali Stanisławskiej o godzinie 19.36. Jutro chce przyjść i dać mi kolację. Agnieszka Rożek też się zapowiedziała..

14 VIII -wtorek.     W I O L A

Przed świętem spałam jak kamień. O, jak mi lekko! Już nie kaszlę. O godzinie 8.00 przyszła Wiola. Przewinęła mnie (już się skończyły pampersy), umyła zęby, uczesała i idziemy na pobranie krwi. Udało się. Dzwonię do Mamy, aby kupiła pampersy. Jem śniadanko, piję kawę. Kombinuję z Wiolą, aby dać czekoladę pielęgniarce od pobrania krwi. Udało się. Wiola poszła i przyjdzie jutro rano, a potem pracuje. Na wizycie Doktor Ussowicz pyta o kaszel? Nie ma! Może mnie wypisze? O, dostałam nowinę : Edek ma syna Dzisiaj w nocy Patrycja urodziła Maćka - Franciszka. Super! Wysyłam gratulacje. Proszę Agnieszkę Rożek, aby umówiła się z Alą Stanisławską, która kiedy przyjdzie? O godzinie 12.30 jest obiad. Nawet dobry. Kura i ziemniaki. Sąsiadka z łóżka obok pomogła mi zjeść. O, jest Mama. Szkoda, że się spóźniła. I Joasia psycholog przyszła przed urlopem. Chcemy wyjść na dwór, ale mam jechać na Kamieńskiego. Nie wierzę. O tej godzinie? Ala pisze, że będzie o godzinie 17.00 i da mi kolację, a Agnieszka w czwartek rano. Jeszcze Dorotka Łobodzińska zapowiedziała się w czwartek. Oki. Dochodzi 15.30. Przez tą konsultację nie wyszłam na dwór. Oczywiście nie pojechałam. Doktor Lange ma tu przyjechać. Zawracanie głowy. Jest 15.40. Napisałam smsa do księdza Grzegorza, bo na salę wszedł ksiądz i udzielał ostatniego namaszczenia, a do mnie powiedział :"u góry będziesz miała lepiej ". Przeraziłam się nie na żarty, że już umieram i dzwonię do Mamy, aby się z Nią pożegnać. Czekam jednak na Alę Stanisławską, bo jestem głodna. Ksiądz Grzegorz uspokaja mnie i każe pisać pamiętnik. Jest kolacja. Ala już jedzie rowerem. Dojechała z dobrym jedzeniem po godzinie 17.00. Dała mi chleb z wędliną posmarowaną ketchupem. Wypiłam kefir. Ala położyła mnie do łóżka o godzinie 19.30. Pomogła Jej pielęgniarka. Mamy na sali nową Panią.

15 VIII - środa.     W I O L A

I tak w scenerii szpitalnej sali dobrnęłam do połowy miesiąca. W kalendarzu jest to święto. W Częstochowie na Jasną Górę dochodzą grupy pielgrzymkowe z całej Polski. A co u mnie? Wymiotuję. Czy po tej kolacji Ali? Nie wiem. O godzinie 8.00 przyszła Wiola z Mężem. Wykąpali mnie, umyli głowę, a mi jest byle jako. Chyba po lekach? Dali mi jakieś lekarstwo i położyli z powrotem do łóżka. Śpię do obiadu. Wiola przyjdzie pojutrze, a jutro ma urodziny. Dali obiad, posadzili mnie na wózek, wypiłam zupę, bo drugie danie dała mi już Mama, która przyszła. Niedobre! Rozmawiamy na korytarzu, Mama mnie czesze, a lekarka woła na usg serca. Idziemy razem. Płynu w osierdziu jest coraz mniej. Hura -może wyjdę po niedzieli? Nareszcie. Marzę o tym. Jeszcze parę dni jakoś się przemęczę. Mam arbuza i śliwki. Mama poszła o godzinie 15.00. Płaczę. Szkoda, bo już parę dni nie byłam na powietrzu. Trudno. Nikt nie ma czasu. Po godzinie 16.00 piszę smsa do Ali Chybickiej. Do Pani leżącej obok przyjechali ze wsi. Może mi jajka od kury przywiozą? Marta Mironiuk pyta, gdzie jestem? Czekam na Alę Stanisławską. Dochodzi godzina 17.00, dali kolację. Zadzwonił Michał Strzelczyk. Był ciekawy, czy widziałam profesor? Jest Ala. Szybko jemy wędlinę i idziemy na powietrze. O, jak fajnie -ciepło. Pijemy kawę na ławce. Rozmawiamy z Alą i wdycham powietrze. Za godzinę wracamy na oddział i razem z pielęgniarką kładzie mnie do łóżka, zmieniła pampersa i po godzinie 20.00 pojechała rowerem do domu. Śpię. Z parku dzwoniłam do Mamy.

16 VIII - czwartek.     U R O D Z I N Y   W I O L I

Kolejny czwartek bez dzieci, a ja na szpitalnym łóżku. Rano już druga zmiana mnie umyła ręcznikami. Leżę do godziny 9.00 i czekam na Agnieszkę Rożek. Przyszła punktualnie. Jedna Pani pomogła mi siąść na wózek. Agnieszka mnie uczesała i idziemy jeść śniadanie, piję kawę, łykam leki. Dzwonię do Mamy. Idzie do laryngologa. Mam znowu kroplówkę, ale nie leci. O, jest wizyta. Agnieszka czeka na korytarzu. Dowiedziałam się od lekarki, że może w poniedziałek wyjdę do domu. Hura! Agnieszka dała mi arbuza i zdenerwowała się, bo pytam, kiedy przyjdzie? Poszła do innego świata. W gabinecie zabiegowym śpiewam z pielęgniarkami piosenki i dały nowy wenflon i dopiero wtedy zeszła kroplówka. Jest południe. Dzwonię do Wojtka od Ewy. Kupi mi pampersy. O, muszę zmienić. Udało się na stojąco. Jeszcze mam trzy. Zaraz będzie obiad. Panie śpią. Dzwonię do Ani Rak, ale wyjechała. Natomiast Agnieszka Marcina myślała, że już jestem w domu. Za oknem ciepło i słońce. Przed godziną 13.00 zjadłam jakoś zimny obiad, a tu idzie Mama od laryngologa. Leczy swoje ucho. Siedzimy na korytarzu, mam nowe pampersy, a pidżamę oddaję do prania. Wybiera się do mnie Pani z "Podwala". Miło! A tak naprawdę, to mam tego już dosyć! Ściągam koc, bo mi gorąco! Mama poszła do domu o godzinie 15.00. Obiad zje w barze. Płaczę. Na chwilę wpadła Pani Irenka z neurologii, bo ma tu sąsiadkę. O, dzwoni Dorotka Łobodzińska, że wpadnie po pracy. Za chwilkę przyszła ekspedientka z "Podwala". Dostałam sok i cukierki. Trochę posiedziała. Jutro da Mamie sałatkę i kabanosy. Oki. Dziękuję za dobre serce i czekam na Dorotkę i na Alę. Jest 16.00. Dzwonię do Mamy, ale Jej nie ma. Jeszcze nie zjadła pierogów w barze? O, wróciła. Jutro odbierze wałówkę i przyjdzie. Odmawiam Beatę z Jackiem, bo Ala mnie położy. Jest Dorotka. Mówię Ali, że będziemy koło fontanny. O, dobre powietrze! Rozmawiamy na ławce i opowiadam Dorotce o wszystkim. Ciepło w słońcu. I tu znalazła nas Ala. Na kolację jem maliny. Dobre. Wdycham powietrze, ptaki kąpią się w fontannie. O, idzie Wojtek od Ewy. Dzisiaj przyjeżdża Janek z małym z Warszawy. Chwilę pogadaliśmy i poszedł. Ala z Dorotką oporządziły mnie na łóżku i poszły po godzinie 18.40. Śpię z kroplówką i jest mi dobrze. Dobranoc.

17 VIII - piątek.     W I O L A

Noc jakoś przespałam i obudziła mnie Wiola o godzinie 8.00. Lubię Ją! Obmyła mnie w łazience i uczesała. Dyżur ma moja miła pielęgniarka od lewatywy. Na razie o tym nie myślę. Po śniadaniu dzwonię do Mamy. Przyjdzie. Kroplówka mi nie wyszła i dali mi spokój. Idę z Wiolą na oddział neurologii dziecięcej, a wcześniej składam Jej życzenia urodzinowe i wręczam czekoladę z maskotką misiem. Wczoraj mi Mama przyniosła. Podobało się! Doktor Ujma ustawiła mnie do pionu! Kochana jest - naprawdę! Rano była wizyta i dowiedziałam się, że może wyjdę do domu. Hura! Od Doktor Ujmy wracam jak na skrzydłach. Marzy mi się ubikacja w domu. Wiola zmieniła mi jeszcze pampersa, dała buzi i poszła. Piszę swój pamiętnik, a tu Agnieszka Rożek chce przyjść zamiast Ali. Oj, nie, bo nie da rady! O, idzie druga lekarka! Jutro wypisują mnie do domu. Nie wierzę własnym uszom. Jeszcze biorą mnie na usg serca. Płynu nie ma w osierdziu. Brawo! Bóg wysłuchał moich modlitw. Dzięki. Mamy nie ma w domu. Na obiad jest ryba, której nie jem. Wypiłam tylko zupę. Czekam na Mamę, bo ma iść do lekarki "sztywnej". Tak myśmy Ją nazwały z Beatą. Dochodzi 13.00, a Mamy nie ma. Wiola dała mi numer swojej komórki i cieszy się razem ze mną. Jutro chcą mnie karetką odwieźć do domu. Zobaczymy. Arno z Belgii jest w Polsce. Chce mnie odwiedzić. Denerwuję się, bo lekarka czeka, a Mamy nie ma. Gdzieś utknęła. Na obiad była ryba i zupa. Wypiłam ją z kubka. Mama dobrnęła przed godz. 14.00 z sałatką i kabanosem. Idziemy szybko po wypis do Doktor Uszyńskiej. Reszta papierów w czwartek. Jem sałatkę i przyszła Marta Mironiuk. Idziemy na dwór. A jutro Jacek Beatą i Mama o godz. 11.00 zabiorą mnie do domu. Hura! Nie potrzebuję kurtki, bo jest ciepło. Mama kupiła mi bombonierkę "MERCI" dla miłej pielęgniarki i poszła do domu. Po godzinie16.00 przyjechał Marcin i wymienił Martę. Siedzimy i pijemy gorącą czekoladę. Jestem szczęśliwa, bo już jutro o tej porze mnie tu nie będzie. O, idzie Ala Stanisławska, a Marcin pojechał. Cieszymy się we dwie. Idziemy na kolację przed godziną 19.00. Jem kabanosa, wędlinę od Ali. Dałyśmy bombonierkę Pani Asi -pielęgniarce. Pomogła Ali mnie położyć. Ale fajnie! Dzwonię do Karoliny. Przyjadą w niedzielę.

18 VIII - sobota.     W I O L A ,   D O M

Ostatnia noc w szpitalu. O godzinie 8.00 przyszła Wiola z Mężem. Wykąpali mnie i ubrali jak do wyjścia. Bluzka, majtki, pampersa i spodnie. Od razu lepiej. Daje mi jeść i kawę. Mama czeka na Beatę i Jacka. Będą o godzinie 10.30. Żegnam się z Wiolą i mam łezkę w oku, bo się do Niej przyzwyczaiłam. Nie wiem, czy się jeszcze zobaczymy? Piszę swój pamiętnik i czekam na swoich. Za oknem piękna pogoda. Przyjechali już o godzinie 10.15i pakują moje rzeczy. A, poprosiłam Wojtka od Ewy oraz Marcina Klimczewskiego o zasilenie telefonu. Gdzieś wyjechał. Pakujemy rupiecie, których się troszeczkę nazbierało, żegnam Panie z sali, daję bombonierkę w dyżurce i ładujemy się do samochodu. O, fajne powietrze!.

I tak oto przekroczyłam bramę szpitala prawie po miesiącu czasu. Widzę ulice, ruch, a za chwilę nasze podwórko. Jacek z Marcinem wnieśli mnie nas górę. Ojej, moje krzesło i pokój! Ale dziwne! Beata rozpisała mi leki jakie mam brać i poszli. Mama podreptała do apteki. Dzwonię do Wojtka (przysłał mi 50 zł na telefon), do Pani Radziuk, do Edka (mały już w domu) i do Karolinki. Jutro się zobaczymy. Wraca Mama, zdejmuję pampersa i robię siusiu. Ale lekko. Po obiedzie (dobre pierogi) wezmę czopek. Dzwoni Karolinka z dyżuru, bo rano Marcin odebrał. Z czopkiem sprawdzam pocztę o godzinie 14.00. Mam tego trochę. Niektóre e- maile daję do kubła, innym odpisuję. Za godzinę idę do łazienki. Ale mi lekko! Kładę się pod koc i drzemię na swoim tapczaniku do godziny 17.00. Mama mnie ledwo posadziła na twardym stołku. Wracam do komputera i dzwonię do Ali Stanisławskiej. Pytam czemu zapomniała o kolacji? Przeraziła się, ale za chwilę już się śmiejemy. Odpisałam Andrzejowi z Australii. Dochodzi 19.00. Mama łyka swoje leki, a ja biorę urlop do poniedziałku. Nic mi nie będzie. Ktoś mi dał znowu 30 zł na telefon. Mam teraz 107zł 48 gr. Piszę smsy do Ali Chybickiej i do Doktor Ujmy. Trzeba wrócić do starego zeszytu pamiętnika. Kładę się po godzinie 21.00.

P.S. I tak oto skończyłam tekst opisujący fragment mojego życia, który pokazał mi, że nie zawsze są w nim dni wesołe i przyjemne. Nieraz trzeba coś samemu przejść, aby zrozumieć innych. Dlatego też apeluję do ludzi zdrowych, pięknych i sprawnych fizycznie : spróbujcie choć na chwilę wyobrazić siebie jako osobę całkowicie zależną od drugiej i wczuć się w Jej sytuację.

- Kasia -


Wrocław, dn. 22 września 2012 roku.