W poszukiwaniu wiosny


I tak oto mamy kalendarzową wiosnę. Codziennie rano w radio słucham audycji, która właśnie opowiada o pierwszych jej oznakach. A to gdzieś widziano stado gęsi , w innej okolicy bociany budują gniazda na strzechach domów, a w zbiornikach wodnych słychać rechot żab. Ja natomiast dbam o swój bukiet we flakonie, do którego znajoma przywiozła mi piękne bazie. Niedługo zaczną się pojawiać liście na drzewach. Może jakiś motylek czy mucha lub biedronka mnie odwiedzą?

Patrząc w kalendarz zorientowałam się, że niedługo będzie Wielkanoc, bo już w połowie kwietnia. Trzeba więc szykować zajączki maskotki dla dzieci ze szpitala. Może ktoś mnie tam wreszcie zawiezie? Na razie to tylko obiecują, a potem nic z tego nie wychodzi. Nikt nie ma czasu ani ochoty na takie wyprawy.

Tym sposobem już wcale nie wychodzę z domu, tylko w weekendy, a to jest stanowczo za rzadko. Nie mam grupy przyjaciół i stałam się odludkiem krążącym między łóżkiem a komputerem. Co z tego dalej wyniknie, to zobaczymy? Na razie cieszę się wiosną przez okno i walczę z problemami dnia codziennego.

- Kasia -


Wrocław, dn. 23 marca 2017 roku.